WYWIADY: Hej, Jola się budzi

Jolanta Borusiewicz. Wokalistka o silnym głosie w kontraście z drobną, dziewczęcą sylwetką. Szczyt kariery w końcu lat 60-tych. Trzy nagrody na Międzynarodowym Festiwalu w Soczi, nagroda w Rostoku, Opolu, Specjalna nagroda ZAKRu za interpretacje piosenki Hej, dzień się budzi, Sopot, Coupe musicale d’Europe w Innsbrucku.

Występowała w teatrze Wagabunda, z którym odbyła liczne tourné zagraniczne. Występowała z wybitnymi muzykami polskiego jazzu: z Muniakiem, Nahornym, Urbaniakiem. Jej występy telewizyjne, sukcesy na telewizyjnych giełdach piosenki, jak udział w popularnym programie telewizyjnym Spotkanie z Balladą z Jerzym Stuhrem, stwarzały jej coraz to większe pole do popisu i możliwości do tak różnorodnego repertuaru z jakim Jola zawsze zdobywała uznanie krytyków i publiczności.

I oto w momencie, kiedy znajdowała się już wśród najlepszych, najpopularniejszych, Jolanta Borusiewicz rozpoczyna studia na Uniwersytecie Jagiellońskim i wycofuje się z czynnej działalności piosenkarskiej. Po skończonych studiach już jako magister pedagog pod nazwiskiem Widegren, jako że wyszła za mąż za Szweda, robi karierę, ale tym razem pedagogiczną – w Szwecji.

Jednak ”stare ciągoty” do śpiewania i muzyki wzrastały z latami. Po raz pierwszy w 1995 r. wystąpiła przed publicznością sztokholmską. Współpracuje od lat z Leszkiem Jarmułą, gitarzystą, kompozytorem i aranżerem. Mieszka w Sztokholmie.

 

Co się działo z Jolą Borusiewicz przez ostatnie lata?

Trzy lata temu zaangażowałam się w pomoc przy organizowaniu międzynarodowych warsztatów piosenkarskich poszukując młode talenty w Szwecji. Wówczas na festiwalu Malwy, Szwecję reprezentowała 19-letnia Sandra Jasińska. Tuż po tym, niestety, odezwała się moja stara kontuzja, miałam operowane ścięgno, co mnie unieruchomiła na bardzo długi czas. Ale jestem osobą, która się nie poddaje. W takich sytuacjach czuję dodatkowy przypływ energii. Zaczęłam między innymi pisać wiersze…

Poetycka terapia?

Te wiersze nachodzą mnie nocami, gdy nie mogę zasnąć, kiedy zastanawiam się co będzie dalej z moim życiem… I tak mnie męczą do rana. Piszę je najczęściej pod kołdrą. Rano to przepisuję. Tak się już uzbierało ponad 200 wierszy.

Część poznaliśmy podczas spotkania z Tobą w konsulacie w Sztokholmie…

Było to spotkanie zatytułowane „Jola jakiej nie znacie”. Ale ja już pisałam wiersze wcześniej, kiedy byłam w gimnazjum. Wygrywałam również jakieś nagrody na konkursach dla młodzieży. Dla mnie pisanie wierszy to kanalizowanie własnych myśli: dość dużo smutków, samokrytyki, ale i radości, dużo o naturze. Ale oczywiście potrzeba pisania wzmaga się, gdy czuję się słabsza, tak jak wówczas gdy przez chorobę uzależniona byłam od innych osób.

Czy te wiersze służyły ci jako teksty piosenek?

Nie, piosenki tworzy się inaczej. One są związane z muzyką. Ja nigdy nie piszę osobno tekstu i osobno muzyki, to musi być razem.

Czyli „nowa twarz Joli Borusiewicz” to smutna poezja, a „stara twarz” to dalszy ciąg dokonań wokalnych….

Coś koło tego… Ale ta „nowa twarz” to raczej ma związek z tym, że ja po prostu odważyłam się pokazać moje wiersze publicznie.

Najpierw kariera w Polsce, później przyjechałaś do Szwecji, było o tobie przez długi czas cicho. Wiele temu znowu mieliśmy okazję podziwiać cię na scenie, później znowu było cicho. Czy czeka nas comeback Joli Borusiewicz?

Tsunami!!! Po pierwsze, mam z czym wyjść, po drugie mam siłę wyjść, a po trzecie mam olbrzymią chęć wyjść do publiczności…

Czym różnisz się muzycznie od swojego poprzedniego artystycznego wcielenia?

Myślę, że przede wszystkim jestem bardziej dojrzała i śmiała. Ale rytmicznie to ciągle jestem ta sama: inspiruje mnie jazz, blues…

Już pod koniec lat 60-tych recenzenci zwracali uwagę na Twoją oryginalność…

Gdy słucham i patrzę dzisiaj na nagrania z 1969 roku z festiwalu w Opolu to sama dochodzę do przekonania, że wyróżniałam się wówczas spośród innych wykonawców….

Dzisiaj jest łatwiej zadebiutować?

Kiedyś mieliśmy komunizm, to nie pomagało. Nie było takiej ilości mediów. Dzisiaj jednak trzeba być gotowym produktem bardzo szybko i nie ma się czasu znaleźć własnego wizerunku. Wszystko jest do siebie podobne. Na szczęście nie słucham zbyt dużo polskich zespołów i wykonawców, bo pewnie bym się popłakała…

A jak powiem Doda, to jak reagujesz?

Co doda?

Nie „co doda”, ale Doda…

Aaa… Doda… Wolę nie odpowiadać.

Dlaczego?

….

Czy to talent czy efekt reklamy medialnej?

Chyba bardziej produkt medialny… W Stanach Zjednoczonych można zostać gwiazdą w ciągu paru godzin. To jest symptom naszych czasów.

Czyli kiedyś było lepiej?

Inaczej. Kiedyś polska piosenka stała na bardzo wysokim poziomie. Było nas niewielu, ale poziom był wysoki. Mnie na początku pomogła Marysia Koterbska. Kiedyś zobaczyła mnie na scenie, powiedziała o mnie szefowi „Wagabundy” i tak się zaczęło. Uczyłam się przy boku Kobieli i wielu innych gwiazd filmu i estrady.

Bo kiedyś mentorami byli inni znani wykonawcy, a dzisiaj jest nim producent telewizyjny, który kieruje się innymi aspektami niż talent…?

Być może. Może dlatego czuję się dobrze w roli mentora.

W jakiej roli czujesz się najlepiej? Piosenkarki, poetki, pedagoga, mentora…?

Ja jestem poszukiwaczką. Szukam dla siebie i dla innych nowych dróg. Które zawsze prowadzą do jakiegoś celu. To jest moja największa rola. Szukanie.

 

Rozmawiał: Tadeusz Nowakowski

Wywiad publikowany był w Nowej Gazecie Polskiej w 2011 roku.

Lämna ett svar