Ekshumacja

Na jednej z półek mojej biblioteki stoją obok siebie dwie książki wydane w Warszawie w 1937 roku przez Towarzystwo Wydawnicze Rój spółkę akcyjną, której większość akcji miał Melchior Wańkowicz. Pierwsza to autorstwa Romana Fajansa: „Hiszpania 1936 (z wrażeń korespondenta wojennego), a druga autorstwa hrabiego Ksawerego Pruszyńskiego: „W czerwonej Hiszpanii”.

Hrabia Pruszyński należał do dość licznej grupy zblazowanych arystokratów, którzy popierali lewicę. W pewnym okresie jego życia to mu się opłaciło. Roman Fajans wjechał do Hiszpanii przez Portugalię i zameldował się w sztabie nacjonalistów. Natomiast Ksawery Pruszyński poprzez Francję zameldował się u republikanów.

Obie książki są dobrze napisane i w zasadzie uczciwe. To fenomen II Rzeczypospolitej, że w tym samym wydawnictwie ukazują się dwie absolutnie ze sobą sprzeczne książki.

Wojny domowe mają to do siebie, że są bardziej krwawe i brutalne niż wojny międzypaństwowe. Nie obowiązują tam żadne konwencje haskie czy genewskie. Niepewność do końca swoich racji wzmaga brutalność. Terror biały czy czerwony ma tę samą barwę.

W naszej małej wojnie domowej z maja 1926 roku zginęło kilkaset ludzi i wielki Zwycięzca tego konfliktu, Marszałek Piłsudski, kazał ofiary obu stron chować z takim samym szacunkiem na wojskowym cmentarzu. A ówczesny biskup polowy Józef Gawlina z takim samym szacunkiem ich w swojej homilii wspominał.

Po wojnie domowej w Hiszpanii wówczas generał Francisko Franco – piszę wówczas, bo później Franco przyjął tytuł rzymski generalissimusa, najwyższy tytuł wojskowy (pozazdrościł mu tego marszałek Stalin i też się mianował generalissimusem, bo w Rosji było wówczas marszałków od … groma) – podobnie jak Piłsudski, też uznał, że polegli to polegli i kazał ofiary obu stron z honorem grzebać razem w zaszczytnej Dolinie Poległych.

I tam Go po jego śmierci też pochowano. Może niepotrzebnie w mauzoleum.

Niedawną ekshumację Franciska Franca, uważam za bardzo złą decyzję, która znów dzieli, zamiast łączyć Hiszpanów. Chociaż… no me importa, no ma landia (Nie moja sprawa, nie mój kraj).

Problem może mieć ewentualnie moja córka, bowiem jej dziadek w prostej linii od strony Mamy, walczył w Hiszpanii po stronie Republiki, a inny jej dziadek (nie w prostej linii) z mojej strony, był członkiem polskiej misji wojskowej doradzającej w sztabie generała Franco.

I może warto dodać, że rządzący po wojnie w Polsce komuniści, pogromcy bolszewików, Marszałka Piłsudskiego jednak z Wawelu nie usunęli.

Opisywałem kiedyś w paryskiej „Kulturze” jak to wyglądało, gdy zwiedzało się kryptę królewską na Wawelu. Przewodnik dochodził do krypty srebrnych dzwonów, gdzie znajdowała się trumna Marszałka. Krypta była nie oświetlona. Przewodnik mówił: Ja tam dalej nie idę, jeśli ktoś ma latarkę to może sobie obejrzeć.

Zwiedzający, uprzedzeni przez swoich poprzedników, naturalnie mieli latarki. W krypcie Marszałka były zawsze kwiaty, a władze nie zniszczyły znajdujących się tam symboli.

Jestem po stronie protestujących wnuków tego Generalissimusa. Tego drugiego raczej nie lubiłem.

Ludomir Garczyński Gąssowski

Francisco Franco. Foto: Wikipedia

Lämna ett svar