Zasadzki języków obcych

Czy wybryki i psoty dzieciństwa, to prowizorium w oczekiwaniu na dorosłość i wolność? Oczywiście, pod warunkiem że dorosłość i wolność nadchodzą, co nie jest wcale takie pewne. Znam paru smarkatych dorosłych, zaś wolność… Wolność? O czym my tu mówimy? Moje dzieciństwo siedemdziesiąt pięć lat temu składało się z: Nie dotykaj, Nie garb się, Nie mlaskaj, Nie biegaj, Biegaj, Nie wtrącaj się gdy dorośli rozmawiają, Milcz przy obiedzie, Pokaż ręce – brudne!

Moi rodzice, szczególnie Tata, uwielbiali życie towarzyskie, więc bywali i przyjmowali. Gdy przyjmowali, uciekałem w najdalsze kąty. Mieli mnie jednego (produkcję kolejnej progenitury przerwała wojna) więc nie było, jak się dziś mówi – opcji, stawiali mnie na krześle i kazali mówić wierszyk. Nienawidziłem tego i za ów koszmar udało mi się zemścić krwawo, choć gdy rewanż nastąpił nie zdawałem sobie z tego sprawy.

Pewnej soboty było u nas przyjęcie, które zaszczycił prałat. Ów grubas chcąc zrobić rodzicom przyjemność zaczął mnie (na swoje nieszczęście!) przepytywać. Pytał o to, o tamto, oczywiście z religii. Odpowiadałem poprawnie, a rodzice spoglądali na siebie i pękali z dumy, aż nadszedł finał.

Księżulo spytał: A na ołtarzu, Andrzejku? Tam po środku jest domek, który kapłan otwiera i  wyjmuje kielich. Jak się ten domek nazywa? Spojrzałem na niego z politowaniem. Czy on nie ma trudniejszych pytań, i wypaliłem: – Suspensorium, proszę księdza!

Co nastąpiło potem trudno opisać. Panie zastygły z filiżankami w rękach, ze strony panów słychać było ciężkie westchnienia przechodzące w rzężenie, jeden ścisnął w dłoni serwetkę aż mu kostki zbielały, inny usiłował podnieść z podłogi coś, co mu nie spadło, ojciec trąbił w chusteczkę tak, że niech się schowają trąby Jeryha. Tylko prałat zachował spokój, spoglądając uważnie wokół.  Oczywiście powinienem był powiedzieć tabernakulum, przecież wiedziałem, byłem od paru miesięcy ministrantem! Na ich nieszczęście poprzedniego dnia rodzice rozmawiali o balecie i użyli tego słowa – suspesorium, a gdy spytałem co znaczy, ojciec chrząkał, mama kluczyła, w końcu usłyszałem, że to majteczki.

Ale moje radary wykryły, że coś tu nie fajnie i wystarczyło bym zapamiętał. A w końcu co za różnica, i to i to po łacinie!

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar