O Katyniu w Sztokholmie. Fakty i mity

Bardzo aktywne Stowarzyszenie Polek w Szwecji zorganizowało w OPON-ie ”spotkanie katyńskie” z panią dr Ewą Gruner (kwiecień 2006). Pani Gruner jest doktorem medycyny i córką zamordowanego w Katyniu oficera, też lekarza, porucznika Juliana Grunera. Całe swoje dorosłe życie poświęciła Pani Ewa badaniu i nagłaśnianiu Zbrodni Katyńskiej. Dzisiaj jest prezesem Stowarzyszenia Katyń w Szczecinie i redaktorem pisma rodzin katyńskich Rodowód, w którym to piśmie zamieszcza wszelkie materiały na temat tej zbrodni. Swoją wiedzą podzieliła się pani redaktor Gruner ze słuchaczami w Sztokholmie.

Władze sowieckie po za totalnym zaprzeczeniem stosowały też dezinformacje. Między innymi produkowały różne fałszywki, rzekome dokumenty katyńskie, które to dokumenty później łatwo dementowały rzucając tym samym cień na dokumenty prawdziwe. Majstersztykiem było podrzucenie Amerykanom fałszywego świadka, który zamaskowany (w kapturze a’la Ku Klux Klan) występował w Kongresie amerykańskim. Miał to być naoczny świadek, który, siedząc na drzewie w lasku katyńskim, oglądał egzekucję. Jego zeznania nadawane były w tłumaczeniu polskim przez Głos Ameryki. W swoją opowieść wplótł on łatwe do zdemaskowania kłamstwa i naturalnie zaszkodził prowadzonemu śledztwu.

Notabene w tym czasie odnalazł się prawdziwy świadek w Londynie i zaraz po ujawnieniu go, został porwany i zaginął. Nie odnaleziono nawet jego ciała.

Szwecja ma swój udział w sprawie katyńskiej. To na wniosek szwedzki zdjęto z wokandy Międzynarodowego Czerwonego Krzyża wniosek o zbadanie zbrodni. Wniosek ten miano rozpatrywać w Genewie 20 kwietnia 1943 roku. (Pisałem o tym już szczegółowo w NGP). Zbiegiem okoliczności w Szwecji udało się zdemaskować tzw. Chatyń. Biuro Radia Wolna Europa w Sztokholmie otrzymało od zaprzyjaźnionej Szwedki, bywającej w ambasadzie sowieckiej, wydany po angielsku album o Chatyniu. Album ten został przekazany dyrektorowi Janowi Nowakowi, który tę sprawę wyjaśniał. Chatyń w transkrypcji angielskiej pisze się Khatyn. A Chatyń to położona nie daleko Katynia wioska, gdzie Niemcy wymordowali współpracującą z partyzantami rodzinę Kamińskich. Tym Kamińskim wybudowano mauzoleum z odpowiednimi tablicami informującymi. Gdy jakiś cudzoziemiec pytał się o Katyń to przywożono go do Khatynia (Chatynia). Dał się na to nabrać nawet prezydent Nixon. Gdy Nixon jechał z oficjalną wizytą do ZSRR to Kongres Polonii Amerykańskiej prosił go, by złożył kwiaty na grobach w Katyniu i Nixon złożył je w Chatyniu i wpisał się tam do księgi pamiątkowej.

Ze Szwecją wiąże się także tzw. ”Raport Martiniego”. Sprawę tę opisał w 1975 roku w londyńskich Wiadomościach, Józef Mackiewicz z okazji analizowania innego falsyfikatu: ”odnalezionego” właśnie wtedy dokumentu z mińskiego NKWD. Przedrukowaliśmy ten artykuł w 5. numerze wychodzącego w Sztokholmie pisma Jedności. Mackiewicz pisał m.in.:

”Jeden z najskuteczniejszych falsyfikatów tego typu, był spreparowany przez pewnego rodaka w Szwecji. Rodak ów wywędrował następnie do Argentyny. Ogłosił on w 1948 w szwedzkim piśmie Dagens Nyheter niesamowitą kompilację o niejakim ”Martinim”. Ten to Martini, adwokat z Krakowa, później zamordowany, miał rzekomo na polecenie rządu Bieruta wszcząć ”polskie” śledztwo w sprawie Katynia. Pojechał na miejsce mordu, na własną rękę rozkopywał groby, przeglądał dokumenty w mińskim NKWD i – ”zamiast ustalić, że to zrobili Niemcy, jak chciał Bierut” – ustalił nawet nazwiska autentycznych oprawców… Tu następuje ich wyliczenie: Lew Rybak, Chaim Finberg, Abraham Bomsowicz… itd. Pomijając już szczyt naiwności, aby władze sowieckie mogły zezwolić adwokatowi z Krakowa ryć się na własną rękę w grobach katyńskich lub archiwach NKWD(!), na podstawie konfrontacji z niemiecką ulotką propagandową z roku 1943, łatwo dało się ustalić, że nazwiska te, bo nawet w identycznej kolejności, autor ”rewelacji” zaczerpnął nie od rzekomego Martiniego, a po prostu przepisał z ulotki z przed pięciu lat. Na artykuł DN dał się nabrać amerykański dziennikarz i twórca pierwszego Komitetu Katyńskiego, Juliusz Epsztejn, i w swoich, w wielu językach opublikowanych artykułach, przytoczył tę fantastyczną historię rozgłaszając ją szeroko. Po wyjaśnieniach, w liście do mnie pan Epsztejn przyznał się do fatalnego błędu, niemniej ”afera Martini” pokutowała długo w prasie światowej”.

Tyle Józef Mackiewicz, który dodał jeszcze, że w sprawie Katynia nie brakuje prawdziwych dokumentów i relacji… brakuje tylko niezależnej komisji lub sądu, które by chciały sprawą się zająć.

Małe wyjaśnienie. Artykuł w Dagens Nyheter podpisany był pseudonimem. Kto był autorem, nie udało się ustalić. Z aferą tą nie miał nic wspólnego ppłk Witold Szymaniak, który na polecenie gen. Andersa prowadził na terenie Skandynawii śledztwo katyńskie. Józef Mackiewicz wierne tłumaczenie w/w artykułu z DN otrzymał od  red. Tadeusza Norwid-Nowackiego.

Dr Roman Martini istniał naprawdę. Nie był adwokatem tylko prokuratorem. Jako jeden z niewielu komunistów. Został zastrzelony, prawdopodobnie przez podziemie, za kolaborację z PPR. Sprawę tę odnotował w swoich wspomnieniach Stefan Korboński. W plotkarskim Krakowie powstała legenda, szczególnie dlatego, że rodzina Martinich była zasłużoną i poważaną.

Po 1989 w wolnej Polsce powstało dużo nowych legend. Każdy może pisać i mówić co chce. A sprawą katyńską ze względów emocjonalnych zajmują się często nieprofesjonaliści. Swego czasu gościliśmy w Szwecji profesora Stanisława Swaniewicza, jednego z tych oficerów, których w ostatniej chwili odłączono od transportu wjeżdżającego w las katyński. Profesor Swianiewicz jest autorem doskonałej książki “W cieniu Katynia”. Wbrew tytułowi nie jest to opis zbrodni, a tylko rozważania politologiczne. Profesor uważał, że nie należy stawiać pytania KTO? – bo to wszyscy wiedzą (chyba że nie chcą wiedzieć) – lecz pytanie DLACZEGO?

Nie musieli mordować, mogli na przykład zesłać do łagrów. Pokutują różne teorie. A to że Stalin chciał się zemścić na oficerach za klęskę w wojnie polsko-bolszewickiej. Tyle tylko, że większość zamordowanych z wojną polsko-bolszewicką nie miała nic wspólnego. W odróżnieniu od generała Andersa i innych wyższych oficerów, których Stalin oszczędził, a którzy tak jak i Anders wyróżnili się w tamtej wojnie.

A to, że Niemcy z Sowietami uzgodnili wymordowanie polskiej inteligencji. Tę ostatnią teorię zaserwowała nam pani dr Gruner powołując się na różne fałszywki. Jedne pochodziły z PRL-u np “przerobienie” mowy Hitlera do generałów z dnia 22 sierpnia 1939. Inne są współczesne. Mowa ta, jako dokument norymberski jest ogólnie dostępna i nawet w 1947 była drukowana w wiernym przekładzie w Polsce, co było zdumiewające, ponieważ Hitler mówił tam m.in.:

”Jest tylko trzech wielkich mężów stanu w Europie, Mussolini, Stalin i ja. (…) Dlatego postanowiłem iść ze Stalinem i z wielką satysfakcją już za parę dni uścisnę dłoń Stalina na wspólnej niemiecko-rosyjskiej granicy”.

To zdanie naturalnie nigdy więc w PRL nie było już drukowane. Natomiast na samą mowę powoływano się często w różnych propagandowych wydawnictwach zmieniając słowa Hitlera. Hitler mówił, że celem kampanii jest zniszczenia żywych sił (wojska) przeciwnika, a nie tylko dojście do określonej linii. W kolejnych ulepszeniach, wojsko zamieniona na kobiety i dzieci oraz dodano oddziały trupich główek, które mają te kobiety i dzieci wymordować. Zważywszy, że mowę swoją Hitler wygłaszał do generałów Wehrmachtu, to trzeba być bardzo naiwnym by uwierzyć w tę ulepszoną wersję tej mowy. Bez względu na to co chciał i co myślał Hitler, to wiedział co i do kogo powiedzieć.

Zresztą tu Pani Prelegentka trochę się zaplątała, ponieważ powiedziała nam, że zgodnie z umową, Hitler chciał wymordować polskich jeńców, ale bał się generałów ”bo to byli rycerze” i dla tego polscy oficerowie niewolę przeżyli. Tu warto dodać, mundur oficerski obronił nawet polskich oficerów Żydów (a trzeba pamiętać, że przed wojną w książeczkach wojskowych wpisywano wyznanie). No i doszliśmy do umowy.

Tu już mamy do czynienia z fałszywką współczesną. Po co i na co ludzie to produkują, trudno powiedzieć. Pod koniec roku 1939 odbyło się w Zakopanem spotkanie przedstawicieli NKWD i Gestapo. Do dokumentów z tego spotkania dotarł w latach sześćdziesiątych historyk Paweł Zaremba i omówił je na falach rozgłośni Radia Wolna Europa. W dokumentach tych nie było nic nadzwyczajnego. Spotkali się przedstawiciele średniego szczebla i omówili zasady wymiany ludności. Niemcy zobowiązali się nie tolerować działalności Polaków skierowanej przeciwko ZSRR a Rosjanie przeciw III Rzeszy. I to wszystko. Po czterdziestu latach ukazała się na dwóch bitych stronach Naszego Dziennika konfabulacja na temat tego spotkania. Artykuł zaopatrzono zdjęciami willi, w której odbyło się spotkanie i podano zmyśloną listę uczestników konferencji, którą rozciągnięto do paru dni. Podano nawet kto, obok kogo siedział. Na honorowym miejscu zasiedli: znany żydożerca Adolf Eichmann i Żydówka Eichmann z NKWD. Nie trzeba dodawać że Adolfa Eichmanna nie było wtedy w Zakopanym a ”Żydówka Eichmann z NKWD” w ogóle nie istniała. Na tej to konferencji miano uzgodnić totalną eksterminację Polaków. Historycy z prawdziwego zdarzenia nie polemizują z artykułami z Naszego Dziennika i bzdura idzie w świat nagłaśniana przez Radio Maryja.

Na te ”ustalenia” powołała się też, w dobrej wierze, pani dr Gruner. Powiedziała nam także, że kremlowskie dokumenty katyńskie były właściwie dostępne już dawno. Pokazywano je licznym gościom z Polski m.in. polskiemu kosmonaucie Hermaszewskiemu. Powtórzyła nam także historyjkę: jak to Göring w Norymberdze uśmiechnął się ironicznie na sowieckie oskarżenia Niemców o mord katyński i jak to wtedy sowiecki prokurator strzelił w jego kierunku i zranił Rudolfa Hessa w rękę. I tak dalej i tak dalej. Te wszystkie łatwe do sprawdzenia historyjki nie służą dobrze ”sprawie katyńskiej”.

Wielki przyjaciel Polaków, lord Louis FitzGibbon, poświę-cił nagłośnieniu zbrodni katyńskiej szereg artykułów w czołowych periodykach anglosaskich oraz dwie książki. Jedną z nich zatytułował: “Katyń zbrodnia bez precedensu”. Nie chodziło mu o wymordowanie jeńców, bo to się już nie raz zdarzało, ani o ilość ofiar, bo znamy znacznie większe masakry. Katyń według niego był zbrodnią bez precedensu dlatego, że wszyscy ”bezstronni” obserwatorzy – w dobrej i częściej w złej wierze – przytakiwali mordercy. Zacytujmy Lo-uisa FitzGibbona: “Sprawa mordu katyńskiego jest od kwietnia 1943 roku przedmiotem stałego sztucznie wywoływanego zamieszania i tuszowania przedsięwziętego przez jej sprawców, a wspomaganego przez innych, dla których prawda była niewygodna i niezgodna z tym, co się nazywarealizmem politycznym”.

Słuchacze prelekcji w OPON-ie mieli możliwość skonfrontowania wszelkich ”rewelacji” z nadanym, nie długo potem (przez TV Polonię), filmem dokumentalnym produkcji niemiecko-polskiej Geheimsache Katyn. Der Massenmord und die Propagandalüge (Tajemnica Katynia. Mord masowy i kłamstwa propagandy). W filmie tym pokazano w jaki sposób Roosevelt i Churchill wspierali Stalina, jak od razu przyjęli jego wersję. Duże wrażenie robi informacja o zniszczeniu przez administrację amerykańską dokumentów katyńskich dostarczonych przez naocznego świadka pierwszej ekshumacji. Film nakręcono z udziałem telewizji polskiej i francuskiej w roku 1993 i był on emitowany przez szereg telewizji w tym czasie. Telewizja Polska nadała go parokrotnie, a mimo to różne fałszywki straszą nas nadal.

W chwili, gdy to piszę, Instytut Pamięci Narodowej poinformował, że będzie musiał umorzyć śledztwo w sprawie katyńskiej z powodu nie otrzymania dużej części dokumentów od strony rosyjskiej. Rosjanie też umorzyli swoje śledztwo w tej sprawie i wbrew poprzedniej umowie nie udostępnili polskim badaczom dokumentów. Za pretekst posłużyło im właśnie wszczęcie polskiego śledztwa. Były prezes IPN prof. Kieres nie chciał tego śledztwa, ponieważ przewidywał taki koniec. Musiał jednak zezwolić na jego wszczęcie, bo zażądały tego Rodziny Katyńskie.

Rodziny Katyńskie nie pogodzą się z obecną sytuacją. Szczególnie, że Rosjanie nie chcą Zbrodni Katyńskiej uznać za ludobójstwo, ani nawet za zbrodnię stalinowską, bo to by się wiązało, z groszowymi, jak na stosunki polskie, odszkodowaniami. A takich odszkodowań właśnie Rodziny Katyńskie zażądały.

Zostaje Trybunał w Strasbourgu, ale szanse, są małe – jak to ocenia prokurator z IPN prof. Kulesza. Tak jak dawniej Międzynarodowy Czerwony Krzyż, tak i teraz żadna międzynarodowa instancja, nie zajmie się tą sprawą bez zgody Rosji, a Rosja zgody tej nie da. W dalszym ciągu będzie powoływała się na ”nieścisłości”, które sama produkuje, a które powielają naiwni ludzie dobrej woli.

Ludomir Garczyński Gąssowski

Tekst publikowany był w Nowej Gazecie Polskiej w maju 2006 roku
Foto: Wikipedia

Lämna ett svar