Pan Kornel

Bardzo nie lubię, gdy umierają ludzie młodsi ode mnie, nawet tylko o dwa lata. Tak jak to zrobił pan Kornel Morawiecki. Mało popularne w Polsce imię Kornel przez długie lata kojarzyło się tylko z Makuszyńskim, pogodnym endekiem, humorystą i wielkim autorem książek dla młodzieży i dzieci oraz autorem razem z Marianem Walentynowiczem pierwszych komiksów w Polsce, o przygodach Koziołka Matołka i sympatycznej małpki Fiki Miki.

Nim z tym imieniem skojarzył się Morawiecki. To był jeszcze wcześniej Kornel Filipowicz, doskonały autor psychologicznych i politycznych mikropowieści. Bliski przyjaciel Wisławy Szymborskiej.

Dwa lata różnicy w metryce to te same pokolenie. Ale nie tylko to nas łączyło. W marcu 1968 popieraliśmy ruch studencki, a dawno już studentami nie byliśmy.

Morawiecy to drobna patriotyczna szlachta herbu Zagończyk. Patriotyczna i naiwna, czyli ta, która angażowała się w beznadziejne powstania i płaciła za to – w najlepszym razie – tylko utratą majątków i znaczenia. W gorszym – śmiercią lub zesłaniem.

W rodzinie Morawieckich tradycje straceńczej walki, takiej „z motyką na słońce”, utrzymały się do czasów współczesnych i w wypadku Kornela Morawieckiego dały wynik pozytywny. Ale nie musiało tak być.

„Solidarność” była ruchem pokojowym, nie rewolucyjnym. Nawiązywała do taktyki Mahatmy Gandhi’ego, a bliżej do polskiej opozycji demokratycznej z drugiej połowy lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Która działała zgodnie z zaleceniem Jacka Kuronia, by nie palić komitetów tylko je zakładać. Była to aluzja do wypadków czerwcowych 1976 roku, gdy demonstranci spalili wojewódzkie komitety PZPR w Radomiu i Ursusie,

Otóż tej „kapitulanckiej” taktyki zmarły właśnie Kornel Morawiecki nie uznawał. Nie uznawał też rzeczywistości. W stanie wojennym 1981 roku utworzył „Solidarność Walczącą” – radykalną organizację, która dążyła do powstania narodowego.

Całe szczęście, że zamysł się nie udał. Mała grupka radykałów rzuciła rękawicę służbie bezpieczeństwa i wojsku PRL, za którym stała potęga ZSRR. Po aresztowaniu Pana Kornela władze, dążące już wówczas do porozumienia z opozycją, z poparciem Kościoła, deportowały Go, via Wiedeń, do Włoch. Skąd On nielegalnie wrócił do Polski. Nie zaszkodził porozumieniom „Okrągłego Stołu”. Bo nie mógł. Wszyscy się od niego odwrócili. Do Sejmu trafił dopiero w 2015 roku, gdy go wziął go na swoją listę Paweł Kukiz.

Z racji wieku, jako najstarszy poseł, został Marszałkiem Seniorem, czyli tym, który otwiera nowowybrany Sejm i pełni swoje obowiązki do wyboru właściwego marszałka.

Pod koniec życia zaistniał ponownie. Na fali polityki historycznej uznano Go za patrona „dobrej zmiany”. W zbliżających się wyborach kandydował z listy PiS do Senatu.

Urodził się w Warszawie w symboliczną datę 3 maja 1941 roku czyli w 150 rocznicę uchwalenia Wielkiej Konstytucji. Zmarł też w Warszawie, 30 września 2019 roku. Na trzy dni przed śmiercią prezydent Duda odznaczył Go najwyższym polskim odznaczeniem cywilnym – Orderem Orła Białego.

Pogrzeb odbył się 5 października br. Pochowano Go w Alei Zasłużonych na warszawskich Powązkach. Nie wszyscy uznali wielkość i zasługi Zmarłego.

W dzień pogrzebu dziennikarz Ga-zety Wyborczej Jacek Harłukowicz napisał na Twitterze: „Z całym szacunkiem dla Zmarłego, ale to jakiś cyrk. Kondukt żałobny, czuwanie, wystawianie trumny w Sejmie? Czy ten ceremoniał będzie dotyczył od teraz wszystkich posłów?

A Lech Wałęsa, dzień po pogrzebie, na konwencji Koalicji Obywatelskiej, bardzo krytycznie wyrażał się o działalności Zmarłego i nawet nazwał Go zdrajcą. Ot, takie polskie piekiełko.

Kornel Morawiecki był człowiekiem sympatycznym i ostatnio nawet nawoływał do zgody narodowej. Ale nawoływał też do porozumienia z Rosją…

Niech Mu ziemia lekką będzie.

Ludomir Garczyński Gąssowski

Foto: Wikipedia

 

Lämna ett svar