ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: Sen miałem

Sen jak pył. Czy ja go śniłem? Czy kto inny go śnił?

Sen miałem, dobrzy ludzie. Sen podobny snom obywateli NRD (Niemiecka Republika Demokratyczna). Im się ziścił, to może i mnie? W pamiętnym 1989 roku rzecznik rządu NRD Guenter Schabowski pomylił się, albo źle zrozumiał, podany mu komunikat, i rozwalił mur berliński. Powiedział otóż na żywo w radiu, że granica do RFN (Republika Federalna Niemiec) została niniejszym i ze skutkiem natychmiastowym otwarta!

I pooooszło! Tłum wschodnich berlińczyków ruszył na punkt graniczny wołając: Partia i rząd tak zdecydowali! Otwierać! Oficer straży granicznej spanikował na widok tłumu i kazał podnieść szlaban. Tak oto wyglądał początek i koniec walki o wolność enerdowców.

Tylko pozazdrościć. Myśmy potrzebowali Wałęsy, okrągłego stołu, wyborów, transformacji, sporów. A oni cyk! I po wszystkim!

Ach, gdyby na tym polegały rewolucje!… Lżej by się narodom żyło, dostatnio, i nie potrzebowałyby nigdy wstawać z kolan.

W moim śnie-muru-berlińskiego zobaczyłem salę z rzęsiście oświetloną sceną. Na scenie trzy postaci z najważniejszą po środku. Wysoki z prawa cytuje nazwiska i stanowiska, ale środkowy przerywa mu, szepcze coś temu z lewej, a ten głośno poprawia prawego, że ominął ważne nazwisko. Mówca blednie ze strachu, się sumituje, że wymienił, ale wymienia powtórnie.

I teraz przychodzi najistotniejsze, clou programu, najważniejszy numer snu! Ten z lewej, nic nie znaczący pionek, nie kuma co jest grane. Nic nie rozumie, ale zmrożony surowym spojrzeniem pragnie okazać poprawę… i ogłasza likwidację muru!

Informacja idzie w eter, świadome siły narodu zarzucają na plecy jesionki i udają się liczyć – niewłaściwie zakwalifikowane jako nieważne – głosy, które powinny zostać uznane za ważne i dopisane tym kandydatom, którzy na to zasługują! Polacy muszą się nauczyć parlamentaryzmu, w którym jest debata i otwartość. Należy szanować prawo opozycji do wszystkiego, co jest zgodne z przemyślaną linią rządzacej partii, kończy środkowy zgrabnym zwrotem.

Tu się przebudziłem. Otaczała mnie moja codzienna codzienność, świat który nie zawsze rozumiem, ale lubię go i – cytując niezrównanego kpiarza (kpiarkę?) ś.p. Marię Czubaszek: czasem, gdy słucham niektórych ludzi, to myślę sobie – to jest ten plemnik, który wygrał?…

Na tym chciałem skończyć, ale pisząc łypnąłem na ekran telewizora i zobaczyłem PAD wygłaszającego listopadową mowę. Oto uroczy fragmencik: ”Żołnierze! Tacy ładni żołnierze! A ich broń lśni w słońcu jak złotych kłosów łan!”

Urocze, prawda? I takie poetyckie. Ale znam lepsze: ”Jak to na wojence ładnie, kiedy ułan z konia spadnie”.

Andrzej Szmilichowski 

FOTO: © CC0 Public Domain

 

Lämna ett svar