TERESA URBAN: Grecja dawniej i dziś

Panta rhei – twierdził Heraklit. Świat się zmienia, unowocześnia i globalizuje. Często na lepsze, a czasem na gorsze. Dotyczy to również i Grecji.

Niewiele się zmieniły moje kryteria udanego urlopu. Najważniejszą sprawą jest pogoda. Mieszkając w chłodnej Skandynawii staramy się każde wakacje spędzać w stabilnym, ciepłym i słonecznym klimacie. Drugim co do ważności warunkiem jest smaczne jedzenie, którego nie muszę przyrządzać sama. W wielu moich tekstach podkreślałam, że na urlopie nie chce gotować. Mawiam, że Małżonek ma w domu all inclusive przez okrągły rok. Ja uzurpuję sobie takie prawo przez dwa tygodnie w ciągu roku. Stołujemy się więc zawsze w restauracjach, a ostatnio wybieramy coraz częściej hotele z all inclusive.

Praktycznie każdy kraj basenu Morza Śródziemnego ma doskonałą kuchnię. Niektórzy uważają, że greckie jedzenie jest mało wykwintne i nieurozmaicone, ale jestem odmiennego zdania. Następnym warunkiem jest bliskość plaży. Powinna leżeć nie dalej niż na odległość półgodzinnego spaceru. Pokój może być skromny, ale estetyczny i czysty, a prywatna łazienka ma funkcjonować bez zarzutu. Spłuczka toalety musi być efektywna, a krany nie powinny cieknąć. Ważna jest również nocna cisza. Restauracje z muzyką i place budowy nie mogą leżeć w zakresie naszej słyszalności. Dodatkowym warunkiem udanego urlopu jest zachowanie zdrowia przez cały okres oraz bagaż, który nie ginie, tylko przyjeżdża jednocześnie z nami. Tylko raz, na Krecie nie dopisała pogoda, a za inne urlopowe niedociągnięcia nie winiłam Grecji, tylko biuro podróży.

Lubię grecką kuchnię i niemal za każdym pobytem odkrywam nowe potrawy. Do najbardziej ulubionych należą frytowane ośmiornice. Złociste, otoczone ciastem krążki i kilka chrupiących baby kalamares uwieńczonych ćwiartką cytryny – to przysmak trudny do osiągnięcia w innym kraju. Ośmiornice były kiedyś łowione lokalnie i smakowały inaczej niż obecne mrożone. Grecka sałatka należy do dań, które się nie nudzą. Pasuje doskonale i jako lekkie danie w ciągu dnia i jako dodatek do głównego dania wieczorem. Niestety i ona ulega ostatnio metamorfozie i robiona jest na bazie poszatkowanej kapusty. Protestuję wtedy i proszę o oryginał, a nie jej wariant EU. Z mięs gustujemy w greckich szaszłykach. Te najsmakowitsze to soczyste i kruche mini-souvlaki sprzedawane często na ulicznych stoiskach. Najsmaczniejszym greckim mięsiwem, jakim zdarzyło się nam delektować, była jagnięcina z rożna, ale nieczęsto nadarza się taka okazja.

Nawet greckie kurczaki mają o niebo lepszy smak niż nasze północnoeuropejskie brojlery karmione mączką rybną. Małżonek lubi również musakę, ja wolę nadziewane, zapiekane pod serem auberginy, zwane papuciaki. Papryka i pomidory wypełnione ryżem należą do klasyków. Kiedy odkryłam podłużne papryczki nadziewane serem feta stały się one moim faworytem. Grillowane plastry aubergina przyprawione czosnkiem i parmezanem konkurują z plastarmi smażonej cukini moczonej dla kruchości w piwie i otoczonej mąką.

Z ciepłych przystawek lubię serki z grilla, saganaki z muszli w sosie pomidorowym zapiekanych pod serem i kulki serowe. A do chleba nie ma nic lepszego jak tzatziki. Jak zatem można twierdzić, że kuchnia grecka jest uboga? A nie wymieniłam jeszcze ryb. W sezonie jesiennym można spróbować faria mikra, smażonych rybek wielkości małego palca, które je się w całości. Ryby normalnej wielkości są w Grecji stosunkowo drogie i wyceniane na wagę. Morze śródziemne nie należy do rybnych wód. (…)

Obecnie greckie restauracje naśladują zwyczaje innych krajów umieszczając na zewnątrz anonsy reklamujące danie dnia. Zmienił się także zasadniczo sposób podawania potraw. Dawniej serwowano dania bez dodatków. Zamawiając frytowane ośmiornice dostawało się talerz wypełniony po brzegi krążkami calamares. Obecnie pół talerza zajmują frytki, a drugą połowę ośmiornice dzielą z surówką z kapusty. Coraz mniej jest typowych prostych tawern pod gołym niebem, gdzie właściciel zmieniał po każdym gościu papierowy obrus mocując go gumką wokół stołu. Obrusy często miewały mapkę wyspy jako dekorację. Małżonek-architekt, miłośnik map, studiował je z zainteresowaniem czekając na posiłek. Tawerny zastępowane są obecnie przez restauracje pod dachem, co najwyżej z zadaszonymi tarasami, gdzie stoły mają tekstylne obrusy. Ale nie gwarantują one lepszego jedzenia. Ktoś słusznie zauważył, że obrusa się nie jada. Czasem zdarzało się, że kilka restauracyjnych stolików stawiano na brzegu morza. Kolację jedzoną w promieniach zachodzącego słońca, a potem przy blasku świec, jest przeżyciem jakiego nie jest w stanie zapewnić najelegantsza miejska restauracja. Muszę także podkreślić, że w Grecji nigdy nie zatruliśmy się jedzeniem, co jest niemal gwarantowane w Egipcie, Indiach czy Meksyku.

Pewien posiłek z zamierzchłej przeszłości utkwił mi szczególnie w pamięci. Może dlatego, że Małżonek sfotografował stół przed i po uczcie. Byliśmy wtedy w krótkiej podróży po greckich wyspach. Piesza wędrówka po jednej z nich dodała nam apetytu. Wygłodniali zapadliśmy w pierwszej napotkanej tawernie. Zazwyczaj zamawiamy po jednym daniu na osobę i sałatkę do podziału, ale tym razem na stole pojawiały się coraz to nowe potrawy: kurczak, calamares, nadziewane auberginy, grecka sałatka, tzatziki i koszyk pełen chleba. Po uczcie zostały puste talerze – poza jednym z reszkami dokładnie ogryzionych kości. Muszę wyznać, że jestem amatorką kości od kurczaka, rozgryzam je dokładnie, ryzykując uzębienie i delektuję się chrząstkami i szpikiem. Pewnego razu w restauracji Małżonek, aby mi dogodzić przełożył wspaniałomyślnie swe kości na mój talerz. Goście przy sąsiednim stoliku potępili manewr pogardliwym spojrzeniem: jak można zjeść samemu mięso, a kości oddawać kobiecie? (…)

Nigdy nie byłam wielką amatorką deserów chociaż mam słabość do sernika i czekolady. Wolę zakończyć obiad na ostro pikantnym serkiem, ewentualnie owocem. Ale w Grecji, przynajmniej jeszcze wtedy, gdy nie musieliśmy martwić się o nadmiar kalorii, szliśmy czasem po dobrej kolacji do cukierni na kawę z czekoladowym ciastkiem. Zdarzało się także, że skusił mnie nugat w opłatku i delektowałam się nim podczas wieczornego spaceru. W Grecji prócz cukierni są tradycyjne kawiarnie z napisem Kafeneion nad wejściem. Ale nie przypominają one niczym kawiarni w Centralnej Europie. W spartańsko wyglądającej sali, przy nienakrytych stolikach, siedzą mężczyźni – na ogół starsi, sterani życiem, może bezrobotni lub emeryci. Piją kawę lub ouzo, przed każdym stoi dodatkowo szklanka wody, graja w milczeniu w karty lub backgamona. W lokalu nie ma kobiet. Kafeneion to rodzaj męskiego klubu. Nigdy tam nie wchodzimy, by nie zakłócać specyficznej atmosfery. Turyści nie odwiedzają tych miejsc, nie ma tam muzyki, baru ani folkloru, niczego co by mogło skusić spragnionego rozrywki urlopowicza.

Autentyczny grecki folklor praktycznie już nie istnieje. Kiedyś widywało się w greckich wioskach mężczyzn ubranych w kurty z czerwonymi detalami i luźne spodnie z obniżonym krokiem wpuszczone w czarne buty z cholewami. Ostatnio widziałam takiego patriarchę na greckich targach turystycznych w Sztokholmie. Jest to gatunek na wymarciu. Młoda generacja nie kontynuuje tradycji strojów regionalnych. Nie robią tego również kobiety poza kelnerkami przebranymi za wieśniaczki na Karpatos. Kobiety mają jednak własne tradycje. Już w średnim wieku zaczynają ubierać się na czarno. Być może wiele z nich to wdowy,  może noszą żałobę po innych bliskich osobach? We wsiach spotyka się czasem staruszki w czerni prowadzące osiołka objuczonego chrustem lub same jadące na osiołku. Najczęściej widuje się jednak starsze kobiety siedzące na krzesłach przed domem, ale nigdy bezczynnie, zawsze szyją, haftują lub szydełkują.

