Celebrities i image

Historia notuje pewną symptomatyczną prawidłowość. Otóż rosnący portfel, czy wzbijająca się pod niebiosa kariera, mają się stosunkowo często nijak do ciężaru szarej masy mózgowej. I to dotyczy wszystkich mieszkańców tej planety, na równi ludzi w miarę normalnych jak i czubów.

Przypomnijmy sobie, słynnego swego czasu, posła na Sejm poprzedniego numeru Najjaśniejszej, niejakiego Gabriela Janowskiego, jak skakał zającem po Sejmie i obcałowywał ręce współposłów. Czy imić Janowski był regularnym świrem nie moja sprawa, ale go zachowałem w życzliwej pamięci. Zgoda, przemawiał nieco chaotycznie, ale za to jak pięknie skakał! Właściwie byłem nawet z niego trochę dumny, ostatecznie nie każdy naród może się wyróżnić posłem-zającem z apaszką pod szyją, a Janoszczak się z tym fragmentem garderoby nie rozstawał. Niestety gwiazda zgasła, kto go dziś pamięta?

Lobbujący za cukrowniami Janowski nie był zresztą jedynym czubem Sejmu towarzysza sekretarza Millera. Poseł nieznanego mi rejonu Polski (ale naturalnie gorąco kochanego, jak wszystkie inne fragmenty ziemi ojczystej), pewien Nowak, stał był bez słowa przy sejmowej mównicy długimi tygodniami, trzymając w rękach plakat informujący, że oto głoduje. Domagał się bodajże sterowanego centralnie ewidencjowania kropek na biedronkach, czy czegoś w tym rodzaju.

Tyle o wybranych czubach Sejmu Rzeczpospolitej o numer mniejszej niż aktualna. Jaki los spotka dzisiejszy Sejm i rząd, działające pod berłem Kaczora I-go Odnowiciela? Trudno powiedzieć, ale wygląda nieszczególnie. Na szczęście dla niego, a może i reszty rodaków, Odnowiciel jakby się specjalnie tym co się wokół dzieje nie przejmował i spokojnie kontynuuje wypas swoich PISkląt.

Powyższe parę zdań to tylko wstęp do poważniejszych spraw, bowiem teraz zajmiemy się światowymi karierami showbiznesu, a więc wielkimi pieniędzmi. Kto widział program „Oprah Winfrey Show” i jej gościa Toma Cruisea, domyśli się o czym chcę mówić. Zaparty scjentolog Tom Cruise skakał w studio po kanapach i walił pięściami o podłogę, powodując konsternację osoby nawet tak rutynowanej jak Oprah. (Oprah, właścicielka połowy kamienic w Chicago i jedna z najbogatszych Amerykanek, pomimo krążących tu i ówdzie pogłosek, nie jest Żydówką…)

Janowski tłumaczył swoje zachowanie tym, że dolano mu coś do napoju, mrocząc w ten sposób umysł. Co jednak zmroczyło umysł dotychczas spo-kojnego i dobrze ułożonego filmowego amanta Cruise’a, że stał się pośmiewiskiem Ameryki? Nie koniec na tym, Cruise obiecał (żartem?), że zje łożysko swego nowonarodzonego dziecka, obraził koleżankę Brooke Shields za to, że bierze leki antydepresyjne (scjentologom nie wolno) i próbował przez swoich prawników zablokować emisję serialu „Little town South Park”, w którym naśmiewano się ze scjentologów i ich sekty.

Cruise zrujnował swój wizerunek do tego stopnia, że wytwórnia Paramount – której był od lat galionową postacią, nie przedłużyła z nim kontraktu uznając, że zjazd w dół Cruise, gwiazdora omotanego przez sekciarzy, mógłby pociągnąć za sobą wytwórnię i narazić ją na poważne straty finansowe.

Ale zajmijmy się poważniejszą o niebo (i należy to brać dosłownie!) sprawą, mianowicie upadkiem gwiazd. Przykładów na to sporo, również na polskim firmamencie. W dzisiejszych czasach, epoce królestwa mediów, ważny jest każdy szczegół budujący image. A im bardziej wyrazisty wizerunek, tym łatwiej się go sprzedaje. Dlatego przy budowie image fachowcy eksponują najczęściej jeden, wyraźny i przemawiający aspekt. Tak jest najwygodniej i przynosi najlepsze efekty (czytaj kasę).

Popatrzmy pod tym kątem na parę gwiazd: Cruise – amant unikający skandali, Sinead O´Connor – uduchowiona wokalistka, Edyta Górniak – piękny kopciuszek, Britnay Spears – dziewica, Guy Ritchie – brytyjski Tarantino, Winona Ryder – subtelna młoda dama, Whitney Houston – talent, delikatność.

Co stało się z tymi, niewątpliwie pierwszej kategorii gwiazdami? Kto słyszał coś z ust Irlandki O´Connor po balladzie „Nothing Compares 2U”? W międzyczasie została księdzem zakonu Matki Boskiej, dysydenckiego odłamu kościoła katolickiego i słuch po niej zaginął. Jaki jest status Edyty Górniak, po tym jak obrzuciła mięsem dziennikarzy tabloidów i bardzo swoiście odśpiewała hymn narodowy? A przypadek Guya Ritchie? Albo się jest guru w filmie, albo dodatkiem do żony. Winonę Ryder przed wpadką (złapano ją na złodziejstwie w sklepie) grała u Coppoli i Scorsese, dziś dostaje role nominowane do nagród w Górnej Wolcie. Whitney Houston potknęła się o narkotyki i męża, zdobywając przy okazji tytuł degeneratki. Britney Spears przekroczyła próg dziewictwa i poczęła odrabiać stracony czas, rzucając się w skandale seksualne.

Dla dość znacznej części widzów, celebrities są ziemskimi odpowiednikami mieszkańców raju, krainy zamieszkałej przez istoty idealne. A showbiznes to biznes bezlitosny. Albo idol dostosowuje swój image do oczekiwań, albo traci pozycję i to najczęściej na zawsze.

Omotanemu przez scjentologowych specjalistów od prania mózgu Tomowi Cruise, zostanie przynajmniej (jeżeli mu nie wymiotą portfela do czysta) zarobiona wcześniej kupa forsy. Ale co ma powiedzieć nieboraczek Jankowski, któremu z dni sławy zostały wspomnienia i apaszka?

Andrzej Szmilichowski

Tekst ukazał się w NGP w 2006 roku
FOTO: © CC0 Public Domain

Lämna ett svar