TW Emigrant

Puszka Pandory czy pigułka na przeczyszczenie? Sprawa lustracji budziła gorące dyskusje. Przeniosąy się one również na emigrację. Tak zwana Lista Wildsteina, czyli skopiowany w Instytucie Pamięci Narodowej przez byłego dziennikarza „Rzeczypospolitej” rejestr nazwisk współpracowników, informatorów i kandydatów na informatorów Służby Bezpieczeństwa, rozbudził wiele lat temu emocje i pytania, jak lustracja powinna przebiegać. Na liście tej bowiem znalazło się niemal 170.000 nazwisk, co oczywiście nie oznaczało, że wszyscy z nich mieli coś na sumieniu. Są na niej również nazwiska osób, które przez Szwecję się przewinęły…

Lista skopiowana przez Bronisława Wildsteina pokazała jak rozbudowany i wszechobecny był aparat bezpieczeństwa w PRL-u. A trzeba pamiętać, że olbrzymia część tajnych teczek SB została zniszczona jeszcze w latach 1989/90, gdy komuniści tracili władzę. Sytuacja polityczna w Polsce i powtarzające się spory i oskarżenia dowodzą jeszcze dzisiaj, jak wielkim błędem było zaniechanie procesów lustracyjnych w pierwszych latach transformacji ustrojowej.

Dzisiaj niezwykle trudno znaleźć rozsądne wyjście z sytuacji, którą zafundowali nam politycy pierwszych demokratycznych rządów. A i emocje nieco osłabły, Zbyt dużo jest nowych problemów.

Jakiś czas temu głośno domagano się lustracji także śrpdowisk emigracyjnych. Nie jest bowiem tajemnicą, że Urząd Bezpieczeństwa, a później Służba Bezpieczeństwa, szukały swoich współpracowników także wśród emigrantów. I to już od najwcześniejszych lat powojennych, aż po lata osiemdziesiąte. Nie ominęło to także Polonii szwedzkiej. Gromadzeniem danych o emigrantach zajmowały się konsulaty PRL. Jest już na ten temat trochę publikacji, także dotyczących Szwecji.

Na początku lat 80. rozpoczęła się masowa emigracja z Polski, głównie w poszukiwaniu pracy. Sytuacja w posierpniowej Polsce oraz niepewność sytuacji po Grudniu 1981 roku, spowodowały, że kraje zachodnie skłonne były łatwiej udzielać azylu politycznego Polakom. Wyjeżdżali więc masowo i to niezależnie od tego, czy istotnie groziło im coś czy nie. Zapełniły się obozy uchodźców w Niemczech, Austrii, Włoszech oraz tanie hoteliki w Paryżu, Atenach, Madrycie i wielu innych miejscach w Europie. Wówczas to, w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych zrodził się nowy pomysł. Na solidarnościowej fali mogli przecież wypłynąć zarówno funkcjonariusze SB jak i współpracownicy, czyli agenci. Otrzymywali często pieniądze na to, by jak najszybciej urządzić się i rozpocząć “pracę”. Otwierali więc krótko po przybyciu do nowych krajów małe biznesy, a mając pieniądze mogli oddawać się “pracy społecznej”, w której najłatwiej było o kontakty, a więc i o pożądane informacje. Nie była to oczywiście żadna reguła, ale mechanizm wydaje się prawdopodobny.

Infiltracja środowiska emigracyjnego w Szwecji była prowadzona systematycznie, a ilość donosicieli dość pokaźna. Niemal w każdym ośrodku polonijnym (i to bez względu na jego polityczne oblicze) znajdował się ktoś, kto był stałym informatorem odpowiednich służb w PRL-u. Najczęściej poprzez stałe kontakty z przedstawicielami służby dyplomatycznych PRL w Szwecji. Z informacji już dostępnych ( a jednocześnie analizując różnego rodzaju skandale, które wstrząsały tutejszym środowiskiem), można wysnuć wniosek, że najczęściej infiltrowane były organizacje działające w Sztokholmie i na południu Szwecji. Przede wszystkim dlatego, że właśnie w tych dwóch regionach działało najwięcej polskich organizacji, a jednocześnie i w Sztokholmie i Malmö znajdowały się konsulaty PRL.

Ale również i w innych środowiskach nie brakowało informatorów. Działali oni m.in. w Norrköpingu, Linköpingu i Göteborgu. Są podejrzenia, że w kilku przypadkach chodziło nawet o bardzo aktywnych działaczy lokalnych organizacji. W jednym z miast miejscowy działacz przekazywał regularnie informacje o przebywających tam Polakach i przyjezdnych do konsulatu; w innym mieście tamtejszy działaczy spotykał się regularnie z pracownikiem ambasady informując go pracach zarządu dużej organizacji. Obydwaj aktywni byli już w połowie lat 70-tych. To zresztą okres tworzenia się struktur opozycji demokratycznej w Polsce i ich punktów kontaktowych na emigracji. Szwecja była ważnym ośrodkiem przerzutu informacji i nic dziwnego, że właśnie na jej terenie działalność inwigilacyjna odgrywała ważną rolę. Zresztą nie chodziło tylko o rozpracowanie emigracji, czy opinie o poglądach niektórych działaczy. Przede wszystkim interesowano się kanałami, którymi przerzucano z Polski do Szwecji i w drugą stronę, materiały informacyjne opozycji.

Trudno dzisiaj odtworzyć listę tajnych współpracowników służb specjalnych, którzy działali w Szwecji. Wiele z dokumentów po prostu „wyparowało” z archiwów placówek konsularnych zaraz na przełomie 1989/90 roku. Nagle okazało się, że po prostu ich tam „nie było”. Najczęściej zostały po prostu zniszczone, część została przekazana do Warszawy (zwłaszcza, gdy dotyczyły osób najbardziej znanych na emigracji). Co się z tymi dokumentami stało w Warszawie? Nie wiadomo, ale pewnie tylko drobna część trafiła do IPN-u.

opr. NGP

Lämna ett svar