HISTORIA: Niezapomniany rok 1974

W 1974 roku Szwecja, po trzydziestu latach wahań, uznała na dobre PRL jako państwo demokratyczne i zaprzyjaźnione. Ówczesny premier Szwecji, Olof Palme wygłosił słynną mowę o wyższości Budapesztu, Warszawy i Bukaresztu nad Wenecją, Paryżem czy Londynem. Nie wymienił tylko Pragi, bo pamięć o agresji sowieckiej na Czechosłowację była zbyt świeża.

Po krwawych wydarzeniach na Wybrzeżu władzę w Polsce objął Gierek i nastąpiła pewna, pozorna odwilż. Nowym ambasadorem PRL (gierkowskim) w Sztokholmie został wypróbowany towarzysz z ZMP i PZPR, Stefan Staniszewski. Był jednym z najmłodszych ambasadorów – liczył sobie wówczas 41 wiosen. Miał lat 18m gdy z rekomendacji ZMP, przyjęto go do partii.

Władze PRL po raz drugi rzuciły hasło: “Kto nie przeciw nam, ten z nami”. Po raz pierwszy posłużył się tym hasłem Gomułka “ułaskawiając” Akowców i żołnierzy polskich formacji na Zachodzie. Hasło to zastąpiło dawne pryncypialne: “Kto nie z nami, ten przeciw nam”, na podstawie  którego niszczono wszystkich, którzy nie chcieli wołać: “Niech żyje Stalin”.

W stosunku do emigracji po raz drugi posłużono się Towarzystwem Polonia (aktualnie zwanym Wspólnotą Polską). W okresie gomułkowskim czołowi reemigranci: Antoni Słonimski, Zofia Kossak-Szczucka i inni oraz autorytety jak m.in.: Maria Dąbrowska i Jan Parandowski, wystosowali apel do emigracji by współpracowała z Krajem. Wtedy też powołano radiostację Kraj i wydawnictwo o tej samej nazwie, wydające oprawione w szary papier malutkie broszurki, które peerelowski placówki “przemycały” na emigrację. (Sic!, mamy takie okazy w archiwum w Szto-holmie). Propaganda miała jednak krótkie nóżki. Odwrót od Października nastąpił już po roku i wszystko wróciło do normy. Gdy “złego” Gomułkę zastąpił “dobry” Gierek zaczęto zabawę od początku… ale mądrzej.

W Szwecji trafiło to na dobry grunt. Po wojnie „jom-kipur” nastąpił kryzys naftowy i baryłka ropy kosztowała (w przeliczeniu na dzisiejszy kurs dolara) ponad 100 dolarów. Wszystkie kraje na gwałt poszukiwały innych źródeł energii. Szwedzi przypomnieli sobie, że przed wojną i w czasie wojny, importowali od Niemców pokaźne ilości śląskiego węgla i zaczął się flirt z Peerelem. Nie było to pierwsze podejście Szwedów w tej materii. Opierając się na relacji red. Norberta Żaby opisałem to swego czasu szczegółowo (w roku 1989) w krajowej „Res Publice”. Tu tylko przypomnę, że zaraz po wojnie, jak i bezpośrednio po „Październiku”, Szwedzi zawarli z Polską umowy na dostawy węgla. Obie te umowy zostały zerwane z powodu nierzetelności strony polskiej. Tym razem (w połowie lat siedemdziesiątych) do umowy w ogóle nie doszło, bo okazało się, że bardziej opłacało się sprowadzać Szwedom węgiel z dalekiej Australii niż z bliskiej Polski.

Lecz nim to skalkulowali, nastąpiły, opisane na wstępie, zmiany stosunku władz szwedzkich do PRL-u. Ale również zmiany w polskiej grupie w Szwecji. Władze PRL zaczęły poszukiwać życzliwych w stosunku do nich emigrantów. Azylowcom proponowano paszporty konsularne, dające im możliwość bezpiecznego odwiedzania Kraju. Cały dowcip polegał na tym, by zarabiać w Szwecji, a wydawać w Polsce, gdzie siła nabywcza walut była sztucznie zawyżona.

W 1974 mieszkało w całej Szwecji ok. 15.000 stałych mieszkańców, Polaków. Nie był to jeszcze czas masowych przyjazdów „turystycznych”. Dopiero w rok później, po wizycie Gierka i zniesieniu wiz, zaroiło się od „turystów”, z których duża część na zasadach azylowych lub matrymonialnych, pozostała na stałe.

Konsulat PRL w Sztokholmie budował swoje zaplecze z takiego materiału jaki miał. „Kto nie przeciw nam, ten z nami”. Do utworzonego wówczas Towarzystwa Polaków „Ogniwo” przyjmowano wszystkich chętnych. Nie trzeba było być nawet członkiem stowarzyszenia, by korzystać z klubu i bufetu, by tańczyć w ludowym zespole „Piastów”, by dzieci bawiły się i tańczyły w „Małych Piastach”. Dzieci członków stowarzyszenia mogły się też uczyć w utworzonej wtedy polskiej szkole przy ambasadzie PRL. Szkoła ta w zasadzie miała służyć potomstwu pracowników peerelowskich przedstawicielstw w celu uzupełnienia brakujących w szkołach szwedzkich polskich elementów wykształcenia z dziedziny: historii, geografii, a przede wszystkim języka polskiego.

Wczesne lata siedemdziesiąte to okres kryzysu w kręgach polskiej emigracji niepodległościowej w Szwecji. M.in. utracono lokal na Jungfrugatan, który służył polskim organizacjom przez ponad 30 lat. Szukanie nowego lokalu i ustalenie jego statusu, podzieliło polską emigrację i spowodowało podział, który zlikwidowało dopiero po dziesięciu latach powstanie Kongresu Polaków w Szwecji. Dawny lokal nosił nazwę „Ognisko”. W tym samym czasie, gdy organizowano nowy lokal w Sztokholmie, w Londynie właśnie budowano POSK (Polski Ośrodek Społeczno-Kulturalny). Sztokholm nie mógł być gorszy. Więc zamiast zachować tradycyjną nazwę „Ognisko”, nowemu lokalowi nadano nazwę OPON  (Ośrodek Polskich Organizacji Niepodległościowych). W Londynie wybudowano kompleks gmachów użyteczności publicznej – w Sztokholmie zakupiono czteropokojowe mieszkanie w kamienicy czynszowej. W tym czasie, prawdopodobnie korzystając z sytuacji, „prokonsularni Polacy” nadali swojej organizacji nazwę „Ogniwo” w nawiązaniu do tradycji „Ogniska”.

Spory na temat nowego lokalu doprowadziły (ujmując to w dużym skrócie) do rozpadu Rady Uchodźstwa Polskiego w Szwecji na RUP i Federację Uchodźstwa Polskiego FUP. Siedzibą RUP-u był OPON, a FUP-u wpierw lokal Polskiego Związku b. Więźniów Politycznych, a później własny Dom Polski w Nacka. W czasie ofensywy konsulatu, Federacja reaktywowała „Polską szkółkę” sobotnią, którą prowadził Polski Komitet Pomocy i drugą po OPON-ie, polską bibliotekę i czytelnię oraz założyła nowe pismo polityczne i wydawnictwo.

Był to okres ożywienia politycznego w Polsce, co naturalnie rzutowało na działalność organizacji niepodległościowych. Do Sztokholmu najczęściej na zaproszenie Towarzystwa Przyjaciół „Kultury” (paryskiej) przybywali liczni prelegenci z Londynu, Monachium, Paryża, Rzymu czy Nowego Jorku. W czasach późniejszych, po powstaniu KOR-u, przybywali także z Warszawy bądź Krakowa. „Ogniwo” też nie próżnowało. Integrowało kogo się dało z Peerelem. W obliczu coraz częstszych wizyt notabli z PRL-u, i to coraz wyższych szczebli, potrzeba było zaprzyjaźnionych Rodaków do witania gości. Potrzebne były także dzieci w strojach ludowych do wręczania kwiatów na lotnisku.

Notabene po wizycie premiera Jaroszewicza, która to wizyta poprzedziła „królewską” wizytę państwa Gierków w Szwecji, Jaroszewicz osobiście kazał posłać skrzynię ze strojami dla „Ogniwa”. Złośliwy los sprawił, że skrzynię tę omyłkowo załadowano na statek do Australii i stroje nie zdążyły do Sztokholmu przed tą najważniejszą wizytą. Ale o wizycie Gierka innym razem.

W sumie rozpad emigracji spowodował rywalizację w działalności patriotycznej, a dywersyjna działalność konsulatu, dodała jeszcze motywacji do tej działalności.

Wszystko to przypomniało mi się z okazji dość hucznie obchodzonej w czerwcu 2004 roku 30-tej rocznicy Szkoły Polskiej przy Ambasadzie RP i programu TV Polonia z cyklu „Tam gdzie jesteśmy – Dom Polski w …”. Tym razem miał to być Dom Polski w Sztokholmie. W intencji autorów audycji, „Dom Polski” to przenośnia. To po prostu polskie środowisko np: w St. Petersburgu tzn. Rosji, Budapeszcie tzn. na Węgrzech, czy gdzie indziej. W przypadku Sztokholmu oznaczało to Szwecję. A ten szwedzki „Dom Polski” w reportażu telewizyjnym, składał się z lokalu „Ogniwa” i pikniku jednej z drużyn harcerskich.

Z lokalu „Ogniwa” transmitowano koncert poświęcony Warszawie. Program przerywały wywiady z założycielami i działaczami „Ogniwa”. Założyciele podkreślali życzliwość placówek dyplomatycznych w okresie tworzenia organizacji, a samą rozmowę nagrano w bibliotece ,,Ogniwa” na tle roczników „Kultury” paryskiej! Użycie jako tła roczników „Kultury”, która do upadku PRL nie miała wstępu do czytelni „Ogniwa” (podobnie jak inne wydawnictwa niepodległościowe), należy uznać za kamuflaż w wyjątkowo złym guście.

Bo przecież tak naprawdę „Dom Polski” w Szwecji to chyba trochę więcej: to polskie organizacje starsze o kilkadziesiąt lat od „Ogniwa”; to polskie biblioteki niepodległościowe; to polskie domy i kluby mające wtedy ponad 60-letnią tradycję! Pozostanie tajemnicą ekipy TV Polonia, dlaczego tego wszystkiego nie zauważyła.

Ludomir Garczyński-Gąssowski

Lämna ett svar