ZYGMUNT BARCZYK: Aix-en-Provence, miasto tysiąca fontann

Plenery Lazurowego Wybrzeża i Prowansji mają wręcz metaforyczna nośność wyrażania tego, co idylliczne. Jest w tym też tęsknota za beztroskim, szczęśliwym życiem z jakim kojarzyć się mogą Monte Carlo, Cannes, St. Tropez.

Prowansja, a zwłaszcza jej zachodnia część, kojarzona jest z kolei z urokliwymi miasteczkami, malarskimi pejzażami, zapachem lawendy, specyficznym światłem, dzięki któremu wszystko staje się radośniejsze. Nawet jeśli miejskie perełki Prowansji niekoniecznie znane są wszystkim amatorom dolce vita w miastach  na Lazurowym Wybrzeżu to i tak mają swoich admiratorów. Myślę głównie o artystycznej bohemie z różnych krajów, od lat znajdujących swa przystań w Prowansji i w sąsiedniej, podobnej charakterem, Langwedocji. Wystarczy ujrzeć zjawiskowe village perché: Roussillon w kolorze ochry, Gordes i Bonnieux, usadowione na wzgórzach, czy moje ulubione miasteczka- szkatułki: Saint-Rémy-de-Provence i  Uzès, by bez ociągania dać sie pochwycić czarowi południa Francji.

Jest w tej kolekcji perła szczególna, moja prowansalska poziomka, miasto skrojone z szykiem: stolica prowincji: Aix en Provence. Od czasu przyłączenia Prowansji do Korony Francuskiej w 1487 aż po czasy Rewolucji była siedzibą lokalnego parlamentu. Przez wieki dobrze sie miastu powodziło, rosło też jego znaczenie jako ośrodka sztuki i nauki. Jeśli odległa o zaledwie 30 km Marsylia jest dziś jednym z najbiedniejszych miast francuskich, to o wiele mniejsze Aix jest jednym z najbogatszych. Pyszni się renomą zadbanego miasta i to mimo sporej rzeszy żaków studiujących na trzech miejscowych  uczelniach i w licznych szkołach nauki francuskiego dla obcokrajowców.

Śródmieście Aix tworzą: średniowieczna starówka, wyznaczona chaotycznie splatanymi wąskimi uliczkami i przylegająca doń dzielnica Mazarin, złożona z XVII i XVIII wiecznych okazałych mieszczańskich kamienic i rezydencji. Aix to wymarzony poligon dla szlifibruków. W 20 minut da się dojść wszędzie uliczkami wyłączonymi z ruchu. Co raz wpada się na zgrabny placyk i napotyka stylowo uformowaną fontannę. Jesteśmy, bądź co bądź, w miejscu nazywanym Miastem Tysiąca Fontann. Wąskie, kręte uliczki, liczne placyki, w dzień są naturalnym miejscem spotkań sąsiadów. Wieczorami, zapełniane rzędami stolików, zamieniają się w gwarne restauracje na wolnym powietrzu. Chodząc tamtędy ma się wrażenie, że wszyscy wszystkich znają. Miasto ożywia się szczególnie we wtorki, środy i soboty, są to bowiem dni targowe. Reprezentacyjne place zamieniają się w swoiste ogrody kwietne i warzywne. Wokół stragany z ubraniami i gadżetami w stylu vintage, kramy z archiwaliami.

Aix szczyci się szeroką platanową promenadą. To Le Cours Mirabeau. Ta, przecinająca starówkę, licząca 440 m długości aleja, gęsto wyłożona platanami tworzącymi swoisty zielony tunel, uważana jest za jedną z najpiękniejszych w Europie. Jej początek zaznacza posągowa fontanna przy wielkim rondzie, kolejne  fontanny, (w tym jedna z ciepłą wodą) znaczą jej szlak aż po Plac Forbin. Po słonecznej stronie Alei znajdują sie butiki i kawiarnie, po przeciwnej, siedziby banków i firm.

Przechadzamy się z E. po Aix ciepłym jesiennym dniem, zbaczamy szybko z pełnej znaków snobizmu Alei, by ulicą 4 Septembre podejść do ślicznej fontanny Czterech Delfinów na placu o tej samej nazwie. Skręcamy następnie w Rue Mistral, która przechodzi w Rue Fabrot, tam przecinamy słynną aleję ponownie, by podążyć ku ciasnej zabudowie najstarszej części miasta. Mijamy kolejne placyki, włóczymy się wąskimi uliczkami, rozchodzącymi się we wszystkich kierunkach, patrzymy na dorodne donice z barwnym kwieciem, wystawione przed pastelowymi fasadami kamienic, słuchamy szumu wody z fontann, mijamy tubylców skłonnych do małej pogawędki. Odczuwamy błogostan wałęsania się bez planu, z dala od przewodnikowych symboli statusu miasta.

Aix lansuje siebie jako miasto Paula Cézanne.  Żyjący tam niemal całe swoje życie, zanurzony w impresjonizmie prekursor kubizmu, uważany dziś za geniusza i autora przełomu w malarstwie artysta, do końca swego życia ( zmarł w 1906 roku) pozostał twórcą nieznanym. Dziś jego zadaniem jest reklama miasta wśród turystów. Opracowano trasę jego szlakiem, znaczoną do niedawna mosiężnymi ćwiekami z napisem: Cézanne w płytach chodnikowych. Można zobaczyć gdzie pobierał nauki wraz ze swoim przyjacielem Emilem Zolą. Można zajrzeć do jego atelier, w którym powstało mnóstwo prac, jako że latami malował motywy z okolic Aix. Turysta, zachęcony wskazówkami przewodnika, udać sie może do leżącej  na Le Cours Mirabeau restauracji Le Deux Garçons, gdzie Cézanne chadzał regularnie. Bywali tam później i inni artyści: Albert Camus, Ernest Hemingway, Pablo Picasso.

Jedziemy parę kilometrów za miasto, by dotrzeć do obozowiska Cézanne przy  wapiennym grzbiecie Montagne Sainte-Victoire ( Górze Św.Wiktorii), którą malował wielokrotnie, w rożnych warunkach pogodowych. Lubił, jak sam mówił, studiować jej formę w zmieniających się wraz z porą roku barwach roślinnego poszycia. Długie pobyty w prymitywnych  warunkach zniszczyły w końcu jego zdrowie. O determinacji i geniuszu Cézanne zaświadcza 44 obrazów olejnych i 43 akwarele z portretami Montagne Sainte-Victoire. Swoimi obrazami wpisał ową górę w pejzaż Aix. Pamięć formy miasta, zmieszanej z formą wyczarowaną obrazami Cézanne, tworzy moje własne impresje z Aix; już jako miasta śnionego.

Zygmunt Barczyk

Lämna ett svar