Śmierć może oznaczać przebudzenie

Czy omijając zewnętrzne pułapki w postaci wielkich religii, chrześcijaństwa buddyzmu islamu, i innych mniejszych, można dotrzeć przy pomocą bezpośredniego doświadczenia do jądra, z którego wszystkie religie się wywodzą? Taki wysiłek podejmowało i podejmuje wiele wielkich postaci tej ziemi.

Przypomnę dwie i zacznę od francuskiego jezuity Teilhard de Chardin. Chardin odsuwał na bok inne religie, skupiając się nad pogłębianiem własnej wiary. Był przekonany i wierzył, że ludzka rasa może stać się bardziej wrażliwa i świadoma, tylko poprzez wiarę w wiodącą rolę Jezusa Chrystusa. Miał z racji wykształcenia – był paleontologiem, szacunek do świata materialnego, ale zakładał, że cały świat odczuwa obecność Boga. Ewolucja idzie w Jego kierunku – pisał. Syn boży Jezus Chrystus jest ucieleśnionym bogiem, wypowiadającym się w zróżnicowanych formach.

Aldous Huxley, Anglik i potomek dwóch wybitnych rodzin, podchodził do mistyki bez religijnego zakotwiczenia. Uważał, że największą tragedią człowieka jest, iż duch wcześniej czy później ale zawsze ulega ciału. Myśli pierzchają i na placu pozostaje tylko ból i otępienie. Tragedie duchowe trapiące człowieka Huxley traktował jako pozy na marginesie życia, zaś samo pojęcie duszy uważał za wyniosłą wybujałość, produkt nadprogramowej energii życiowej wytwarzanej przez ciało, coś w rodzaju piór na głowie dudka, lub niezliczonej populacji zbędnych i z góry skazanych na zagładę spermatozoidów.

Nieomal każdy człowiek zderzył się kiedyś z arcy trudnymi a zarazem frapującymi pytaniami: Kim jestem? Czym jest świat w którym żyję? Sa nieuniknione, bowiem wynikają ze świadomości istnienia. Jesteśmy podobno jedynymi stworzeniami tego globu, które potrafią pomyśleć abstrakcyjnie – Wiem, że żyję. Słów „podobno jedynymi” używam świadomie, bowiem badacze coraz lepiej poznający naszych braci mniejszych i zdumieni są bogactwem osobowości zwierząt.

Istniejemy w teraźniejszości. Nawet wtedy, kiedy przenosimy się w myślach w przeszłości czy przyszłości, jesteśmy w teraźniejszości, w tym wszechogarniającym strumieniu wiecznego ruchu, z którego nikt żywy nie może zboczyć.

Huxley pisał, że świat jest złudzeniem. Stanem ducha, który musimy traktować poważnie, gdyż jest jedyną osiągalną dla człowieka rzeczywistością, którą jest w stanie spostrzec. Skoncentrowana na sobie świadomość pozwala odkryć tylko część rzeczywistości. Huxley radzi bronić się przed bezmyślnym życiem, inaczej mówiąc przed przekonaniem, że złudzenia to cała rzeczywistość. Równocześnie  przestrzega przed błędem traktowania życia nazbyt poważnie i dosłownie, obrona przed iluzją. Należy być stale czujnym, gotowym, podatnym na różne szkoły i sposoby pozwalające poszerzyć świadomość.

Nie jest dobrym pomysłem na życie zamykanie się w swoistej izolacji wobec świata, przyjmując słuszność jednej wykładni, jednej wiary, jednej idei. Lepiej uczyć się świata na różne sposoby, poprzez samokształtcenie i otwartość na zmiany. Tyle Chardin i Huxley, oraz wielu innych mędrców.

Mówi się, że nadmiar mądrości jest równie zły jak jej brak. Święte słowa, musimy nauczyć się odróżniać ziarna od plewów, uciekać od wątpliwych rozwiązań, podchodzić do rzeczywistości omijając czarodziejskie różdżki i pastorały, starać się znaleźć swój własny sposób na istnienia, swój klucz do tego najlepszego ze światów.

A cóż może bardziej przyciągać ludzi do siebie nawzajem, a zarazem do wyższych warstw świadomego istnienia, jak delikatność, dobroć, szczerość? Co lepiej pomoże zrozumieć innych, niż otwarcie na radość, spokój, miłość? Co spowoduje, że ludzie będą dla siebie łagodniejsi, niż choć troszkę więcej subtelności?

Niestety subtelność i wrażliwość są coraz rzadziej spotykanymi cechami. Grzęzną w fastfoodach, znikają na niekończących się nitkach autostrad, rozpływają na podniebnych szlakach, giną w tajemniczych głębinach Internetu. Przypomniały się słowa Alana Wattsa, gdy filozofował nad światem – Ten kto wie, że wie, musi być zdumiony. Dobranoc.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar