ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: Nie wiem jak Państwo, ale ja…

Charles Maurice de Talleyrand, francuski dyplomata, minister, polityk, biskup, mawiał do swoich uczniów, podwładnych, młodych księży: Uważaj na swoją pierwsza reakcję, może być uczciwa.

Reakcje bywają – każdy doskonale to wie – różne, szczególnie, gdy w grę wchodzą piękne kobiety. Przy stoliku w kawiarni przy Monte CasSino w Sopocie siedzi św. p. Marek Karewicz (mój znajomy z dawnych lat, fotograf pięknych dziewcząt), Adam Pawlikowski – aktor (kto widział film „Popiół i diament” pamięta go w sławnej scenie ze Zbyszkiem Cybulskim przy barze, gdy zapalają kieliszki z wódką ku pamięci poległych kolegów) i piękna aktorka Beata Tyszkiewicz. Podchodzi znajomy Pawlikowskiego i coś do niego mówi, nerwowo pobrzękując trzymanym w kieszeni bilonem. Aktor reaguje natychmiast:

Słuchaj – mówi wskazuje na Tyszkiewicz – do tej pani się nie brzęczy, do tej pani się szeleści.

W 1962 roku zjawił się w Polsce znakomity francuski pisarz i intelektualista Jean-Paul Sartre (był to okres sartrowego ukąszenia komunizmem) z żoną Simone de Beauvoir, i ktoś ich przyprowadził do kawiarni PIW-u przy ulicy Foksal. Felietonista Andrzej Dobosz tak opisał tą scenę:

Najpierw weszła potężna Simone de Beauvior, a za nią malutki Sartre – egzystencja zawsze poprzedza esencję.

Kto dziś pamięta te czasy? Ja pamiętam. Nie wszystko oczywiście, ale wiele fragmentów tak. W marcu 1953 roku komuniści zamykają redakcję „Tygodnika Powszechnego”. Powod? Nie zamieszczono nekrologu i zdjęcia „ojca narodów” Józefa Wisarionowicza Stalina. Jednym z redaktorów był Leopold Tyrmand, ojciec dzisiejszego Tyrmanda, jednego z pistoletów prasy pro PiSowskiej. Jego ojciec pisał

„Na Polskę się wypiąć nie można i żadnemu Polakowi to się dotąd nie udało”, bo „polska wredność, polskie draństwo, polska małość to jedno, a Polska to drugie”.

Reakcja może być uczciwa, jak chce tego Talleyrand? Może! Lokal SPATiFu (Stowarzyszenie Polskich Artystów Teatralnych i Filmowych), lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku. Wczesne popołudnie, jeszcze sennie, jeszcze cicho, przy stolikach kameralne rozmowy. Nagle w drzwiach pojawia się Jan Himilsbach (pisarz, kamieniarz, aktor, człowiek wielu talentów) wypełniony wódką po brwi. Toczy wzrokiem dokoła i raptem ryczy:

Inteligencja wypierdalać!

Robi się cicho, i w tej ciszy słychać charakterystyczny głos Gustawa Holoubka:

Nie wiem jak państwo, ale ja wypierdalam!

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar