Globalizacja, językoznawstwo i rozrywka. Na marginesie Mistrzostw Świata (Doha, 27.9-6.10)

Dziś nie napiszę wiele o nielicznych polskich sukcesach na właśnie zakończonych mistrzostwach świata w lekkiej atletyce. Szczególnie w zestawieniu z indywidualnymi i drużynowymi mistrzostwami Europy (o których pisałem w NGP 15/2018 i na Strefie.se, 19.8.2019). Bo Europa to już tylko przedsionek Azji, a także azyl odpadków z Azji i Afryki i z całym światem konkurować o wiele trudniej.

Mieliśmy co prawda w finale biegu na 400 m. dwie Polki (które później z pomocą koleżanek zdobyły srebro w sztafecie), znów odnieśli sukces młociarze płci obojga i brązowy medaliści: Lisek w skoku o tyczce i Lewandowski na 1500 m. Ale żaden z trzech Polaków w finale dysku nie znalazł się w pierwszej ósemce, zawiódł Kszczot na 800 m, a w wielu konkurencjach Polacy świecili niebecnością. Jednak i to wystarczało, aby po 6 dniach zajmować w punktacji medalowej 7-me miejsce, jako najlepszy kraj europejski, za USA, Chinami, Jamajką i kilkoma krajami afrykańskimi. I ta klasyfikacja niewiele się do końca zmieniła.

Globalizacja dotyczy nie tylko ogarniającej cały glob gospodarki, to także liczne migracje i szerzenie się angielskiego, jako lingua franca całego świata. Stąd już nie dziwi, że duży procent sportowców występujących w barwach Wielkiej Brytanii czy Francji, to różnych odcieni kolorowi. Nie dziwi, bo są to dawne potęgi kolonialne, przyjmujące obywateli Commonwealthu niemal bez ograniczeń. I to się rozprzestrzenia także na takie kraje jak Szwajcaria czy Szwecja, bez tradycji kolonialnych, ale – bądź humanitarnie przyjmujące uciekinierów z wojen, bądź tylko wędrowców w pogoni za lepszym poziomem życia. Szwajcaria jest (zawsze była) restryktywna wobec imigracji, ale chętnie importuje zdolnych kolorowych sprinterów. Taki import stosuje wiele innych krająw, od USA po Bliski Wschód, głównie stosując drenaż nadmiaru utalentowanych biegaczy w Kenii. Także Niemcy zaprezentowali w konkursie tyczki dwóch kolorowych, z których jeden był już mistrzem świata kilka lat temu. W barwach tego samego kraju często spotykamy też zawodników o polskich imionach i nazwiskach.

Migracje, w szczególności sportowe, mają też określony wpływ na językowe umiejętności. Zarówno Francuzi jak Rosjanie mówią już po angielsku, choć Rosjanie nie mają od kilku lat prawa reprezentowania własnego kraju, z racji trudności kontroli antydopingowej. Szczególną rolę odgrywają w językoznawstwie sportowcy wyrośli w małżeństwach mieszanych. Armand ”Mondo” Duplantis, 19-letni amerykański tyczkarz (z matki Szwedki, stąd jego podwójne obywatelstwo), mówi wyłącznie po angielsku (w wywiadzie telewizyjnym powiedział tylko: engelska är bättre, co przypomina równie kwiecistą wypowiedź skoczka wzwyż z Qataru, Mutaz Essa Barshina, który w podobnej sytuacji użył zwrotu ”mycket bra”). Natomiast zaskoczył mnie złoty medalista w dysku (z matki Finki) mówiący (poza szwedzkim) płynnie w ”modersmål”. Nie dziwi bezbłędny szwedzki znanego kiedyś tyczkarza, dziś komentatora Mistrzostw Swiata w TV, Alhadji Jenga, gdy się dowiadujemy, że imigrował do Szwecji z Gambii w wieku 3 miesięcy. Należy także pamiętać, że ogromny procent ”ciemnogłowych”, których codziennie widzimy w metrze, śpieszących do i z pracy, a także na ulicach miasta, to ludzie już tu urodzeni, znający szwedzki lepiej niż ty i ja, potomkowie imigrantów z wojen poczynając od roku 1991 nad Zatoką Perską.

Rozrywka w sporcie to nie tylko zabawne momenty, gdy np. świeży zwycięzca w dysku, 2-metrowy i 160-kilogramowy gigant Daniel Ståhl w euforii po sukcesie bez wysiłku przeskakuje z rozpędu pozostawioną na bieżni prawie metrową przeszkodę z biegu przez płotki. To także chwile pełne napięcia. Do zanotowania w konkurencji tyczki, głównie związane z udziałem Szwedów płci obojga, a także żywo reagującej na ich sukcesy i niepowodzenia licznej szwedzkiej kolonii na trybunach. Rozpoczęła Angelica Bengtsson, rekodzistka Szwecji (476 cm). Łatwo pokonała wstępną wysokość 450, ale po dość drastycznym podwyższeniu poprzeczki do 470 zaczęły się trudności. Napięcie na trybunach i przed telewizorami sięgnęło szczytu, ale pokonała tę wysokość w trzeciej próbie. Następna, 480 cm, oznaczała nowy rekord Szwecji. I tu potrzebne były dozwolone 3, a nawet 4 próby. W trzeciej przytrafiła się jej niezbyt częsta przygoda, pleksiglasowa tyczka złamała się. Angelice przysługiwała dodatkowa próba, ale poszukiwania nowej tyczki trwały dość długo. Sytuacja była więc co najmniej niesprzyjająca, wyraźnie stresowa. Tymczasem, ku niesamowitemu entuzjazmowi publiczności, pokonala wysokość 480 cm, ustanawiając nowy rekord Szwecji i dowodząc, że jest zgoła pozbawiona nerwów i emocji. Nie obnizył sukcesu fakt, że w trudnej konkurencji zajęła tylko 6-e miejsce .

Podobnego widowiska dotarczył Duplantis, mistrz Europy i rekordzista Szwecji (605 cm). W eliminacjach kilkunastu zawodników osiągnęło rezultat 570 i wyglądało na to, że całą grupę, przekraczającą nieco liczbę 12-tu, dopuści się do finału. Po długich dywagacjach postanowiono jednak kontynuować elimnacje na wysokości 575. To zaskoczyło Duplantisa i na tę wysokość musiał zużyć wszystkie trzy próby, rozgrzewając zarazem emocje widowni do czerwoności. To samo powtórzyło się w finale, na wyższych wysokościach: 587, 592, 597 i 602; tu jednak sekundowali mu rywale, w pierwszym rzędzie zwycięzca konkursu, Amerykanin Kendricks.

Aleksander Kwiatkowski

Lämna ett svar