Aby móc w pełni odczuć, że jestem w Grecji, chcę mieszkać w białym hoteliku z błękitnymi fra¬mugami. Pokój powinien mieć balkon, gdzie o zmroku siadam pod gwiazdami i patrzę na światełka portowe migoczące w oddali. Poza dwoma sosnowymi łóżkami nie potrzeba mi wielu mebli, może tylko obrazek z greckim motywem na ścianie. Nie potrzebuję telewizora ani klimatyzacji, której hałaśliwy nawiew często wywołuje zaziębienie. W uchylonym oknie ma lekko powiewać firanka, z zewnątrz może być słychać dzwoneczki pasących się owiec, a śniadanie chcę jeść na tarasie albo w ogródku. (…)

W Grecji nie szukam luksusu tylko prostoty, bo w niej jest ukryte unikalne piękno tego kraju. Grecką prostotę i związane z nią poczucie wolności odczuwałam wielokrotnie i to na różne sposoby. Podczas pieszych wędrówek każde skrzyżowanie dróg dawało swobodę wyboru i tylko od nas zależało, w jakim kierunku się udamy. Większość miejsc zwiedzaliśmy podczas wycieczek pobytowych na wyspach. Często opuszczaliśmy na kilka dni hotel-bazę i udawaliśmy się w podróż  na własną rękę promem, wodolotem, stateczkiem czy łódką. Wodoloty poruszały się najszybciej, ale jazda w zamkniętym pomieszczeniu z ograniczonym widokiem przypominała jazdę autobusem. Na wodolotach nie można było polegać, bo kursowały tylko przy spokojnym morzu. Najbardziej lubiłam podróżować odkrytą łodzią motorową na krótkich dystansach. Siedząc na ławeczce przy burcie zanurzoną dłonią rejestrowałam wartkością nurtu szybkość jazdy, podczas gdy pomocnik sternika częstował pasażerów orzeźwiającymi ćwiartkami arbuza. Każda wysepka witała nas półkolem portowego nadbrzeża z niską, białą zabudową. Gdy jej fragment, czy konkretny domek, przypadł mi do gustu, wskazywałam ręką w tym kierunku mówiąc „tam chciałabym się zatrzymać”. Po zejściu na ląd okazywało się, że w takim konkretnym domku, czy w jego najbliższym sąsiedztwie, krył się hotelik lub pensjonat, gdzie za niewielkie pieniądze mogliśmy wynająć pokój.

Miasteczka na wyspach, niewielkie i zwarto zabudowane, miały ludzką skalę i łatwo pomieściłyby się na średniej wielkości parkingu przeciętnego centrum handlowego. Ludzie mieszkali blisko siebie, ale nigdzie nie odczuwało się tłoku, wszystko było na wyciągnięcie ręki, wszędzie można było dojść piechotą, a ruch samochodowy niewielki. (…)

Niedawno Grecja przeżywała kryzys ekonomiczny. Unia Europejska raz po raz reanimowała kraj udzielając nowych kredytów. Grecja miała niezwykle rozbudowaną administrację, która pochłaniała krocie. Panował nepotyzm, wysoko postawieni pracownicy załatwiali atrakcyjne stanowiska swym krewnym. Próg wieku emerytalnego był najniższszy w Europie, nieco ponad 50 lat, wypłacono 13-tą, a czasem i 14-tą emeryturę, oferowano – podobno – bezpłatnie uniformy w zawodach, gdzie nie było tradycji umundurowania, i premiowano finansowo punktualne przychodzenie do pracy. Ludzie protestowali, gdy próbowano odebrać im przywileje. (…)

Grecja została szczodrze obdarowana w akcie stworzenia piękną naturą, śródziemnomorskim klimatem, przyjaznym, ciepłym morzem i unikalnym archipelagiem i niepowtarzalną atmosferą – połączeniem piękna z prostotą.

Niektórzy przedkładają Włochy, Francję czy Hiszpanię, ale dla nas, rozkochanych w Grecji, nie było innego miejsca na świecie, gdzie czulibyśmy się lepiej. Niestety, coraz trudniej odnaleźć dawną Grecję. A może… to my jesteśmy już inni.

Teresa Urban     

 

Lämna ett svar