Rysio-Pysio znowu chce być europosłem

Pan Ryszard jest typowym produktem PiS. Czuje się Prawym i wymierza Sprawiedliwość innym. PiS zbiera wszystkich chętnych, w tym byłych działaczy PZPR, nawet takich, jak pełniących w PRL funkcję prokuratorów czy cenzorów. Czarnecki znowu startuje w wyborach do Parlamentu Europejskiego, tyle tylko, że z drugiego miejsca, bo pierwsze oddano Saryuszowi-Wolskiemu.

Czarnecki w zeszłym roku zdecydowaną większością głosów przestał być wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Dodajmy: był jednym z 12 wiceprzewodniczących i a poza przewodniczącym liczył się tam tylko pierwszy wice, którym Czarnecki nie był. Pozostałych 11 to tylko prestiż i dodatek funkcyjny do diet poselskich. Więc w zasadzie niewielka strata, choć bolesna finansowo.

Ryszard Czarnecki stracił swoją fuchę z powodu oburzenia na jego wypowiedź w stosunku do swojej koleżanki z PE i dawniej z Niezależnego Zrzeszenia Studentów, którego pani Róża Thun (wówczas panna Woźniakowska) była podobnie jak Czarnecki, współzałożycielką. Czarnecki w swojej (fatalnej dla niego) wypowiedzi, przyrównał Thun do „szmalcowników”, czyli tych Polaków, którzy w czasie wojny szantażowali i wydawali Polaków żydowskiego pochodzenia Niemcom. Przy okazji pan Ryszard nagłośnił w świecie tę niechlubną kartę z dziejów  Polski. Róża Thun pochodzi z patriotycznej rodziny, która m.in. w czasie wojny pomagała ukrywającym się Żydom. Absurd wypowiedzi Czarneckiego rzucał się w oczy.

Już po „Okrągłym Stole” gościliśmy w Szwecji Pana Ryszarda. Miałem zaszczyt być razem z nim na kolacji w dworku pani Jolanty. Czarnecki był wówczas redaktorem prestiżowego na Emigracji, wychodzącego w Londynie Dziennika Polskiego. Z tej racji Czarnecki zachowywał się trochę jak guru i wyjaśniał nam stanowisko władz emigracyjnych. Mówił, że według tamtejszych autorytetów nie należy wierzyć w zmiany w Polsce i trzeba zachować nieufność. Ja z kolei byłem entuzjastą przemian i trochę się z nim pokłóciłem. Nie pamiętam już dlaczego, odprowadzałem go następnego dnia na pociąg do Göteborga. Chyba obiecałem mu dać jakieś wydawnictwo. Już wychylając się z okna pociągu, nieufny Pan Ryszard spytał: „Ale, czy pan nie jest przypadkowo agentem?” Zamurowało mnie. A powinienem odpowiedzieć: „Tak,  jestem agentem prawdy”.

Po dwóch czy trzech tygodniach dostałem od sceptycznego Czarneckiego kartkę z Warszawy. Pisał, że wrócił do Kraju i jest sekretarzem pisma „Głos” i prosi o  korespondencje ze Szwecji. „Głos” był pismem Antoniego Macierewicza. Mnie z tym nie było po drodze i nie skorzystałem z propozycji. Z ugrupowaniem Macierewicza Czarnecki rozstał się szybko i wstąpił do ugrupowania radykałów Janusza Korwina-Mikke, z stamtąd przeszedł do ZChN Wiesława Chrzanowskiego. Został wiceprezesem tego ugrupowania. Szybko wyślizgał prezesa i sam został prezesem. Gdy ZCHN pod jego przewodem straciło szansę wejścia do parlamentu, Czarnecki przeszedł do „Samoobrony” Leppera. Gdy „Samoobronę” wykończył (i słusznie) Jarosław Kaczyński, to Ryszard Czarnecki przeszedł do PiS-u, z którego poręki pełni już po raz czwarty intratną  funkcję Europosła.  Żeby nie stracić szansy na piątą kadencję Pan Ryszard bywa częściej w Warszawie niż w Strasburgu. Często się wypowiada po ”właściwej stronie”. Pilnuje interesu.

Czarnecki w swoich wypowiedziach o Róży Thun, jak mantrę podaje wszystkie jej tytuły, które ma po mężu, a których ona sama nie używa. Wypomina jej, że jest austriacką hrabiną. Hrabina to tylko żona hrabiego, tak jak szewcowa jest żoną szewca. Pani Róża tego nie potrzebuje, bo z domu jest hrabianką. Czarnecki chciał wyobcować Róże Thun z polskiego społeczeństwa podkreślając jej niemieckie tytuły mówiąc: Róża Maria Gräfin von Thun und Hohenstein. I dodawał: Grafini z niemiecko brzmiącym nazwiskiem może zaszkodzić PO”. Nie zaszkodzi.

Sam urodził się w Londynie, gdzie nadano mu angielskie imiona: Richard, Henry Franicis. W Polsce zmienił imię na Ryszard. Wolno – jego sprawa.

Ludomir Garczyński Gąssowski

Lämna ett svar