Niezbędne cyfry

Jak wiele cyfr muszę pamiętać, mieszkając w Szwecji, czy innym stechnicyzowanym kraju? Okazuje się, że sporo. Przede wszystkim mój numer personalny, czyli dziesięć cyfr. Muszę pamiętać numer telefonu domowego oraz komórkowego, razem z jego kodem startowym. To podstawa! Mam w pamięci również numery telefonów do kilkorga przyjaciół w Sztokholmie i najbliższych w Polsce jak i telefon do mojej pracy.

Jeśli ktoś ma małe dzieci, powinien pamiętać ich numery personalne. To nieodzowne w czasie wizyty u lekarza czy przy wypełnianiu różnych ankiet, szczególnie tuż po uzyskaniu prawa do osiedlenia. Przydatne jest pamiętać numer telefonu do przedszkola i do Kasy Chorych.

Oczywiste, że należy pamiętać własny kod pocztowy, adres firmy i inne kody pocztowe do rodziny w Polsce, jak i kilka cyfr do otwarcia klatki schodowej.

Jeśli mamy jedną kartę do bankomatu to pół biedy bo to tylko cztery cyfry, ale jeśli jest potrzeba posiadania dwóch czy trzech kart, to wtedy jest trudniej.

Zupełnie bezwiednie pamiętamy numery autobusów czy czas odjazdu kolejki, gdy jedziemy do pracy. Ta codzienna powtarzalność wbiła nam do głowy również numer rejestracyjny samochodu. Podobnie z piętrem domu na którym mieszkamy, bo idąc do niektórych znajomych sprawdzam na liście lokatorów, na którym właściwie piętrze oni mieszkają.

Kod wejściowy do pracy, również mimowolnie się pamięta, ale przecież zdarza się, że administracja domu czy firmy zmienia kody wejściowe i wtedy trzeba uważać.

Żeby się kontaktować ze światem i pracować, muszę pamiętać komputerowe kody zalogowania w domu i w pracy i indywidualny kod do Internetu. Poza tym, personalne kody bankowe, jeśli płace rachunki przez Internet, czy adresy przyjaciół lub gazet, które czytam codziennie.

Odkąd przestaliśmy rosnąć, pamiętamy własny wzrost, bo z wagą to różnie bywa, czasami wolelibyśmy by była inna. Kiedyś, dawno temu, gdy szyło się ubrania u krawca, nie było mowy o pamiętaniu czegokolwiek na temat własnych gabarytów. Teraz powinno się pamiętać własny rozmiar ubrania (małych dzieci również), rozmiar koszul, butów itp.

Powinno się znać ilość dioptrii we własnych okularach, w razie choroby pamiętać nazwy lekarstw i czas ich zażywania, a w razie urlopu czy wyjazdu kody do walizek. Również w sytuacjach jak parkowanie samochodu czy oczekiwanie swojej kolei w banku czy w aptece, powinniśmy w płytkiej pamięci utrwalić jakieś cyfry.

Dalej idą cyfry, których nie musimy pamiętać, ale dobrze je mieć gdzieś zapisane: numer paszportu, numery kart bankowych, numer ramy samochodu i domowych rowerów. Powinien być pod ręką numer telefonu do unieważnienia karty bankowej w razie kradzieży czy zagubienia, jak i numery rejestracyjne psa czy kota.

To oczywiste, że np. policjanci czy strażacy powinni pamiętać własne numery służbowe, tak jak ja w pracy muszę pamiętać kilka dodatkowych kodów komputerowych, bo część zawodowych czynności rejestruję i potwierdzam w ten sposób.

Przeczytałem ciekawostkę o pewnym mężczyźnie w Afryce, który zgodnie z tamtejszym prawem ma kilkanaście żon a z nimi ponad setkę dzieci. Oczywiście nie pamięta o ich urodzinach, bo ma nawet trudności z zapamiętaniem ich imion. Ale jak sam mówi, stara się zapamiętać w których wioskowych chałupach mieszkają jego najbliżsi.

Czy pamięć tego mężczyzny obciażają inne informacje ważne dla niego, czy dla jego wioski? Z pewnością musi pamiętać o wioskowych świętach, porze zasiewu czy zbioru płodów rolnych, czy tradycyjnych obrzędach ludowych.

Czy 100 lat temu, chłop na Mazowszu czy Wołyniu musiał coś pamiętać? Jeżeli miał przykładowo sześcioro dzieci, to mógł spokojnie spamiętać ich imiona i daty urodzin. Miał w głowie również cyfry dotyczące wieku zwierząt domowych, daty ważne dla rodzinnej wsi i pobliskiego miasta, ceny sprzedaży i kupna płodów rolnych i produktów przemysłowych.

Wszystko co musiał pamiętać wiązało się z miejscami, kalendarzem i świętami kościelnymi, porami roku czy ważnymi wydarzeniami w okolicy. Kojarzył szybko i bez namysłu. Te dane miał wrośnięte w pamięć tak, jak jego ojciec i dziad.

Ludzka pamięć z trudnością przyjmuje nielogiczne ciągi liczb czy grupy cyfr. Mój numer personalny przylega do mnie i nie mylę się nigdy, bo od czasu osiedlenia w Szwecji jest moim drugim nazwiskiem. Wielodzietny Afrykanin o którym wspomniałem, pamięta nazwy wielkości liści w dżungli, a być może jest ich kilkanaście lub kilkadziesiąt rodzajów. Może znać kilkanaście terminów na opisanie natężenia deszczu. Czytałem kiedyś o afrykańskim plemieniu chodowców krów, dla których te zwierzęta były święte, (ale w inny sposób niż w Indiach) iż wróżono przyszłość z kształtu wygięcia ich rogów. I każdy z mieszkańców znał ok. 40 nazw na ich określenie.

Nam w tzw. cywilizowanym świecie, drogę życiową wyznaczają cyfry i cyfrowa technika. Dzięki niej jesteśmy bogatsi, mądrzejsi, ale gdy przyjdzie określić rodzaj deszczu, najczęściej decydujemy kategorycznie: pada deszcz, bez względu na jego natężenie.

Tadeusz Urbański

Artykuł publikowany był w Nowej Gazecie Polskiej w październiku 2005 roku

Lämna ett svar