Bornholm: Wolność przyszła późno

Niemal rok dłużej musieli czekać mieszkańcy duńskiej wyspy Bornholm na Morzu Bałtyckim na odzyskanie wolności po zakończeniu drugiej wojny światowej. Aż do kwietnia 1946 roku wyspa znajdowała się pod okupacją sowiecką.

Wydarzenia na Bornholmie stanowią jedną z największych sensacji drugiej wojny światowej. Być może dlatego, że wyspa zawsze odgrywała ważną rolę strategiczną – jak korek zamyka wejście na Bałtyk od strony cieśnin duńskich. Z baz wojskowych rozmieszczonych na wyspie łatwo można kontrolować cały ruch na morzu.

Wojska niemieckie pojawiły się na Bornholmie już 9 kwietnia 1940 roku, z chwilą gdy rozpoczęła się inwazja wojsk hitlerowskich na Danię i Norwegię. Z chwilą zakończenia wojny i podpisania aktu kapitulacyjnego 5 maja 1945 roku, na wyspie znajdowało się 27 tysięcy żołnierzy niemieckich oraz kilka tysięcy niemieckich cywilów, którzy w obawie przed aliantami wkraczającymi na tereny Rzeszy, szukali schronienia na wyspie. Również tutaj, na Bornholmie, Niemcy mieli także bazę marynarki wojennej, a okręty, które miały tutaj macierzysty port, jeszcze na początku maja 1945 roku z sukcesami operowały na Bałtyku. Między innymi udało im się zatopić wiele sowieckich okrętów, na których zginęło kilkuset marynarzy.

Wojska niemieckie stacjonujące na Bornholmie podlegały dowództwu admirała Dönitza, który wydał rozkaz, by armia niemiecka – jeśli będzie to możliwe – poddała się w ręce Anglików. Na Bornholm kierowano więc resztki armii odnoszącej poważne straty na Pomorzu, a komendant garnizonu na Bornholmie admirał Gerhard von Kamptz otrzymał rozkaz by nie dopuścić do kapitulacji w ręce Sowietów.

Kiedy w Europie ucichły już walki, armia niemiecka i mieszkańcy Bornholmu, żyjący od czterech lat pod okupacją, z niecierpliwością oczekiwali przybycia kontyngentów wojskowych amerykańskich bądź angielskich. Główna kwatera aliancka w Kopenhadze nie odpowiadała jednak na pytania, kiedy należy spodziewać się przybycia specjalnego korpusu na wyspę. Władzę co prawda przejął już duński ruch oporu, ale sytuacja była napięta i można było odnieść wrażenie, że okupacja niemiecka trwa nadal.

W Kopenhadze nikt, ani nasz rząd, ani Anglicy, ani Amerykanie, nie chcieli słyszeć naszego wołania o pomoc, mimo iż przestrzegaliśmy, że mogą na wyspie wylądować Sowieci – wspomina major Hoger V Jorgenson, wówczas 18-letni mieszkaniec Bornholmu. – Czuliśmy się zupełnie opuszczeni.”

Dla dowództwa sowieckiego zajęcie Bornholmu miało ważne znaczenie strategiczne. Jeszcze długo przed kapitulacją hitlerowskich Niemiec, dowództwo sowieckie w wielkiej tajemnicy planowało inwazję na wyspę. Była by ona oczywiście niemożliwa, gdyby na Bornholm swoje wojska wysłali Anglicy, ale tak się nie stało.

Chociaż 5 maja 1945 roku nad Bornholmem powiewała już flaga duńska, wyspa nadal była pod kontrolą Niemców, stąd też atmosfera wśród mieszkańców wcale nie była radosna. Nie przybywali alianci, nie pojawił się nawet regiment duński, który znajdował się w Szwecji. Już następnego dnia nad wyspą pojawiły się samoloty zwiadowcze, a 7 maja bombowce. Nie byli to jednak alianci, ale Sowieci. Sytuacja była beznadziejna. Jak wspomina Jorgensen, później oficer w kwaterze NATO, na główne miasta Ronne i Nexo spadły pierwsze bomby. „Przez kolejne dni przeżyliśmy kilkanaście nalotów, a miasta zostały niemal całkowicie zniszczone.” Nad miastem unosiła się łuna pożarów, a ofiarami ataku padło poza żołnierzami niemieckimi także 10 bornholmczyków. Jak policzono później, w wyniku sowieckich nalotów w gruzach legło 90% budynków w Ronne i 95% w Nexo.

6 i 7 maja Bornholm bezskutecznie próbował zawiadomić o wydarzeniach Kopenhagę. Wiadomość przyjęto, ale nie było żadnej reakcji. Milczało również radio duńskie. Sytuacji nie zmieniła także relacja naocznego świadka tamtych wydarzeń, dziennikarza lokalnej gazety, któremu udało się cudem wydostać z wyspy na pokładzie łodzi rybackiej. Do dnia dzisiejszego nikt na Bornholmie nie potrafi tego racjonalnie wytłumaczyć.

9 maja 1945 na wyspie wylądowały pierwsze sowieckie jednostki desantowe przywiezione statkami. Pierwsze siły liczyły zaledwie 150 żołnierzy z tzw. kompanii karnej, której zadaniem było oczyszczanie terenu na froncie wschodnim przed nadejściem głównych sił. Nic więc dziwnego, że okupacja sowiecka Bornholmu rozpoczęła się w sposób dziki i brutalny. Przez pierwsze dni grabiono i gwałcono, przede wszystkim niemieckie kobiety, które znajdowały się w obozie internowania w Ronne (przebywało tam 300-400 kobiet z dziećmi). Wszystkim Duńczykom zagrabiono ich mienie, a próby negocjacji władz Bornholmu z dowództwem sowieckim spełzły na niczym. Sytuacja zmieniła się dopiero po kilku dniach, gdy na wyspie pojawiły się główne siły sowieckie. Wówczas oświadczono bornholmczykom, że pobyt armii sowieckiej będzie trwał tylko do czasu, aż na stały ląd zostaną przetransportowani wszyscy jeńcy niemieccy.

Strona niemiecka, mimo wcześniejszych zapowiedzi, że będzie walczyć do ostatniego żołnierza, z chwilą zakończenia wojny poddała się najpierw bornholmskim siłom wyzwoleńczym, a później wojskom sowieckim. Jeszcze przed inwazją sowiecką z wyspy uciekło na Zachód parę tysięcy żołnierzy niemieckich, głównie na niemieckich okrętach wojennych. Resztę, która pozostała, około 22 tysięcy jeńców, Sowieci wywieźli do obozu jenieckiego w Kohlbergu na Pomorzu. Za każdym jednak razem, gdy statki przewożące jeńców wracały po następną grupę, przywoziły ze sobą nowych żołnierzy sowieckich. Im mniej było na wyspie Niemców, tym więcej Sowietów. Wkrótce stacjonowało ich tutaj 8 tysięcy.

Z biegiem czasu okupacja sowiecka upływała coraz bardziej spokojnie. Ale do spokoju było daleko. Żołnierze, z braku innych rozrywek, często upijali się, dochodziło do burd i rozbojów. Dowództwo sowieckie wydało wreszcie zakaz sprzedaży alkoholu żołnierzom, ale mimo to można go było kupić nadal „na czarnym rynku”. Kary za nadużywanie alkoholu były surowe – najczęściej rozstrzeliwano.

Jesienią 1945 roku mieszkańcy Bornholmu coraz bardziej byli niespokojni o swój los. Mimo iż wszystkich Niemców wywieziono, jednostki sowieckie nie zamierzały wyspy opuścić. Nienawiść do nowego okupanta była tym większa im upływał czas. Zimę mieszkańcy Bornholmu musieli spędzić w piwnicach domów, które wcześniej zbombardowali Sowieci, a to wpłynęło na znaczne pogorszenie stosunków między Duńczykami a sowiecką komendanturą.

Wreszcie 16 marca 1946 roku pojawiły się pierwsze pogłoski, że Sowieci szykują się do opuszczenia wyspy. Teraz wydarzenia potoczyły się szybko. Oddziały powoli odpływały statkami, a wraz z nimi wszystko co udało im się zagrabić. Ostatnim statkiem odpłynęli z Bornholmu funkcjonariusze KGB.

Spóźnioną o 11 miesięcy wolność fetowano hucznie. Szybko podjęto pracę przy odbudowie zniszczonych miast. Rząd szwedzki przekazał bornholmczykom 300 gotowych drewnianych domów, które postawiono w Ronne i Nexo.

Do dnia dzisiejszego nie wiadomo, dlaczego alianci dopuścili do inwazji sowieckiej na Bornholm. Bez względu na to, czy na wyspie znajdowałyby się oddziały niemieckie czy też nie, inwazja taka była łatwa do przewidzenia. Również tajemnicą pozostaje, dlaczego Sowieci zdecydowali się Bornholm opuścić. Może brak reakcji Kopenhagi Kreml odczytał jako swego rodzaju przyzwolenie na okupację? Pojawiają się także spekulacje, że Duńczycy prowadzili z Moskwą pertraktacje, gdy ci domagali się, by Bornholm pozostał po wojnie neutralny. A być może władze sowieckie spodziewały się, że na swoje działania zyskają akceptację parlamentu duńskiego, w skład którego wchodziło wówczas wielu wpływowych komunistów? Ale to wszystko tylko przypuszczenia i spekulacje.

Wolność na Bornholm przyszła późno, ale jednak przyszła. Dla upamiętnienia swojego pobytu na Bornholmie, w Allinge, Sowieci postawili obelisk na którym wyryto napis: „Na wieczną pamiątkę sowieckim bohaterom, którzy zginęli w walce przeciwko niemieckiemu okupantowi”. Poniżej napisu sierp i młot.

Pomnik ten musi budzić zdumienie, gdyż wiadomo, że Niemcy poddali się na Bornholmie bez walki i od kuli niemieckiej nie zginął ani jeden żołnierz sowiecki. Na otaczającym obelisk cmentarzu znajdują się co prawda groby żołnierzy sowieckich, lecz są tu pochowani wyłączni ci, których Sowieci sami rozstrzelali… za pijaństwo…

Adam Sakowski

Artykuł publikowany był w Nowej Gazecie Polskiej w grudniu 2004 roku

Lämna ett svar