BARBARA NAWROTH: Moja droga do Szwecji

Przybyłam do Szwecji w końcu maja 1963 roku, bez zamiaru zostania tu na stałe. Moja historia, jak i dlaczego tu zostałam, jest nietypowa. Wszystko zaczęło się w zasadzie już zimą 1958 roku, a może jeszcze wcześniej. Od kilku lat pracowałam w Polsce jako tancerka w różnych miastach w różnych teatrach. Od 1953 roku na zlecenie Estrady Warszawskiej, pracowałam z moim partnertem Wojtkiem. Tworzyliśmy ładą i zgraną parę taneczną. Prywatnie ja byłam mężatką, a on coraz bardziej swoje upodobania kierował w stronę… męską. Pod koniec 1957 roku występowaliśmy w Pałacu Kultury w “Kongresowej” i tam zobaczył nas fiński impresario i za pośrednictwem Pagartu zaangażował nas na dwumiesięczne występy w Finlandii.

adość była wielka, bo wtedy nie łatwo było wyjechać z Polski za granicę i chociaż gaża była niewielka, to i tak bardziej zyskowna niż zarobki w Polsce. W Finlandii spotkałam się po raz pierwszy z tak zwanym Zachodem. Porozumiewaliśmy się tam naszym słabym niemieckim, a czasem nawet rosyjskim. Był luty i marzec 1958 roku. Było zimno, ale też wesoło i miło, a Finowie byli serdeczni i gościnni. Za zarobione pieniądze kupiłam sobie futro i trochę drobiazgów.

W drodze powrotnej, jak było planowane, zatrzymaliśmy się na kilka dni u znajomych Polaków mieszkających w Sztokholmie. I tu czekała mnie duża nie-spodzianka. Wojtek oświadczył mi, że postanowił zostać w Szwecji. Również i mnie namawiał do tego, ale nie mogłam się na tak drastyczny krok zdecydować. Bo chociaż zdawałam sobie sprawę z sytuacji politycznej i ucisku w jakim żyliśmy, to jednak przeważało uczucie do męża, rodziców i siostry.

Z ciężkim sercem wracałam do kraju sama, nie wiedząc co mnie jeszcze czeka. Przesłuchiwano mnie na milicji, gdzie potępiłam Wojtka za „zdradę”. I dano mi spokój. Z Wojtkiem umówiliśmy się, że nie będziemy utrzymywać kontaktu telefonicznego lub pisemnego, ze względu na ewentualny podsłuch lub cenzurę listów.

Wkrótce znalazłam nowego partnera do tańca w osobie dawnego kolegi ze szkoły baletowej, który zdecydował się na porzucenie Operetki Warszawskiej, aby występować ze mną na niepewnych umowach z „Estradą” i „Pagartem”. Jeszcze tego samego roku, 1960, pojechaliśmy na tournée do ówczesnego NRD. Tam spotkała nas nieprzyjemna historia, mianowicie zakazano nam wykonywać nowoczesne tańce do muzyki Gershwina. Nie wiem z jakiego powodu: czy dlatego, że był Amerykaninem, czy Żydem… W miejsce tego tańca polecono szybko ułożyć taniec ludowy. Występowaliśmy także w Bułgarii i Jugosławii, ale kontrakt na Zachód ciągle nas omijał.

Na początku roku 1963 dostaliśmy propozycję udziału w programie rozrywkowym składającym się z muzyków, tancerzy i akrobatów. Celem był miesiąc występów w Sztokholmie w China-Varieté. Był to duży teatr w sercu Sztokholmu przy Berzeli Park.

Przez wiele lat China-Varieté miał opinię dobrego między-narodowego varieté, gdzie występowali tacy artyści jak Lena Horne, Maurice Chevalier, Edit Piaf, Josefina Beker i Eart Kitt. Próby do sztokholmskiego programu odbywały się w sali podupadłego już wtedy Hotelu Bristol w Warszawie. Mieliśmy za zadanie przygotować specjalny program i wypełnić nim pierwszą część przedstawienia, druga miała należeć do międzynarodowego zespołu artystów. Do ostatniej chwili byłam niespokojna, czy dostanę paszport, ale w końcu dostałam.

Jechaliśmy z Warszawy pociągiem, później promem i znowu pociągiem przez pół Szwecji, nocą bez miejsc sypialnych. Ale byliśmy młodzi, pełni entuzjazmu i część drogi urozmaicaliśmy sobie śpiewem. Szwedzi się trochę dziwili, ale nikt nie starał się nas powstrzymać. Rano, prosto z dworca, zawieziono nas taksówkami do teatru, gdzie przyjął nas ówczesny szef i dyrygent Eckhart Lundin. Po obejrzeniu teatru, sceny i loży odwieziono nas do pobliskiego hotelu znajdującego się przy jednej z poprzecznych ulic do Strandvagen.

