KIVIK – Szwedzki symbol jabłka

Jesień upływa w Skanii pod znakiem JABŁEK. Rodzimych jabłek, których popularność osiąga swój szczyt wtedy, gdy na stoiskach z owocami pojawiają plony zbiorów sadów jabłecznych. Gdyby zamknąć oczy i zdać się na łaskę swego powonienia, to poprowadzi ono nieomylnie do pachnącej winem i rześkością skrzyni. Tak mocno pachną tylko jabłka wyhodowane w Skanii.

Wyglądem swym są tak „prawdziwe” jak czysta, wiosenna zieleń, jak ciemna czerwień wina lub jak pożółkłe liście jesieni. Ich smak ma w sobie coś urzekającego, nawet dla zwolenników słodkich jabłek. Bo te jabłka nie są słodkie, ale soczyste i kruche. W pierwszym momencie, gdy zanurzamy zęby w ich miąższu, może się wydawać, że spróbowałam kwaśnego wina i – jak to mówili chłopi na Wileńszczyźnie  – „gębę na nitkę ściągnij”. Ale po chwili rośnie apetyt na następne kęsy i już nie możemy poniechać rozkoszy jedzenia tych jabłek. Czyste, nie podrabiane i nęcące. Nie dziw, że im ulegamy.

Na obszarze całej Skanii rozrzucone są sady jabłeczne, ale tutejszą stolicą jabłka jest małe miasteczko, położone na wschodnim wybrzeżu Szwecji, w krainie Österlen. Kivik znane jest ze swoich corocznych jarmarków, kiedy to handluje się wszystkim co możliwe. Ale na jesieni panuje tu JABŁKO. Od jasnych Grawenstener´ów i im podobnych, poprzez jasnoczerwone Ingrid-Marie aż do ciemnych Lobo. Wszystkie piękne, wygrzane w słońcu, które nie skąpi swoich promieni licznym sadom, pokrywającym cudownie pofalowane tereny.

Jazda po drodze z Brösarp do Kivik przypomina huśtawkę. Samochód wprost płynie po asfaltowej powierzchni drogi, niby po falach, raz na górze, raz na dole, raz…. Na wyższych partiach drogi można zobaczyć, po lewej stronie, błękitny obszar morza. A przed jadącymi pierwsze domki przedmieścia Kivik. W wielu miejscach przy drodze ustawione stoły, a na nich torebki albo skrzynki z jabłkami.

Każdy chętnie kupuje jabłka, ale dziś, w niedzielę, głównym celem odwiedzin w Kiviku jest obraz. Tak, obraz…. z jabłek. To już stało się tradycją. Co roku inny tematycznie, a podobny całą gamą barw tych pięknych owoców. Wiele słyszałam o jabłkowych dziełach sztuki w Kiviku, ale dopiero w tym roku postanowiłam je zobaczyć. Gdzie szukać tego obrazu? Powinien być widoczny z dala, jest przecież podobno bardzo duży. Trochę zawiedzeni, skierowaliśmy się „na chybił-trafił” do portu. Prowadziła nas stara, piękna uliczka, opadająca łagodnie ku morzu. Wtedy zobaczyliśmy w dole, na tle portu, morza i nieba, ogromy obraz. Na placu, przed obrazem, jakieś kioski, tłumek ludzi i natłoczone samochody. To był widok!

Dzieło, wielkości 104 metrów kwadratowych, lśniło w jesiennym słońcu wszystkimi odcieniami jabłkowych kolorów. Może już teraz trochę pobladłych w porównaniu z tym co mogli podziwiać turyści parę tygodni temu. Szkoda też, że udało się jakiemuś chuliganowi powyrywać trochę jabłek, z obrazu by pozostawić po sobie ślad w postaci: „Hej”.

Żal mi trochę tych jabłek. Umierają powoli, wbite na gwoździe, po to tylko, aby mogły wywoływać uczucia zachwytu dla dzieła dwojga twórców: Emmy Karp Lundström i Jana Laggar. 3 ton jabłek umiera, przedstawiając dawny chiński symbol równowagi w świecie. Pisane po polsku: „Jin i Jang” albo w szerszym określeniu „Tai-Ki”, nosi w sobie okrutną, w stosunku do kobiet, filozofię. Kobiecość jako symbol zła i męskość jako symbol dobra, połączone ze sobą linią w kształcie litery S, stanowią całość koła. Twórcy jabłkowego obrazu nazwali swe dzieło: „Równowaga w naturze”, lecz treść tego starego symbolu wyrządzała kobietom, przez całe wieki, ogromne krzywdy. Bo przecież zło należy ujarzmiać, niszczyć i gardzić nim. Bardzo wygodne stanowisko dla dręczycieli.

Nagle spojrzałam inaczej na ten piękny obraz. Tutaj umiera na gwoździach 35 tysięcy jabłek, jak symbol milionów kobiet, które musiały żyć w pohańbieniu (i niestety żyją tak jeszcze), niby ludzie gorszej natury, a nawet umierać za przyczyną praw ustanowionych bez ich udziału. W pierwszej chwili pomyślałam, że jako Emma Karp Lundström, obawiała bym się przed wykorzystaniem tego motywu do swojej pracy twórczej. Po zastanowieniu doszłam jednak do wniosku, że właśnie w Szwecji, nie żadne prawo Jin-Jang, czy Tai-Ki może wywyższać lub dyskryminować ludzi, w zależności od ich płci. Że symbol ten ma TUTAJ znaczenie równouprawnienia i równej wartości dwóch, różnobarwnych, w swej istocie, elementów.

Prawie na co dzień, jesteśmy świadkami zachodzących zmian. Na miejsce przestarzałych i niesprawiedliwych wzorów postępowania, powstają nowe, kierowane szacunkiem do jednostki ludzkiej, bez względu na płeć czy pochodzenie. To tu, stary symbol, nabiera pozytywnego znaczenia „równowagi”. Tak, musieli go rozumieć twórcy obrazu. A dla równowagi, na skwerku ulicy, smukła postać z brązu, wpatrzona w morze. To pomnik chluby Kiviku, słynnego „Piraten”- pirata Fritiofa Nilssona.

Teresa Järnström Kurowska

Lämna ett svar