Szwedzkie amulety. Przesądy, czy naiwność ludzka

Wiele dziwnych sytuacji z historii naszego narodu, w dzisiejszych czasach wydawałoby się normalnymi. W czasach zaś, gdy wierzono w upiory i strzygi, zdarzenia te były zgoła czarodziejskie.

Szwedzkie bransolety. Pamiętać należy, że jednym z największych wodzów polskich chorągwi rycerskich w siedemnastym wieku, był Stanisław Żółkiewski. On to w 1610 roku, zgromił pod Kłuszynem oddziały kozackie, które niosły zagrożenie dla Polski i całego narodu. Ponieważ nie był on jedynym dzieckiem właścicieli Żółkwi, a rodzice jego mieli na głowie jeszcze kilkoro starszych dzieci, zatem wynajęli do opieki nad małym Stasiem piastunkę. Była to młoda, prosta dziewczyna, która na prawej ręce miała srebrne bransolety wykonywane na wzór szwedzki. A posiadały one zdobienia takie jakie nosili królowie północy oraz Wikingowie. Pewnego razu, gdy dziewka ta nosiła małego Stanisława po polach, zobaczyła nagle ogromnego ptaka, który to patrzył się na nią i przerażająco skrzeczał. Dziewczyna wielce się obawiała tego ptaszyska, więc porzuciła małego Stasia w szczerym polu, a sama uciekła do rodzinnej chaty. Porzucone dziecko płakało, ponieważ skwarne południe spiekało jego drobną osóbkę. Leżało ono bowiem na środku pola, na którym nie rósł nawet najmniejszy krzew, który by mógł rzucać cień. Ogromne ptaszysko, widząc bezradne dziecko, rozpostarło nad nim swe skrzydła i tym sposobem zapewniło Stanisławowi zacienienie. Ludzie widząc tak niebywałe zjawisko, od razu zrozumieli, że Staś będzie kimś wyjątkowym. Podobno piastunka wpajała dziecku odwagę i bohaterstwo, jakim cechowały się wojska północne. A także uczyła go władać bronią białą. Pozwalała ona nosić Stasiowi swe szwedzkie precjoza, które przyniosły mu z czasem chwałę i cześć całego narodu. Chyba niesłusznie nazywano ją czarownicą ze Szwecji, ale tego już nie zmieni polska historia.

Złote łańcuchy. Pewnego razu w dzisiejszym województwie świętokrzyskim mieszkała piękna, ale nierozsądna hrabianka Klarysa Opatkowska. Nie interesowało ją ani gospodarstwo, ani pobieranie nauk. Jej jedynym zajęciem było organizowanie zabaw w dworku rodziców, albo też sama wyjeżdżała na bale poza rodzinną miejscowość. Pewnego razu, gdy nad ranem wróciła z balu sobotniego zauważyła, że jej nogi krwawią i są opuchnięte, domyśliła się szybko dziewczyna, że dolegliwości tej nabawiła się od nadmiernych pląsów, w zaciasnych trzewiczkach. Poszła zatem Klaryska do swojej niani, która przybyła do Polski ze szwedzkim wojskiem jako markietanka. Ta zaleciła Klrysie obmycie stóp w serwatce z mleka zsiadłego, do którego wrzuciła swój złoty łańcuszek z wygrawerowanym młotem Tora, przynoszącym szczęście Wikingom. Gdy nogi Klarysy wyzdrowiały, nosiła ona złoty szwedzki talizman, który podobno odstraszał skutecznie każde złe licho.

Szwedzkie talizmany na Wawelu. Gdy Zygmunt Stary Jagiellon, pojął za żonę włoską Księżniczkę Bonę z dynastii Sforzów, miał on już z poprzedniego małżeństwa kilkoro dzieci. Każdy ze świty królewskiej bał się nowej pani na Wawelu, a szczególnie pełne obaw były dzieci króla Jagiellona. A była wówczas na dworze królewskim pewna rajfurka, czyli dama do towarzystwa o imieniu Adela. Przybyła ona do Polski ze Szwecji, wraz ze swoim bratem pastorem Johanesem Burthem. Gdy Johanes wrócił do kraju, ona pozostała na Wawelu woląc łagodniejszy polski klimat. Ona to ufała wszelkim wróżbom i przepowiedniom. Posiadała w swoim mieszku z pieniędzmi odlaną miniaturkę armatki z zamku kalmarskiego, która jak wierzyła Adela, przynosi szczęście. Dzięki tej armatce, ułożyły się pomyślnie jej stosunki z królową Boną.  A z czasem była ona nawet powiernicą królewską

Ewa Michałowska-Walkiewicz

Lämna ett svar