ZYGMUNT BARCZYK: Patia Kordoby

Aglomeracja prywatnych rajów, miasto o największym zagęszczeniu okwieconych dziedzińców na kilometr kwadratowy. Patios cordobeses znakiem tego miasta. Taka jest Kordoba.

Koncepcja patia stawia na piękne, otoczone sypialniami i bawialniami miejsce, będące wewnętrznym dziedzińcem domu. Ceglane łuki, zdobne kafelki, krzewy, drzewka pomarańczowe i jaśminowe, liczne donice z pelargoniami i goździkami, odcinającymi się wielobarwnością od nieskazitelnej bieli muru, tworzą ściśle zaprojektowane zacisze na prawach prywatnego ogrodu rozkoszy.

Obecność zdobnych dziedzińców domowych wyrażała znaczenie, styl i bogactwo miasta, które po ogłoszeniu przez Abd ar-Rahmana III w 929 roku kraju Al-Andalus niezależnym od Bagdadu kalifatem, stało się największym w skali europejskiej ośrodkiem nauki, kultury i sztuki.  Mimo gęstej zabudowy, dzięki systemowi sztucznego nawadniania zieleni, przypominała Kordoba wielki ogród. W szczytowym okresie rozwoju liczyła około miliona mieszkańców, mieściła 300 meczetów, 300 publicznych łaźni, 20 publicznych bibliotek, 17 wyższych szkół. Była kluczowym ośrodkiem myśli ze słynną biblioteką Al-Hakama, pomieszczającą ponad 400 tysięcy manuskryptów. Współistniały tam pokojowo trzy cywilizacje: islamu, chrześcijaństwa i judaizmu.

Dzisiaj, dawną świetność miasta symbolizują: muzułmańska świątynia La Mezquita i chrześcijański Alkazar. La Mezqita to cudo architektonicznej harmonii, z ogromną salą modłów, którą wypełnia las połączonych podwójnymi podkowiastymi łukami kolumn rozmieszczonych w równych odstępach na dużej przestrzeni (850 sztuk!). Wewnętrzne konflikty muzułmanów, jak i napór katolickich władców Hiszpanii, doprowadziły z czasem do rozpadu wielkiego kalifatu i przejęcia miasta przez chrześcijan. W XIII wieku wbito w salę modłów Mezquity katolicką katedrę (choć, w interpretacji autorów, miała wyrastać z wnętrza muzułmańskiej świątyni). Kiedy w 1526 cesarz Karol V przybył tutaj był wstrząśnięty tym widokiem. Podobno powiedział: „zniszczyliście coś, co było jedyne w swoim rodzaju i postawiliście coś, co można zobaczyć wszędzie”.

Katolicką potęgę miasta podkreśla, położony nad rzeka Gwadalkiwir, alkazar królów chrześcijańskich (Alcázar de los Reyes Cristianos). Z zewnątrz nie wyróżnia się niczym specjalnym, tym bardziej zaskakuje pięknem skrywanym wewnątrz obronnych murów. Rajskie krajobrazy dziedzińców i ogrodów z niezliczoną ilością egzotycznych drzew, krzewów oraz kwiatów znamionują Eden potężny. Motyw konceptu był prosty: miało być bardziej imponująco, niż w czasach Kalifatu.

Kordoba i dziś jest miastem fontan, ogrodów, zdobnych dziedzińców, będących artystycznym odniesieniem do idei raju. Samo miasto jest po prostu piękne, choć nie odznacza się imponującą sylwetą ni wyjątkową kompozycją urbanistycznej całości; z wyjątkiem żydowskiej Juderii, olśniewającego miasta, jakby wyjętego ze snu pejzażysty. Przyjemnie jest się poszwendać wzdłuż białych domów z żółtymi i brązowymi lampasami, zagubić się w plątaninie uliczek. Jeśli zbłądzić, to w Kordobie.

Lubię w w tym mieście najbardziej to, co czyni je rajskim, przywołuję zatem wspomniane wcześniej patia. Stanowią o pieczołowicie chronionej tam tradycji „uprawy piękna” w warunkach domowych. W tradycji muzułmańskiej ukryte były przed niepowołanym okiem, w czasach nowożytnych coraz chętniej uchylając przechodniowi tajemnicy ozdobnego podwórca. Istniały już przed epoką Kalifatu. Za rzymskich czasów przyjmowały formę atrium w środkowej części domu. Dopiero jednak Maurowie uczynili patio ozdobną, ale i użyteczną, częścią swego domostwa. W Kalifacie Kordoby było ono oazą, przedmiotem dumy, ale i ogrodem warzywnym i sadem.

Kiedy Maurowie wraz żydami wypchnięci zostali z Kordoby, tradycja ogrodu i oazy przeżyła głównie w klasztornych wirydarzach. Dopiero w XVIII wieku zamożne stany Kordoby zaczęły na powrót dbać o wystrój domowego dziedzińca, przywracając blask idei patia. Stylizacja stała się teraz bardziej zróżnicowana, fontanny, dekoratywne łuki , marmurowe posadzki, egzotyczne rośliny,  miały podkreślać status rodziny. Łatwiej zatem można było dekoracyjne patio podejrzeć z ulicy.

Jest w Kordobie jeszcze coś, czego nie warto przegapić. To Palacio Viana, zgrupowanie 12 dziedzińców – ogrodów, będących ekspresją różnych idei patia. Stanowi swoistą księgę kordobiańskiego Edenu, ozdobną broszę na tkance i tak bardzo  rozkwieconego miasta.

Turysta, znerwicowany programem wycieczki i pospieszany przez przewodnika, nie zobaczy w Kordobie tego, co niespieszny przechodzień, który szlifując bruk, co krok natrafi na kwietne aranżacje dziedzińca, ukazujące się przez bramę domostwa. To miasto jest rajem dla miłośników wojeryzmu. I nie ma się czego wstydzić, skoro podglądactwo można dowartościować wezbranym nagle zainteresowaniem sztuką.

Zygmunt Barczyk

Lämna ett svar