Czego nam brak najbardziej?

Choć zainteresowanie tematem na szczęście stale wzrasta, brak nam przyjaźni. Niezrozumiały to acz cudowny paradoks, brak przyjaźni zauważamy na każdym kroku, a pomimo to przyjaźń wśród ludzi rośnie i potężnieje. Wielka sprawa, wielkie brawa.

Kiedyś zabijanie się nawzajem było strawą dnia codziennego. Walka należała do etosu, taki był styl życia. Dzielny Wiking im więcej ludzi zabił, tym szybciej budował sobie drogę ku wyśnionej Valhalli. Wspólnoty trzymały się razem, a pojawiającego się obcego traktowano jak potencjalnego wroga. Następnie nadeszło chrześcijaństwo i uczyniło człowieka istotą bardziej życzliwą, jednocześnie budząc do życia inne demony. Początkowo życzliwy światu Islam, współcześnie kojarzy się głównie z wielkimi zbrodniami.

Pomimo, iż tu czy tam płoną ogniska konfliktów, stajemy się przyjaciółmi. ale w inny sposób niż kiedyś. Dziś pragniemy aby wszystkim było dobrze. Mamy opiekę medyczną, sierocińce, zajmujemy się tymi co odpadli, inwalidami, uszkodzonymi, starymi. Ludzi obchodzi jak mają się inni ludzie.

Żyjemy w czasach przyjaźni. Choć zdarzają się mordy, tortury, nadużywanie zaufania, złodziejstwa, intrygi, kłamstwa, ostracyzm, choć istnieją organizacje, których celem jest zabijanie ludzi myślących inaczej, żyjemy w czasach przyjaźni.

Świat się stara, zniknęły dwa ramiona zła – nazistowskie Niemcy i komunistyczna Rosja. Znikają również powoli różne małe niedogodności, na przykład – maniera tytulatury. Pierwsi Skandynawowie, a po nich inne narody, przyjęły jako powszechną, zasadę mówienie do siebie po imieniu. Szwedzi zwracają się w ten sposób nawet do osób zajmujących wysokie państwowe stanowiska.

Ale tytulatura nie zanika wszędzie, w Polsce nawet rośnie w siły. W mojej Ojczyźnie króluje bowiem niepisane prawo, że administracyjne tytuły są dośmiertne. Zmieniają się sezonowo rządy, a marszałkowie, posłowie, senatorowie, prezydenci, premierzy, pozostają nimi do śmierci.

Czy taka maniera nie stanowi przeszkody w nawiązywaniu przyjaźni? Stanowi! Jak zaprzyjaźnić się z człowiekiem, do którego trzeba mówić: Panie Marszałku! Panie Prezesie! Panie Przewodniczący!

Dorabianie gęby wymyślił Gombrowicz. Trafił w sedno i o tym teraz chciałem, ale mieszkam poza Polską od 33 lat i może już nie wiem gdzie ucho przykładać? Jeśli tak, może ktoś odpowie mi na parę pytań, oświeci:

Dlaczego politycy Rzeczpospolitej są do siebie nieprzyjaźnie nastawieni?

Dlaczego dla polskiego polityka tak ważne jest poniżanie innego polskiego polityka i mówienie: Pan kłamie! Pan insynuuje! Pan konfabuluje! Panu brak wiedzy!

Dlaczego dygnitarze tak się panoszą?

Dlaczego purpuraci tak się puszą?

Dlaczego ludzie źli i głupi robią polityczne i religijne kariery?

Dlaczego polski polityk wierzy, że napędza go troska o ojczyznę, ale nie wierzy, że innym politykiem może kierować ta sama troska?

Dlaczego politycy w mojej ojczyźnie są tacy ponurzy? Dlaczego bronią się przed postawieniem stopy na pierwszym szczeblu drabiny przyjaźni, przed życzliwością?

Dlaczego polscy politycy podają sobie bez przerwy rękę?

Dlaczego występujący w telewizji politycy mają brudne włosy?

Dlaczego premier stale ściska w ręku telefon, a nie trzyma go jak inni premierzy, u asystenta?

Wiadomo od dawna, że droga ku lepszemu różami usłana nie jest, ale trzymam się tezy założonej na początku – przyjaźń rośnie, potężnieje! Tylko, że pragnienie przyjaźni rodzi się szybko, ale jej owoc dojrzewa powoli.

Wielki pisarz Albert Camus, zanotował taką myśl: Nie idź przede mną, bo może za toba nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem.

Andrzej Szmilichowski 

Tekst publikowany był w Nowej Gazecie Polskiej w maju 2006 roku
FOTO: © CC0 Public Domain

Lämna ett svar