TERESA URBAN: Senna marzenie

Za młodu problem snu nie wpędzał mnie w bezsenność. Sen był naturalną czynnością fizjologiczną, a nie problemem. Spałam głęboko przez całą noc i budziłam się wypoczęta. Problemem mogła być pora wstawania, ponieważ mamy różne rytmy dobowe. Są „ranne ptaszki” i „nocne marki”. Należę do tej drugiej kategorii.

Rano nie jestem kreatywna, zdolna tylko do rutynowych działań, dopiero po południu ożywam, a intelekt działa najlepiej w godzinach wieczornych. Niestety, cała nasza kultura apoteozuje ranne ptaszki. „Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje” mówi stare przysłowie, a w każdym języku są podobne aforyzmy. Od szkoły podstawowej do emerytury zmuszona byłam ignorować mój dobowy rytm i zrywać się o świcie do dźwięku budzika. Obecnie mogę spać wedle życzenia, ale sen przychodzi coraz trudniej.

Sen jest procesem złożonym. W uproszczeniu dzieli się na cztery fazy. Pierwsza to zasypianie, które nie powinno zajmować więcej niż 10-15 min. Faza druga to sen płytki, podczas którego ustaje ruch oczu, serce pracuje wolniej i spada temperatura ciała. Ciało przygotowuje się do przejścia głębszy sen. Faza trzecia to sen głęboki, kiedy to przepływ krwi jest skierowany od mózgu do mięśni, aby pomóc w regeneracji i odzyskiwaniu energii. Czwarta faza to REM (rapid eye movements), podczas której występują szybkie ruchy gałki ocznej, najwyższa aktywność mózgu i największe prawdopodobieństwo marzeń sennych. Owe cztery cykle trwają razem około 90-120 minut i powtarzają się kilkakrotnie w czasie nocy.

Z zasypianiem mam największe trudności. Kiedyś zdążałam przeczytać zaledwie parę stron książki przed zaśnięciem. Obecnie zmieniam pozycję, przewracam się z boku na bok i liczę owce, ale po setnej dochodzę do wniosku, że stado jest zbyt liczne, aby uporać się z nim w ciągu jednej nocy. Staram się myśleć o miłych sprawach, ale coraz trudniej doszukać mi się takowych, a próby dodatkowo wytrącają mnie ze snu. Czasem wydaje mi się, że nie zasnęłam, ale budzę się trzy godziny później, więc musiałam spać i śniło mi się, że nie mogłam zasnąć.

Śpię trzygodzinnymi blokami. Budzę się co noc przynajmniej dwukrotnie. Wykorzystuję to na pójście do łazienki z nadzieją, że lekki pęcherz uczyni lżejszym zaśnięcie. Jednocześnie czuję pragnienie i uzupełniam niedobór płynu szklanką wody, która obecnie jest nieodłącznym atrybutem na stoliku nocnym. Pragnę podkreślić, że nie jestem zwolenniczką nagłaśniania osobistych realiów życiowych, czyli mentalnego ekshibicjonizmu, co często robią amatorzy socjalnych mediów. Chcę tylko dodać otuchy innym, również cierpiącym na zaburzenia snu i zasygnalizować, że jest nas więcej.

Młodzi ludzie również miewają problemy ze snem. Podłożem nie jest fizjologia, tylko uzależnienie od socjalnych mediów. Każdy ma obecnie komórkę i odczuwa presję lub potrzebę dostępności przez okrągłą dobę. Maile i SMS-sy przychodzą za dnia i w nocy. Należy natychmiast sprawdzić każdą wiadomość, a nawet odpowiedzieć. Przy zapalonym świetle przestaje się tworzyć melatonina, hormon snu, co utrudnia ponowne zaśnięcie.

Tryb  życia młodych również zakłóca im rytm dobowy. Chętnie zarywają noce, ale obowiązki zmuszają do wstania o świcie. Cierpią na niedosyt snu. Eksperci doszli obecnie do wniosku, że zajęcia szkolne i uczelniane powinny rozpoczynać się dopiero około godziny 10. Wtedy wyspani adepci łatwiej przyswajaliby sobie wiedzę.

W fazie REM istnieje największe prawdopodobieństwo, aby śnić. Ponieważ REM występuje na końcu cyklu, na ogół pamiętamy co nam śniło. Nie wszystkie sny są przyjemne. Niektóre koszmary senne powracają. Wycieczki i organizowanie przyjęć generuje u mnie takie sny. Mimo, iż wydarzenia same w sobie są przyjemne, stresuję się podświadomie i senna wyobraźnia podsuwa denerwujące scenariusze. Jadę na lotnisko, ale nie wiem gdzie zaparkować samochód. Bagaż lub, co gorsza, Małżonek się zawieruszyli, nie mogę znaleźć bramki odlotowej albo bezcłowego sklepu, a czas odlotu już bliski. Biegam po schodach i miotam się w bezradności. Spotkania towarzyskie wymagają starannych przygotowań, a tu śni mi się, że goście zjawiają się za wcześnie i to nie ci zaproszeni. Niektórzy chcą nocować, czego nie było w planie, nie mogę znaleźć nakryć, brakuje jedzenia. Odkrywam, że nie jestem we własnym domu, tylko gdzieś, gdzie mieszkałam wcześniej. Budzę się z biciem serca i ogromną ulgą, że to tylko sen. Jedna z przyjaciółek wyznała mi, że ją też nawiedzają stresujące sny przed przyjęciem. A obawiałam się już, że jestem nienormalna.

Czasem śni mi się że fruwam, a raczej lewituję, unosząc się niewysoko nad ziemią. Podczas rozwoju przechodziliśmy różne fazy ewolucyjne – od ameby poprzez ryby i gady aż do człowieka. Teoria, że fruwając przeżywamy fazę ptaka mogłaby być ciekawa, gdyby nie to, że ptakami nigdy nie byliśmy, ponieważ ptaki są gałęzią boczną, podczas gdy my podążyliśmy głównym pniem rozwojowym. Niekiedy, podczas zasypiania, wydaje się nam przez moment, że spadamy. Jest to podobno ewolucyjne wspomnienie okresu, kiedy byliśmy małpami człekokształtnymi i nocowaliśmy na drzewach, w gniazdach. Z niedbale zbudowanego gniazda łatwo wypaść.

Podczas autobusowych wycieczek często ogarnia mnie senność. Wielu współpasażerów również przysypia. Zamiast oglądać mijane krajobrazy i inne interesujące szczegóły, drzemiemy w fotelach dużo mniej wygodnych niż łóżka. Widocznie lekkie ruchy pojazdu i cichy dźwięk motoru działają nasennie. Może należałoby nawet obecnie sypiać w kołysce z wbudowanym generatorem monotonnego dźwięku.

Pogodziłam się już z faktem, że głęboki, nieprzerwany sen, to senne marzenie. Ale perspektywa wiekuistego snu nie jest pocieszeniem.

Teresa Urban

Lämna ett svar