Następnego dnia była próba, a wieczorem występ. Na widowni Ambasador, dużo Polaków, oklaski i pełen kosz kwiatów. Zresztą przez cały czas naszych występów przychodziło wielu Polaków, szczególnie tych, którzy ze względów politycznych nie mogli odwiedzać Kraju. Cieszyli się z usłyszanej muzyki i zobaczenia tańców z czasów przedwojennej Warszawy. Nawiązywali także z nami kontakt osobisty, obwozili po Sztokholmie, zapraszali do domów.

Od początku byłam oczarowana Sztokholmem. Mnóstwo zieleni i te białe noce, które napełniały nas energią i nie pozwalały spać. W szwedzkich gazetach mnóstwo pisano o ujawnieniu sowieckiego szpiega. Był nim Stig Wennerström. Trudno mi to było zrozumieć.

Już na drugi dzień pobytu w Sztokholmie, z Göteborga zadzwonił Wojtek, gdzie już od kilku lat zatrudniony był jako tancerz w Stora Teatern. Radość była wielka, i po czterech latach wreszcie mogliśmy swobodnie ze sobą rozmawiać. Wojtek powiedział, że w Göteborgu jest zapotrzebowanie na tancerzy i możliwość podpisania rocznego kontraktu. To było dla mnie frapujące i po telefonicznej rozmowie z mężem, postanowiłam spróbować.

LEAD Technologies Inc. V1.01

Wówczas baletmistrzem, a często także choreografem i reżyserem, był Eugene Gabay. Pewnego wieczoru, przed przedstawieniem, dyrygent przekazał mi, że Eugene jest na widowni, aby mnie obejrzeć i ocenić. Wszystko odbyło się na uboczu, szeptem, by nikt nie słyszał. Z dużą tremą wykonałam moje tańce i po przedstawieniu, jak było umówione, spotkałam się z Eugene w restauracji Berns. Rozmawialiśmy po niemiecku i już wkrótce dowiedziałam się, że jestem zaakceptowana i nie muszę mieć prezentacji, co było w planie. Na dowód tego Eugene wręczył mi umowę, podpisaną przez dyrektora, na roczny kontrakt tancerki w Stora Teatern. Wszystko przebiegło tak szybko jak to bywa w filmach. Ale tym razem działo się to naprawdę.

Oczywiście, było jeszcze sporo spraw do załatwienia. Po pierwsze udałam się do ambasady polskiej, gdzie już wcześniej byłam na zorganizowanym tam dla nas przyjęciu. Tam nie byli zachwyceni moimi planami, ale ponieważ nie byłam związana w Polsce żadną umową o pracę, a paszport miałam ważny na rok, trudno było im zabronić mi podjęcia pracy. Udałam się także do Invadrarverket i tam mi poradzono bym wróciła do Polski i czekała na odpowiedź w sprawie pobytu w Szwecji. Nie mogłam się na to zgodzić. Tak czy inaczej dostałam wreszcie potrzebne papiery i mogłam jechać do Göteborga.

Jechałam, nie znając języka, do nieznanego miasta, nieznanego teatru i tylko jednego znanego mi człowieka, mojego dawnego kolegi i partnera zawodowego. Wojtek czekał na mnie na stacji w towarzystwie swego młodego szwedzkiego przyjaciela. Przyjęli mnie serdecznie i pojechaliśmy do mieszkania Wojtka, które znajdowało się niedaleko teatru. Tam miałam się zatrzymać, dopóki się coś nie znajdzie.

W teatrze wszyscy byli serdeczni, balet międzynarodowy, większość Szwedów (m.in. Eva Rydberg), ale byli też Duńczycy, Anglicy, Jugosłowianie i nas dwoje z Polski. Na lekcji ćwiczebnej nie miałam problemu ze zrozumieniem, bo terminologia baletowa była po francusku, a poza tym nasz choreograf władał biegle siedmioma językami. Na próbach repertuaru było trochę gorzej, ale mi podpowiadano i pomagano. W porównaniu do polskich teatrów atmosfera była swobodna, beztroska i bez ustannego napięcia, jak to często odczuwało się pracując w Polsce.

Wojtek wkrótce wyprowadził się do innego mieszkania na tym samym osiedlu, a ja pozostałam w jego starym mieszkaniu. Pomimo tego nie miałam żadnych konkretnych planów, aby zostać w Szwecji na stałe. Los chciał inaczej. Stora Teatern miał kontakty z klubem niemieckim i ja wraz z kilkoma osobami zostałam zaproszona na zabawę z tańcami. Tam poznałam przystojnego Niemca, który miał na imię Achim. Dosyć szybko zostaliśmy parą i wtedy zdecydowałam się na pozostanie w Szwecji.

Lato 1964 roku było jednym z najpiękniejszych w moim życiu. Wojtek miał łódź motorową, Achim samochód. Jeździliśmy, pływaliśmy, od wysepki do wysepki, jadaliśmy na rozgrzanych słońcem skałach, pływając i opalając się. W teatrze przedłużono mi kontrakt na następny sezon, ale konsulat w Malmö odmówił przedłużenia mi paszportu

Achim ze względu na pracę powrócił do Sztokholmu. Ja po niewielkiej operacji kolana, wbrew radom przyjaciół, na własne życzenie, zwolniłam się ze Stora Teatern i podążyłam za Achimem do Sztokholmu. Teraz był styczeń, zimno, mieszkanie w Gubbängen i starania o pracę. Do tego wszystkiego byłam mężatką w Polsce i mąż nie zgadzał się na rozwód. Rodzice potępili moją decyzję, a siostrze (która była także tancerką) odmawiano paszportu, zaś ważność mojego się kończyła. Po różnych perypetiach otrzymałam tzw främlingspass.

Już w marcu tego samego roku otrzymałam kilkumiesięczną pracę w „Git Gay Show”. Próby mieliśmy w Sztokholmie w restauracji Berns, ale pierwsze sześcio-tygodniowe występy odbyły się w restauracji Lorensberg w Göteborgu. Zaledwie po trzech mie-siącach znalazłam się znowu w Göteborgu, tym razem jako „Gaysza”, jak nas zabawnie nazywano.

Po powrocie do Sztokholmu próby do nowego programu, w którym m.in. brał udział Lasse Kühler. Te dwumiesięczne występy w restauracji Berns były moimi ostatnimi występami o charakterze zawodowym. Wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam.  Moja kariera taneczna w Szwecji zaczęła się od China-Varieté, a skończyła w Berns.

Aby utrzymać się w formie ćwiczyłam regularnie w Balettakademien znajdującej się wówczas na Västmannagatan niedaleko Odenplan. W tym czasie kierownikiem artystycznym była Lia Schubert, która przywędrowała do Szwecji na początku lat 50-tych. Oczywiście lekcje były płatne, a moje oszczędności na wyczerpaniu. Pewnego dnia Lia poprosiła mnie na rozmowę i poradziła bym została stałą studentką i skierowała siły i energię w kierunku pedagogicznym. Tak też się stało i było to dla mnie korzystne ze względów finansowych.

Otworzył się przede mną nowy świat taneczny: nowy taniec jazzbalet – technika i forma to balet nowoczesny, rozpowszechniony w Ameryce już od dawna, w Polsce nieznany, a w Szwecji praktykowany. Wiosną 1967 roku otrzymałam dyplom ukończenia Balettakademien i zaczęłam pracować jako nauczycielka tańca, głównie jazzbalett, o którym w późniejszych latach mówiono jazzdans.

W międzyczasie urodziłam syna, ale rozwodu od mojego męża wciąż nie miałam. Moje życie w Szwecji zaczęło się jakoś układać. Gnębiła mnie jednak troska o rodzinę w Kraju i pogarszająca się sytuacja w Polsce.

Wysłałam zaproszenie mojej mamie na odwiedziny w Szwecji. Bardzo chciała zobaczyć swojego wnuka. Zapraszałam tylko mamę, bo wiedziałam, że obydwoje rodzice nie dostaną jednocześnie paszportu. Niestety, i jej odmówiono. Moja mama przeżyła to bardzo ciężko i wkrótce poważnie rozchorowała się. Mój ojciec dzwonił i pytał się czy mogę przyjechać. Nie miałam odwagi jechać z moim paszportem i małym dzieckiem. Kilka tygodni potem mama umarła, a mnie zawiadomiono o tym dopiero po pogrzebie. Achim był w podróży służbowej w Niemczech. Byłam sama z synkiem, wzięłam go do mojego łóżka i przytulając przepłakałam całą noc.

Po długich staraniach otrzymałam w marcu 1968 roku rozwód. Wiosną tego samego roku zawarłam związek małżeński z Achimem. W roku 1971 otrzymałam obywatelstwo szwedzkie.

Cały czas, od jesieni 1967 roku, pracowałam zatrudniona na godziny w różnych instytucjach. Najpierw w Var Teatern ABF, później w Högdalens Dansklubb TBV i Studiefräjandet. W tych latach zaliczyłam także kilka przedmiotów w Danshögskolan mając jednocześnie pracę, dom i dziecko. To nie sprzyjało życiu rodzinnemu. Moje małżeństwo z Achimem rozpadło się w 1985 roku.

Rok później założyłam własne studio taneczne ze wspólniczką, City Dansskola, potem prowadziłam je samodzielnie (City Dans Studio). W 2000 roku wyszłam za mąż po raz trzeci, tym razem za Szweda, i zdecydowałam się przejść na emeryturę.

Lata w Szwecji nie zawsze były łatwe, szczególnie ze względu na „żelazną kurtynę”. Czy czegoś żałuję? Tak, że nie zostałam w Szwecji już przy pierwszej okazji, w 1958 roku.

Barbara Nawroth

Barbara Nawroth. Urodziła się w 1933 roku w Łodzi. Najpierw pracowała jako tancerka w Teatrze Muzycznym w Łodzi, później należała do zespołu “Malwy” Teatru Komedia w Warszawie. Obecnie występuje w zespole “Polonez” przy Polskim Klubie Seniora w Sztokholmie.
Tekst nagrodzony w konkursie NGP ”Moja droga do Szwecji”. Publikowany w 2006 roku w Nowej Gazecie Polskiej
Foto: © Barbara Nawroth

Lämna ett svar