ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: Wszystko podobne do wszystkiego

Po południu zrobiło się cicho. Względnie cicho, słuch wyłapuje wiele dźwięków automatycznie, bez specjalnego udziału uwagi. Ma też to do siebie, że nigdy nie wypoczywa (słuch). Może czasem się zdrzemnie ale śpi na stojąco i, co warte zapamiętania, umiera ostatni.

Z drugiego brzegu, tam gdzie horyzont wybrzuszył górę, całe przedpołudnie dobiegały głuche detonacje. Parokrotnie brałem do ręki lornetkę w nadziei, że zobaczę jakiś ruch i zorientuję się w czym rzecz, niestety bez rezultatów. Ale potem przyszedł sąsiad Svenne i powiedział, że tam stary most zamknęli, bo się już sypał. Teraz budują nowy, większy, i kruszą skały przy brzegu.

Wietrzyk psuł taflę wody i marszczył ciszę. Czas zwolnił, a z nim zwolniły myśli. Kiedy myśli przechodzą na wolniejsze obroty, można dosłyszeć taki ni to ni owo szum. Może pamięć porządkuje szuflady swojego biurka? Nieprzyjemny, napinająco jednostajny i męczący szum od środka. Żona Svenne mówi, że to się nazywa tinnitus.

Obce, tajemnicze, niosące niepokój słowo. Jak onomatopeja albo titanic. Kiedyś, gdy byłem małym chłopakiem, bardzo spodobało mi się angina pectoris. Dużo bardziej niż O sole mio! Geniu z podwórka, syn dozorcy Kobieli, miał angina pectoris i ja mu tego bardzo zazdrościłem. Angina pectoris to nie może mieć byle kto!

Pamiętam moją wpadkę. To była wpadka wtedy, ale dziś? Dziś dumny jestem, że mi tak śmiesznie, choć niezamierzenie wyszło. A było tak. Rodzice zaprosili na przyjęcie prałata, który chcąc zrobić im przyjemność zaczął mi przy deserach zadawać mi pytania. Szło mi nawet nieźle, bom był śmiałe pachole, aż prałat zapytał: A powiedz mi Andrzejku jak się nazywa ten mały domek na ołtarzu, gdzie mieszka Jezus Chrystus? Bardzo łatwe, pomyślałem i wypaliłem: Suspensorium, proszę księdza! Co się przy stole działo jest nie do opowiedzenia. Panie zastygły w bezruchu, panowie zaś wydawali z siebie dziwne dźwięki, posapywali, stękali i łapali spazmatycznie powietrze. Prałat trwał jak skała. Oczywiście, wiedziałem, byłem przecież ministrantem, że tabernakulum, ale poprzedniego dnia Mama, gdy rozmawiała z panią Ziutą o balecie, użyła tego słowa i spojrzała szybko czy usłyszałem. Wystarczyło! Zapamiętałem. A prałat już mnie więcej o nic nie pytał.

W świecie nastał czas, że wszystko podobne do wszystkiego. Nawet to, co się różni od innego, niczym się od innego nie różni. Jak świat szeroki, wszędzie identyczne podniebne domy-wieże w centrach miast, niekończące się szeregi pudeł domów handlowych, bezkresne kilometry asfaltów, sztuczne trawniki, sztuczne górki, sztuczne sadzawki i parki. Identyczne apteki, szpitale, stacje benzynowe, banki nie przyjmujące ani wypłacające pieniędzy, jabłka bez smaku, dżem truskawkowy bez truskawek. W powietrzu opasłe balerony samolotów, łodzie podwodne większe od „Batorego”, a we wszystkich dłoniach pudełeczka wypełnione informacjami w takiej ilości, że bogowie mogą się schować.

Widok milionów pulsujących świateł wielkich miast budzi niepokój. W każdym razie mój budzi. Bo… co dalej z nami będzie? Współczesność robi się coraz bardziej gęsta, a rzeczywistość – dawno już temu ostrzegał nas niezrównany Jeremi Przybora – rzeczywistość coraz bardziej nas otacza.

Nauka, zwłaszcza astrofizyka, zwolna opuszcza materię i dostarcza kłopotów religiom. Koncepcja żywej materii pulsującej na naszej planecie, może być rodzajem bąbla matrixu. Badacze z Oxfordu poważnie zastanawiają się nad taką koncepcją i szukają dowodów na to, że Świat może być zaawansowaną symulacją, eksperymentem wykreowanym przez superkomputer, programujący i wdrażający różne formy i gatunki życia, w wielu zakątkach kosmosu. Nauka coraz lepiej i nad podziw skutecznie rozpoznaje skutek. Szacunek, ale co z przyczyną?

Tutaj stop, bo to jeszcze długo nie na nasze głowy.

Andrzej Szmilichowski

Foto: © CC0 Public Domain

Lämna ett svar