ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: Ukochany kraj, umiłowany kraj…

Ukochany kraj, umiłowany kraj, Ukochane i miasta i wioski, Ukochany kraj, umiłowany kraj, Ukochany jedyny nasz polski… Państwo polskie ma kłopoty w wielu miejscach, bo zagnieżdżona postkomuna (w PRL-u reżimowa prasa pisała „żydokomuna”) i wrogowie chrześcijaństwa przeszkadzają dobrej zmianie w wyprowadzaniu kraju z ruiny.

Oto przesłanie do narodu prezesa Kaczyńskiego i premiera Morawieckiego w kapsułce. Wydawało by się, że tego rodzaju brednie mogą wywołać jedną reakcję – wzruszenie ramion. A nieprawda – to działa, dobrzy ludzie!

Wydmuchujący liście przed kamienicą Polak, gdy go pozdrowiłem, już przy drugim zdaniu spojrzał podejrzliwie i powiedział: Nie wiem z jakiej pan jest opcji (!), ale ja za rok już tu nie przyjadę do roboty! W Polsce pod Kaczyńskim się zmieniło i zarobię tyle samo! Czy on wierzył w to, co mówił, czy tylko wyczuł „wroga” i zabezpieczał szańce?

Nie oceniając, czy Kaczyński chciał dobrze czy nie, jedno wiadomo już dziś na pewno: nie wyszło mu. Państwo polskie jest niespójne, resorty gospodarcze działają według własnej logiki, nikt nie zarządza całością i chaos się pogłębia, ile by wysiłku nie wkładał wraz z premierem w lukrowanie rzeczywistości.

Identycznie działo się w nie tak znowu odległej przeszłości. Ludzie 50+ dobrze pamiętają, do czego doprowadziło podporządkowania całości państwa jednej partii. Młodszym przypomnę do czego: do nędzy doprowadziło!

Co widać przysłowiowym “gołym okiem”? Kolejki w służbie zdrowia (ostatnio coraz częściej słychać złowrogie słowo – katastrofa!), wydłużający się czas załatwiania spraw w sądach, stop w budowie autostrad, tragiczny bałagan w szkolnictwie i wojsku. I tak dalej i tym podobnie. Kto winien? Wiadomo: postkomuniści, zdrajcy, gender i „tęczowa zaraza” arcybiskupa Jędraszewskiego, LGBT!

Taki stan rzeczy nie może trwać w nieskończoność. Nie można bezkarnie kierować strumienia miliardów złotych bezpośrednio do kieszeni obywateli, bez konsekwencji w postaci zatrzymanych (bo skąd na nie brać?) inwestycji i niedofinansowania sektora państwowego.

Co na to rząd? Nie żartujmy… Gdyby hipokryzja potrafiła latać, premier Morawiecki byłby mistrzem powietrznych akrobacji. Mielibyśmy nad głowami chmary asów przestworzy, meserszmitów Suskich, Horałów, Sasinów!

A propos latania. Przyfrunął z kraju dowcip: Polskę odwiedza Koniec Świata. Rozgląda się wokół i mówi: – Rany boskie! Ja już tu chyba byłem!

Andrzej Szmilichowski

Foto: pożyczone z Internetu

Lämna ett svar