Tak tylko pytam…

W gruncie rzeczy w ogóle nie powinno stanowić problemu – Bycie sobą. Ja to ja, nikt inny i tyle! Można oczywiście kogoś udawać. Można się przebrać, dosłownie czy duchowo, w podstępną szatę i to się wielu udaje przez całe życie. Autentyczne jądro, owo „prawdziwe Ja”, odkryć niełatwo i wielu się nie udaje, a im dalej z wiekiem tym trudniej. Gdyby to było proste i łatwe do osiągniecia, wielu terapeutów, psychologów, psychoanalityków i innych, choćby ten lub ów filozof, straciłoby pracę.

Znalezienie drogi do siebie samego to projekt globalny, najstarszy, zatoczony na tysiące lat i obejmujący wielką ilość różnorodnych, często nieomal diametralnie przeciwych dróg, wijacych się szlakami losów i historii, powiedziałby poeta.

Nie ma i zapewne nigdy nie powstanie recepta, pozwalająca dotrzeć do lub choćby sprecyzować, czym jest „Ja”. Sa nawet tacy, którzy w ogóle zaprzeczają istnienia „czegoś”, co można określić jako „Ja”.

Wydaje się, że głównym winnym klopotów są socjalne konwencje, które są przeszkodą powtrzymującą przed „byciem sobą”. Ale nieomal jednocześnie temu zaprzeczamy, gdyż wygląda na to, że właśnie  pojedynki z nimi (konwencjami) pomagają znaleźć drogę do rzeczywistego „Ja”.

Jak w wielu innych obszarach istnienia, to o czym mówimy bierze początek w starożytnej Grecji. Podróż Odyseusza, w trudach i znoju, do ojczystej Itaki, jest niczym innym jak poetycką parafrazą i jednocześnie nauką. Oto Nikt, poprzez szereg niebezpieczeństw i prób charakteru, staje się Kimś, Odyseuszem, co tak pięknie opisał Konstantin Kavafis w wierszu „Ithaka”. Z kolei Arystoteles, specjalista od wszystkiego co znajduje się pomiędzy niebem a ziemią, zastanawiając się nad ideałem człowieczeństwa, znalazł go w słowie kluczu – wielkoduszność. Wielkoduszność łączy w sobie, nauczał Arystoteles, wiele cnót i czyni odpornym na nieomal wszystko, od nienawiści po uwielbienie, będąc jednocześnie warunkiem rzeczywistej wolności.

No pięknie, tylko że przekorny Seneka zgłasza się z innym mocnym postulatem mówiąc:

Ludzkie istnienie nie jest sprawą najważniejszą. Istnienie człowieka jest tylko wielkim projektem pogardy dla życia.

Cicero po zamordowaniu Julisza Cezara pisał, że ideały stoików są niemożliwe do osiągnięcia, a nawet szkodliwe, patrząc z perspektywy człowieka codziennego. Idealne społeczeństwo żyjące w zgodzie ze swoją naturą przegrało!, wołał. Więcej nawet, w ogóle nie jest możliwe, aby idealne społeczeństwo kiedykolwiek zaistniało!

Natomiast Święty Augustyn, jeden z ojców Kościoła, jedyną słuszną drogę człowieka widział w zwróceniu się do Boga. Różne egzystencjalne wymysły to kłamstwa powodujące, że człowiek odwraca się tak od siebie samego, jak i od boskiego światła!

Mijały stulecia i w intelektualnej Europie działo się wiele. Klasyczny francuski heroizm przeplatał się z niemieckim romantyzmem, owocując w końcu egzystencjalnymi gigantami Kierkegaardem i Heideggerem, którzy różnymi i niekiedy trudnymi do zrozumienia drogami, konstruowali swoje intelektualne ofenzywy.

W sumie większość ich zabiegów sprowadzała się do tego, że należy „wybrać siebie i swoją autentyczność”, inaczej mówiąc rzeczywistą, jedyną i najprawdziwszą formę egzystencji. Zdaniem Kierkeggaarda droga do prawdy biegnie poprzez estetykę życia, która prowadzi do etyki, a następnie przechodzi w końcowe stadium ludzkiego rozwoju, w religijność.

Dziś jesteśmy świadkami (i ofiarami) ogromnego, obejmującego cały cywilizowany świat trendu. Ludzie znurzeni codziennym galopem i spragnieni wewnętrznego spokoju, łatwowiernie ulegają namowom i angażują masę czasu, starań i pieniędzy, w terapie, których rezultaty nierzadko daleko odbiegają od tego, co im obiecywano.

Czytając, co napisałem, przyszła mi do głowy następująca myśl. Załóżmy, że po długich, ciężkich i kłopotliwych poszukiwaniach, odnalazłem wreszcie moje autentyczne oryginalne i jedynie prawdziwe „Ja”. Tu niespodzianie narodził się problem, bowiem ani ja sam, ani moi najbliżsi i przyjaciele, tego mojego nowego „Ja” nie polubili! Czy w takim przypadku mógłbym jakoś powrócić do starego, fałszywego ale lubianego „Ja”? Tak tylko pytam.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar