ANNA WIŚNIEWSKA: Spotkanie z królową

Tata był już trochę znużony po godzinie zwiedzania części poświęconej dynastii Wazów, więc zanim przeszliśmy do drugiego skrzydła obecnej dynastii Bernardottich przysiedliśmy w holu dla odpoczynku. Nagle posłyszałam odgłos syren. Przez okno zobaczyliśmy sznur czarnych limuzyn podążających w kierunku parlamentu. Nawet gdybyśmy bardzo się śpieszyli nie zdążylibyśmy pomachać chorągiewką królewskiej parze. Tata był niepocieszony.

– Spróbujmy zobaczyć ich, jak będą wyjeżdżać z Riksdagu. Nie zostaną przecież na całej, wielogodzinnej sesji – próbowałam go pocieszyć.

– Mam propozycję: może skończymy zwiedzanie i powoli pójdziemy w kierunku parlamentu. Co Tata o tym myśli?

– Ty o wszystkim decydujesz. Nie ukrywam, że byłbym najszczęśliwszym człowiekiem, gdybym na własne oczy zobaczył waszego króla – uśmiechnął się przy tym tak, że nie wiedziałam, czy mówi prawdę, czy kpi ze mnie.

Zapytałam kogoś z obsługi, kiedy król wróci do zamku i dowiedziałam się, że za godzinę. Żeby wypełnić czas przeszliśmy jednak do skrzydła Bernardottich, lecz nie zwiedzaliśmy wszystkiego. Tata co chwilę nerwowo spoglądał na zegarek. Zatrzymaliśmy się jedynie w sali tronowej. Obecnie nie jest ona używana. Król jako monarcha konstytucyjny ma ograniczone prawa i na przykład akredytowanych ambasadorów przyjmuje nie tutaj, a w innym skrzydle zamkowym.

Nie chciałam pozbawiać Tatę możliwości zobaczenia króla z bliska, więc wyszliśmy wcześniej i spokojnie podążaliśmy pustą ulicą Norrbro, przez most w stronę budynków parlamentu. Nagle z daleka zaobserwowałam jakiś ruch przy bocznym wejściu parlamentu. Podjechała jedna, czarna limuzyna, za nią druga i trzecia. Ktoś wsiadł do środkowej i samochody ruszyły w naszą stronę.

– Tatusiu król wraca! – krzyknęłam i pociągnęłam go w stronę brzegu chodnika. Tata wyjął chorągiewkę i machał nią energicznie. Wychylił się i prawie wisiał nad jezdnią. Jego siwe włosy rozwiewał wiatr, oczy mu błyszczały, zielony płaszcz wojskowy i kombatancki beret zatknięty za patkę naramiennika dopełniały obrazu starego wiarusa, który kocha swego monarchę.

I stał się cud. Pierwsza limuzyna zwolniła, druga zatrzymała się i w oknie zobaczyliśmy uśmiechniętą królową Sylwię. W głębi, po jej lewej stronie siedział panujący w Szwecji król Carl XVI Gustav który przyjaźnie pomachał ręką. Tata po niemiecku zawołał:

– Es lebe das Königspaar! Niech żyje królewska para! Grüße aus dem Polnischen! Pozdrowienia z Polski!

Limuzyna obstawy jadąca za królewską stanęła i wyskoczyli z niej ogromni „goryle”, ale królowa odprawiła ich gestem ręki i … stał się drugi cud. Królowa Sylwia opuściła szybę i podała Tacie rękę do pocałowania! Nie wierzyłam własnym oczom! Tata swoim uśmiechem Casanovy „uwiódł” królową! Zamiast krótkiego pocałunku ujął jej dłoń w obie ręce i patrząc królowej głęboko w oczy „smakował” tę chwilę. Trwało to zaledwie kilka sekund, do momentu, gdy jeden z goryli zrobił krok w stronę Taty. Król dał ręką uspokajający znak, królowa z czarującym uśmiechem cofnęła dłoń i limuzyna ruszyła.

Stałam jak sparaliżowana, nawet nie pomyślałam o tym, by zrobić zdjęcie. Wiedziałam, że królewska para nie unika kontaktów z „ludem”, ale aż takie spoufalenie? Tata wesoły jak młodzieniec promieniał. – Co on miał w tych oczach, że tak działał na kobiety? Bo zapomniałam dodać, że królowa nie miała nic przeciwko temu, by Tata całował ją nieco dłużej…

– Jaka szkoda, że nie miałem polskiej chorągiewki, dałbym jej na pamiątkę – powiedział z żalem w głosie. Komentował to spotkanie następująco:

– Król Karol XVI Gustaw myślał pewnie, że jestem jego entuzjastą, emerytowanym wojskowym i przez zwolnienie limuzyny chciał mi okazać szacunek.

– Może – rzekłam zastanawiając się w myśli, skąd Tata tak dobrze znał „numerację” królewską. Pewnie poczytał o Szwecji przed przyjazdem albo rzeczywiście był aż takim rojalistą?

– Zachodzę w głowę, dlaczego samochód się zatrzymał i królowa dała Tacie rękę do pocałowania? – powiedziałam.

Na co mój Tata wyprostował się i tylko dumnie uśmiechnął się pod wąsem. Miał z tej ekscytacji wypieki na twarzy. Nie zwiedzaliśmy już nic więcej tego dnia, nie chciałam psuć „królewskiego” efektu. (…)

Po obiedzie poszedł do siebie by uciąć małą drzemkę, a ja dopiero wtedy myjąc talerze opowiedziałam mężowi całe wydarzenie. Nie uwierzył mi.

– Królowa musiała pomylić Tatę z kimś jej znanym, albo… zmyśliliście to wszystko – powiedział z drwiną.

– Zaraz dowiemy się prawdy– powiedziałam zła, że mi nie wierzy. – Emma nam wyjaśni zachowanie królowej.

Dobrze, że przy Tacie nie poruszyłam tematu spotkania z królową Sylwią. Dopiero by się zdenerwował!, pomyślałam rozżalona,

Zadzwoniłam do Emmy i nastawiłam telefon na głośny odbiór, by ten niedowiarek mógł ją słyszeć. Opowiedziałam jej dzisiejsze zdarzenie. Wcale nie była zdziwiona.

– To odwieczny szwedzki zwyczaj, że panujący „bratają się z tłumem” – powiedziała. Wywodzi się od XIII wiecznej „Ericsgatan” czyli wprowadzonego przez króla Erika obowiązku odbycia przez władców Szwecji podróży po swoim kraju. Do dziś każdy panujący król musi ją przynajmniej raz w życiu odbyć. Ma poznać swój lud, spotkać wojewodów i dać możliwość, by naród mógł bliżej poznać swego króla. Na paradach królewskich królowa często zatrzymuje się i chwilę rozmawia z ludźmi, a król ściska im dłonie. Wprawdzie to zbratanie się z ludem po ostatnich incydentach niestety nie jest tak popularne ze względu na bezpieczeństwo, ale w wyjątkowych wypadkach wciąż jeszcze jest praktykowane. Jak choćby spotkanie z Janem Podgórskim. (Domyśliłam się, że pewnie miała na myśli ekscesy chuligańskie antyrojalistów).

– Emma, ja to rozumiem – ten objazd zwany Eriksgatan- powiedział mój niedowiarek- ale dlaczego królowa podała memu teściowi rękę? Dlaczego jej nie wyrwała, gdy całował ją tak solennie?

– To proste. Ja ją rozumiem. Jan ma niesamowity czar… Jest taki niedzisiejszy. Król mógł być nawet o niego zazdrosny. Królowa Sylwia jest pół Niemką, a pół Brazylijką, zna doskonale język niemiecki i pewnie zachwyciła się starszym panem pozdrawiającym królewską parę po niemiecku. To wspaniała historia, moje przyjaciółki ucieszą się, gdy im to opowiem.

Królowa ma klasę!

Anna Wiśniewska

Lämna ett svar