“Dzika” strona Warszawy

Lisy pod Belwederem, piękne mandarynki i sarny w Łazienkach, bobry nad Wisłą na wysokości Stadionu Narodowego… Trzeba tylko mieć oczy i uszy otwarte. Dziki, urokliwy i pełen niespodzianek świat zwierząt, odkrywa w Warszawie Arkadiusz Szaraniec w książce “Warszawa dzika”.

To pasjonująca lektura. Mało kto zdaje sobie sprawę, jak blisko nas – ludzi, potrafią żyć dzikie zwierzęta, jak bardzo potrafią się przystosować do życia w wielkim mieście, albo odwrotnie – jak miasto im zagraża. I to, zdawało by się, gatunkom, które w mieście żyły “od zawsze”, jak na przykład wróblom.

By zrozumieć tę symbiozę człowieka ze zwierzętami trzeba mieć wyjątkową wrażliwość, jaką ma autor książki. I wiedzę, której tylko można pozazdrościć. Chociażby tę umiejętność rozróżniania gatunków ptaków, które dla zwykłego przechodnia bardzo często wyglądają zbyt podobnie do siebie, by je odpowiednio nazwać. Arkadiusz Szaraniec posiada tę unikalną zdolność obserwacji zjawisk oraz świata fauny i flory, które dla przechodnia są czymś tak powszednim, że nie widzi się szczegółów. A przecież pod niemal każdym krzaczkiem w centrum miasta, znaleźć można miejsce, gdzie dzikie zwierzęta walczą o przetrwanie.

“Warszawa dzika” to książka niezwykle humanistyczna. Heidegger napisał, że humanizm dopiero tam wypływa na wierzch, gdzie świat staje się obrazem. (…) Charakteryzując takie właśnie rozumienie człowieka, które wyjaśnia i ocenia byt w całości, wychodząc od człowieka i do człowieka go odnosząc. I właśnie nasz stosunek do zwierząt mówi wiele o nas i naszym obrazie świata, który świadomie (lub nieświadomie) chcemy podporządkować naszym potrzebom.

Angielski pisarz William Ralph Inge powiedział kiedyś, że zniewoliliśmy resztę zwierzęcego stworzenia oraz potraktowaliśmy naszych dalekich kuzynów w futrach i piórach tak okrutnie, że poza wszelką wątpliwość, gdyby mieli oni stworzyć religię, szatanem byłby dla nich człowiek.

Szaraniec w swojej książce uzmysławia nam te “szatańskie” działania człowieka, który dla swojej wygody i swojej wizji piękna kosi miejskie trawniki na przysłowiową zapałkę, karczuje zagajniki i zarośla, odbierając tym samym naturalne środowisko dla “naszych dalekich kuzynów w futrach i piórach”.

Po lekturze tej książki idąc ulicami i zagajnikami Sztokholmu z przyjemnością obserwuję, jak bardzo w Szwecji dba się o przyrodę, jak wielka jest różnorodność krzewów, których owoce to najlepsze pożywienie dla wielu zwierząt. Warszawa zapewne nie jest tak przyjazna dla środowiska zwierząt, jak Sztokholm, ale pewne problemy są uniwersalne. Świat człowieka koliduje ze światem zwierząt – tam więcej, tutaj mniej.

Wrażliwość autora książki zapewne daleka jest od wrażliwości zwykłego mieszkańca miasta. Bo któż z nas w upalny dzień podniósł by wyschniętą na trawie glizdę, by uratować jej życie w wilgotnym słoiku z ziemią? Szaraniec to potrafi. Bo rozumie, jaką rolę w naszym ekosystemie spełniają glizdy.

Książka napisana jest dobrym, barwnym językiem, co dodatkowo zachęca do lektury.

(tn)

Arkadiusz Szaraniec: Warszawa dzika. Warszawa, Iskry 2019. s.326

Lämna ett svar