Jak Urban skłócił emigrację polską w Szwecji

12 stycznia 1987 roku Papież Jan Paweł II przyjął w Rzymie na audiencji gen. Wojciecha Jaruzelskiego. 6 maja 1987 roku Sejm PRL uchwalił ustawę o „konsultacjach społecznych i referendum”. Między jednym a drugim zdarzeniem, w Sztokholmie doszło do skandalu, który na długo skłócił emigrację.

8 kwietnia 1987 roku, a więc w czasach prześladowania opozycji w Polsce, grupa działaczy reprezentująca środowiska niepodległościowe, wzięła udział w spotkaniu z przebywającym w Szwecji, ówczesnym rzecznikiem rządu PRL, Jerzym Urbanem w siedzibie konsulatu PRL w Sztokholmie. Działacze ci, jak zgodnie oceniła ich większość emigracji niepodległościowej, „dopuścili się świadomego i oczywistego przekroczenia zasad obowiązujących członków organizacji niepodległościowych na obczyźnie”.

Sprawa była głośna i znamienna. Spowodowała jeden z najgłębszych kryzysów politycznych wśród tej części emigracji, która wyraźnie formułowała swoje stanowisko wobec reżimu w Polsce. A wszystko w chwili, gdy zawiązywały się struktury nowopowstałego Kongresu Polaków w Szwecji.

Kongres powstał w 1982 roku dzięki inicjatywie luźno związanych ze sobą osób, które dążyły do porozumienia między największymi polskimi or-ganizacjami federacyjnymi (Radą Uchodźstwa Polskiego w Szwecji i Federacją Uchodźstwa Polskiego w Szwecji) oraz do stworzenia jednego, wspólnego ”parasola”, w ramach którego polski głos w Szwecji miał być słyszalny. Grupa inicjatorów, w skład której weszli m.in. działacze nie związani z żadną z organizacji, a także później działacze Solidarności, stworzyli organizację o nazwie „Kongres Polaków w Szwecji – Oddział Sztokholm”, która stała się członkiem Kongresu. Na jego czele stanął dentysta dr Jan Zuchowski.

Pierwsze lata istnienia Kongresu obfitowały w spory polityczne a nade wszystko personalne. Prezes Zuchowski miał bowiem wielkie ambicje polityczne, starał się również o stworzenie Europejskiego Kongresu Polonii, który miał stać się przeciwwagą dla silnego Kongresu Polonii Amerykańskiej. Te aspiracje nie wszystkim podobały się, a atmosfera tamtych lat (ciągłego podejrzewania wszystkich o współpracę z władzami reżimowymi) nie sprzyjała takim pomysłom.

Oddział Sztokholmski Kongresu, na którego działalność zdecydowany wpływ miał Jan Zuchowski, prowadził własną politykę, która często nie znajdywała zrozumienia wśród starszego pokolenia emigracyjnego. Kulminacja konfliktu nastąpiła właśnie podczas wizyty Jerzego Urbana w Sztokholmie. 5 kwietnia 1987 roku zarząd Sztokholmskiego Oddziału Kongresu Polaków w Szwecji, na swoim prawomocnym zebraniu, powziął uchwałę, by wysłać delegację na spotkanie z Urbanem „i postawić 5-6 pytań politycznych pod warunkiem nakręcenia filmu wideo z całości uroczystości”. Na spotkanie to w Konsulacie PRL poszli prezes Kongresu dr Jan Zuchowski, Zbigniew Kozicki i Bogusław Rzewuski – członkowie zarządu.

Na reakcje nie trzeba było długo czekać. Artykuł Marka Bieruta w „Życiu Warszawy” (10.04.1987) zatytułowany był: „Kontrowersyjnie, ale z myślą o współpracy – Spotkanie Jerzego Urbana ze szwedzką Polonią”.

Na spotkanie z rzecznikiem prasowym rządu przybyło do tutejszego konsulatu PRL ponad 100 osób; przedstawicieli zarówno organizacji polonijnych jak i środowisk emigracji politycznej. Wśród uczestników tego swoistego forum politycznego znaleźli się m.in. reprezentanci Centralnego Związku Organizacji Polonijnych, Kongresu Polaków w Szwecji, Polskiego Towarzystwa Kulturalnego. /…/ Interesowano się postępami procesu demokratyzacji w Polsce, skutecznością działania nowych w naszym systemie instytucji politycznych, zasięgiem społecznego poparcia dla proponowanych przez rząd rozwiązań”.

Tego samego dnia w „Trybunie Ludu” ukazała się korespondencja skandynawskiego korespondenta PAP, będąca zapisem rozmowy dziennikarza z Jerzym Urbanem. Rzecznik rządu mówił:

Konsul generalny PRL w Sztokholmie, dr Witold Rybczyński urządził mi spotkanie z tutejszą Polonią. Drzwi do konsulatu były otwarte dla wszystkich, którzy zechcieli przyjść. Toteż przybyli tłumnie. Po raz pierwszy w dziejach, progi polskiego konsulatu przestąpili przywódcy emigracyjnych struktur politycznych, nawet takich ugrupowań, które w swoich statutach mają zakaz kontaktów z polskimi placówkami i ludźmi „warszawskiego reżimu”. Ci, którzy dawniej stali na ulicy i wznosili obelżywe okrzyki, starając się zatrzymać wchodzących do polskich placówek Polaków, zniechęcić ich do udziału w organizowanych tam imprezach, siedzieli w sali konsulatu i zadawali poważne pytania i uzyskiwali poważne odpowiedzi. Przybyli zarówno emigranci z 1968 roku jak i „postsolidarnościowi”, jest to niewątpliwie znak czasu. Główne ugrupowanie emigracyjne, prowadzące zajadłą walkę z naszym krajem, poprosiło o prawo zainstalowania kamery telewizyjnej i reflektorów. Nagrywali to co mówiłem, dla swego użytku. /…/ Potem przy lampce wina, miałem okazję rozmawiać kolejno z przedstawicielami organizacji polonijnych z różnych stron Szwecji”.

A więc stało się to, czego wszyscy się obawiali. Wizyta przedstawicieli Kongresu w konsulacie została wykorzystana przez propagandę PRL, jako wyraz poparcia dla polityki prowadzonej przez gen. Jaruzelskiego. Odpowiedź środowisk emigracji niepodległościowej w Szwecji była natychmiastowa. W oświadczeniu wydanym przez Radę Uchodźstwa Polskiego w Szwecji czytamy:

Działacze Oddziału Sztokholmskiego Kongresu Polaków w Szwecji dopuścili się świadomego i oczywistego przekroczenia zasad obowiązujących członków organizacji niepodległościowych na obczyźnie. Swym postępowaniem przynieśli ujmę opinii polskiej emigracji niepodległościowej w Szwecji oraz wyrządzili znaczne szkody wszystkim organizacjom zrzeszonym w Kongresie Polaków w Szwecji. Próby tłumaczenia mające usprawiedliwić postępowanie powyższych osób, jakoby działały zgodnie z uchwałą zarządu Oddziału Sztokholmskiego KP i w dobrej wierze, pozostają w jaskrawej sprzeczności z wcześniejszą uchwałą Kongresu Polaków w Szwecji z roku 1983 zabraniającą członkom Kongresu jakichkolwiek kontaktów z placówkami dyplomatycznymi PRL i instytucjami reżymowymi. Ponadto powszechnie wiadomo, że przynajmniej dwaj – spośród obecnych na spotkaniu z J. Urbanem – działacze Oddziału Sztokholmskiego KP, już poprzednio nawiązywali tego typu kontakty, uczestnicząc w różnych imprezach organizowanych przez konsulat PRL i inne agendy reżymowe na terenie Sztokholmu, a jeden z nich utrzymywał – podczas sprawowania przez niego funkcji kierowniczej w KP – nawet osobiste kontakty z konsulem PRL w Sztokholmie

(z „Oświadczenia RUP w Szwecji” z dn. 13 kwietnia 1987, podpisanego przez prezesa Zygmunta Stankiewicza i wiceprezes Zofię Stadfors).

Środowiska zrzeszone w RUP-ie wystąpiły z apelem do działaczy Kongresu, o usunięcie z jego szeregów Jana Zuchowskiego, Bogusława Rzewuskiego i Zbigniewa Kozickiego, a do rządu RP na Uchodźstwie o odebranie J. Zuchowskiemu poprzednio nadanego mu odznaczenia państwowego.

W Sztokholmie zawrzało. Działacze Oddziału Sztokholmskiego KP uznali ataki na swoją działalność za bezzasadne, a całą sprawę skwitowano sformułowaniem, że przeciwko ich organizacji prowadzona jest oszczercza kampania. W oświadczeniu wydanym 29 czerwca 1987 roku czytamy:

Oddział Sztokholmski KP w Szwecji na zebraniu nadzwyczajnym członków zwołanym na dzień 31 maja 1987 roku w precedensowej sprawie dotyczącej zaistniałego po raz pierwszy w historii emigracji polskiej przypadku wyierania presji na przedstawicieli/reprezentantów rządu reżymowego drogą bezpośrednią, dokonał oceny tego wydarzenia i uznał, że: 1. Idea wywierania presji politycznej na przedstawicieli rządu reżymowego, czy też reprezentantów prasy, radia i innych środków masowego przekazu tegoż rządu drogą bezpośrednią, może być skutecznym środkiem walki dla SPRAWY POLSKIEJ. Używanie tego środka walki w szczególnie ważnych, uzasadnionych sytuacjach, należy uznać za dopuszczalne, jeśli presja polityczna jest zlokalizowana na terenie neutralnym przy warunkach dokonania nagrania dźwiękowego lub telewizyjnego, jako środka zabezpieczającego jakiekolwiek wypaczenia, czy też sfałszowanie faktów”.

Dzień później Oddział Sztokholmski KP wydał obszerny komunikat adresowany do wszystkich organizacji zrzeszonych w Kongresie, w którym wyjaśniano kulisy „paszkwilanckiej” akcji przeciwko organizacji; oskarżano wszystkich o złą wolę, chęć rozbicia Kongresu, a niektórych działaczy o niemoralność.

Dyskusja przeniosła się nawet na łamy emigracyjnej prasy londyńskiej. W liście do redakcji „Na bankiecie z Urbanem” (Dziennik Polski, 1 maja 1987), Andrzej Kamiński (działacz „Solidarności” z Oxelösund), relacjonując informacje z prasy krajowej, z których wynikało, że przedstawiciele Kongresu obecni byli na przyjęciu z Urbanem, pisał:

Wydaje mi się, że ta wiadomość jest tak niepojętna w stosunkach panujących na emigracji politycznej; że wymaga odpowiedzi i zajęcia stanowiska przez zarząd Kongresu Polaków w Szwecji, jak i samego wymienionego p. J. Zuchowskiego. Czyżby jakiś NEP (Nowa Emigracyjna Polityka) polskich organizacji niepodległościowych w Szwecji?”.

Dr Zuchowski skorzystał z możliwości obrony. Do londyńskiej redakcji przesłał pismo, w którym wyjaśniał, że po zakończeniu oficjalnej części delegacja Kongresu „natychmiast opuściła lokal konsulatu, a pomawianie nas o uczestnictwo w bankiecie czy przyjęciu jest oszczerstwem”.

Wyjaśniał także, że jego

pójście na spotkanie i postawienie (jako jedyny) pytań politycznych, uważa za swój obowiązek i solidarność z żądaniami z Kraju i jako nową formę walki politycznej (…), demonstracje przed pustą ambasadą uważam za przeżytek, a listy protestacyjne za polityczną bzdurę” (Dziennik Polski, 20 czerwca 1987).

Wyjaśnienie to nie spotkało się jednak ze zrozumieniem emigracji londyńskiej. W komentarzu redakcyjnym „Dziennik Polski” napisał:

Redakcja odrzuca proponowane przez p. Zuchowskiego „nowe formy” protestów i uważa je za szkodliwe”.

W tym samym dniu, kiedy ukazał się artykuł w prasie londyńskiej, komisja rewizyjna Kongresu Polaków w Szwecji, w składzie Jan Plewako, Stefan Trzciński i Michał Bieniasz, poinformowała, że wystąpiła do Sądu Koleżeńskiego z wnioskiem o zawieszenie Oddziału Sztokholmskiego KP w prawach członka Kongresu, zaznaczając jednocześnie, że na najbliższym walnym zebraniu Delegatów Kongresu postawi wniosek o skreślenie organizacji z listy członków. Tak też się stało.

Sprawa ciągnęła się przez wiele miesięcy. Ci, którzy najgłośniej mówili o potrzebie jedności, o wspólnych wartościach, stali się sprawcami jednego z najgłębszych kryzysów, jakie szwedzka emigracja przeżyła w latach 80-tych. Dzisiaj na cały incydent można spojrzeć spokojniej, ale sprawa potwierdziła, że w drugiej połowie lat 80-tych władze PRL wykorzystywały każdą możliwość, by emigrację skłócić. Urbanowi udało się to, chociaż winę ponosi jednak nie on, a brak wyczucia czasu przez niektórych działaczy emigracyjnych. Incydent był końcem kariery organizacyjnej dr Jana Zuchowskiego, z działalności usunęli się także Bogusław Rzewuski i Zbigniew Kozicki. Dzisiaj mało kto pamięta, że w ogóle istnieli.

Artykuł ukazał się w Nowej Gazecie Polskiej w grudniu 2003 roku.

Lämna ett svar