Trochę za słodko

Szwecja – kraj dziwny, inny, ale sympatyczny. I odkrywany na nowo. Każda fala emigracyjna (tym razem i ta ekonomiczna i ta młoda-studiująca) musi sobie tę Szwecję przyswoić we własny sposób. Tak było i jest.

”Chciałaby, oprowadzić Was po galerii utopijnych portretów jednego z najszczęśliwszych narodów Europy, w otoczeniu stereotypowych łatek i etykiet przypisywanych Szwedom, jak również pośród obrazów odbitych w krzywym zwierciadle” – pisze Natalia Kołaczek w przedmowie do książki ”I cóż, że o Szwecji”.

Szlachetne założenie, ale czy autorce udało się je zrealizować?

Zawsze przy pisaniu tego typu książek kryją się dwa niebezpieczeństwa: albo będzie za słodko, albo zbyt gorzko. Trzeba wielu umiejętności, by nie poddać się stereotypowemu myśleniu, by poza tymi obiegowymi opiniami uchwycić coś szczególnego. Kołaczek radzi sobie z tym całkiem nieźle. Zresztą… wszystko zależy do jakiego czytelnika książka dotrze. Odbiór tego rodzaju literatury jest bowiem uzależniony od potrzeb czytelnika: albo szuka poparcia dla własnych pozytywnych obserwacji, albo chce znaleźć potwierdzenie własnych doświadczeń pełnych goryczy. Kołaczek pisząca z polskiej perspektywy o Szwecji, nieuniknie więc stereotypowych szufladek.

Być może dlatego, zwłaszcza pierwsza część książki, dla kogoś kto Szwecję zna lub w niej już długo mieszka, jest nieco nużąca w swojej oczywistości. Dopiero później książka nabiera rumieńców. Bo Natalia Kołaczek świetnie ”odrobiła lekcję” wiedzy o Szwecji – opisuje rzeczy i sytuacje, na które często w codziennym życiu nie zwracamy uwagi, bądź nawet o nich nie wiemy. Sam znalazłem w książce wiele informacji, o których przez ponad 30 lat mieszkania w Szwecji nie miałem pojęcia.

Zaletą książki jest jest łatwy i zarazem elokwentny język. Czasami nawet z przymrużeniem oka. Wadą zaś właśnie ten przesłodzony obrazek Szwecji. I chociaż bardziej mi taka pełna optymizmu i pozytywnej energii forma odpowiada (można książce Kołaczek przeciwstawić dawną publikację Jacka Kubitckiego ”Szwecja od środka” – czasami bardzo gorzki i krytyczny opis Szwecji, publikacja z 1987 roku) to jednak wolałbym książkę, która nieco głębiej ten inny i odmienny świat opisuje.

Ale ”I cóż, że o Szwecji” z pewnością znajdzie swoich czytelników. Bo chociaż słodko, to jednak nie tak, aby zemdliło.

Tadeusz Nowakowski

Natalia Kołaczek: I cóż, że o Szwecji. Wydawnictwo Poznańskie 2017, s.244

Lämna ett svar