Przewietrzanie duszy

Zmienić zdanie, poddać próbie wytrzymałości starą i zasiedziałą „od zawsze” prawdę jest – co tu dużo mówić – trudnym emocjonalnie przeżyciem, w ogóle piekielną awanturą z samym sobą. Tym niemniej przewietrzanie od czasu do czasu tradycyjnych przekonań, to ozon dla umysłu oraz pożyteczna lekcja dla ego.

Tu niezbędna uwaga: to nie to samo i nie należy mylić, z na wskroś koniunkturalnym ”popatrzymy wpierw skąd wiatr wieje!”. Niestety wielu ludzi, naprawdę wielu, z pewnością więcej jak mniej, uważa zmianę zdania, odejście od silnego przekonania do innego (nie mówiąc już o obszarach tabu), za wstydliwe. Więcej nawet – za zdradę, a co znamienne, a także groźne bo nie prawdziwe, też za oznakę słabości.

Ileż to razy słyszeliśmy, że przyznanie się, właściwie wszystko jedno do czego, w ogóle przyznanie się, to błąd! Wielu ludzi przy takiej okazji oświadcza z dumą: Nigdy nie zmieniałem i nie zmieniam raz powziętego zdania! Nigdy! Taki już jestem!

Nic błędniejszego! – zaprotestowałoby, myślę, wielu. To wielka chwila, moment chwały i probierz dojrzałości, gdy człowiek, poprzez dotarcie do nowych informacji czy wiedzy, dzięki przypadkowemu zdarzeniu czy życiowemu doświadczeniu, poddaje przemyśleniu, krytyce, i opuszcza jakieś swoje stare przeświadczenie, prawdę do której się przyzwyczaił i uznawał za niepodważalną, za „swoją”.

Jest to zawsze wielki krok w przód i częstokroć wcale nie musi onaczać jednoczesnego porzucenia którejś z podstawowych prawd czy wartości, albo odejście od etyki. Przeciwnie, jest krokiem odświeżającym i weryfikującym stare zasiedziałe przyzwyczajenia. Jest porzuceniem bożków i odrzuceniem „nienaruszalnych” tabu, wzmocnieniem i wzbogaceniem umysłu i co ważne, potwierdzeniem osobistej wiarygodności. Co tu dużo mówić, po prostu przewietrzeniem duszy!

Niestety, można odnieść wrażenie, że przywódcy i kadry partii politycznych wszelkich możliwych kolorów i autoramentów, od ekstra-lewicowych po prawicowych+, wszędzie jak świat szeroki, nie pojmują tej wydawałoby się, jak mawiał klasyk, „oczywistej-oczywistości”. Cóż, jedno z dwojga: albo nie byli tego dnia w szkole, albo po prostu nie zdążyli „zadzwonić-do-Banasia”!

Zmianę zdania na inne, na zdrowych zasadach i w suwerennym procesie, nie należy mieszać z wsłuchiwaniem się w pomyślne okoliczności i wiatry. To może być kłopotliwie, ponieważ nigdy nie wiadomo, jak będzie wiało jutro. Przypomina się stare żeglarskie powiedzenie: Prawdziwy żeglarz mórz i oceanów oburza się, gdy ktoś życzy mu „pomyślnych wiatrów”, dobry żeglarz poradzi sobie z każdym wiatrem i nie potrzebuje pomyślnych, tylko silnych wiatrów!

Warto, doprawdy warto być wiarygodnym, a dobrego imienia pilnować jak niepodległości. Wiarogodność strzeże imienia, o czym doskonale wiedzieli już starożytni Egipcjanie, gdy tysiące lat temu ostrzegali: Pamiętajcie obywatele, jeżeli nie zachowa się twoje imię, przestajesz istnieć.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar