Bez rozpychania się łokciami. Wspomnienia Aleksandra Kwiatkowskiego

Aleksander Kwiatkowski w listopadzie 2015 roku roku obchodził piękny jubileusz. Jaką liczbą przyozdobiony nie napiszę, bo i tak nikt mi nie uwierzy. Zresztą każdy ciekawy znajdzie odpowiednią informację, jeśli tylko sięgnie po zatytułowaną kokieteryjnie książkę „Vademecum nieudacznika, czyli antymemuary”. Autorem tych (anty)wspomnień jest właśnie sam Jubilat. Z lektury wyciągnąć można wniosek, że za jego rewelacyjną formą fizyczną kryją się zamiłowania sportowe, dzięki którym w młodości otarł się nawet o tzw. wyczyn oraz – przede wszystkim – jego pasja wspinacza wysokogórskiego, która przez te liczne dziesiątki lat zawiodła go na najtrudniejsze szlaki i setki imponujących szczytów.

Ja mam jednak swoją alternatywną teorię w tej kwestii. Jak wiadomo w wolnych od treningu sportowego chwilach jest autor „Vademecum” filmoznawcą i krytykiem. Kiedyś zwierzył mi się, ile obejrzanych filmów ma w swojej kartotece i z dumą skonstatował, iż tylko dwóch polskich krytyków: Leon Bukowiecki i Jerzy Płażewski ma na koncie lepszy wynik. I wtedy stało się dla mnie jasne – najlepszym sposobem na długowieczność i to bardzo aktywną, jest zaliczenie wielu tysięcy seansów w kinie! Bo przecież Bukowiecki pracował w najlepsze mając 88 lat, a Płażewski liczy dziś 91 lat i nadal nie opuszcza żadnego ważnego festiwalu filmowego, nie mówiąc o rutynowych pokazach prasowych. Dodam tylko, że w porównaniu z tymi panami Kwiatkowski jest młodszy o kilka tysięcy filmów.

Wiele tekstów z „Vademecum” czytelnicy mogą pamiętać z łamów „NGP”, dziś zebrane w całość w jednym tomie nabierają jednak nowej jakości. Widać, jak wspaniały dystans do rzeczywistości wokół i do siebie samego ma autor. W autoironii i filozoficznym podejściu do młynów historii, które i jemu mocno przetrzepały skórę, pozuje trochę na Piszczyka z „Zezowatego szczęścia”, ale o ileż jest od niego bystrzejszy i – jednak – skuteczniejszy w życiu. Piszczyk był nieszczęśnikiem totalnym, a w dodatku obrzydliwym konformistą i małym oszustem. Mimo, że w tytule każdego rozdziału Aleksander Kwiatkowski odnotowuje swe kolejne porażki: „Jak nie zostałem dyplomatą”, „Jak nie nawiązałem współpracy z paryską Kulturą” „Jak nie zrobiłem kariery naukowej” itd, itp., to w sumie osiągnął bardzo dużo i w ładnym stylu, bez rozpychania się łokciami. I chyba wielu z tych niespełnień wcale nie żałuje, wręcz przeciwnie, wydaje się, że to one umożliwiły mu sukcesy na innych polach. Dość powiedzieć, że autor jest jednym z najwybitniejszych w świecie filmoznawców specjalizujących się w tematyce kina górskiego, opublikował wiele książek, w tym fundamentalną dla historyków kina w Polsce pracę „Film skandynawski”, napisał tysiące materiałów prasowych, opracował setki haseł encyklopedycznych. A przy tym wszystkim nie jest ani typowym molem książkowym, ani szczurem filmotek, lecz globtroterem przez duże G. Jak on to wszystko potrafi połączyć, to jego słodka tajemnica i nawet uważna lektura „Vademecum nieudacznika” jej nie rozwiązuje.

O jedno, jeśli chodzi o wspomniane prasowe korzenie książki, mam do autora i wydawcy pretensję. Rozumiem, że w chwili, gdy ukazywał się tekst „Jak nie zostałem bibliotekarzem”, pewni ich bohaterowie świadomie zostali ukryci za pseudonimami czy kryptonimami. Ale dziś można by chyba otwartym tekstem napisać, że Dyrektor 1 to niejaki Cegielski, Dyrektor 2 – Tubylewicz, a (+-0) to pani Jasińska. Historia od razu byłaby bardziej soczysta. Ale i tak nie brakuje w książce paradnych zdarzeń, smacznych anegdot, często z autorem w (negatywnej) roli głównej.

Pewne wyjaśnienie tego modelowego zgoła dystansu Aleksandra Kwiatkowskiego do życia i do siebie, znajdziemy dopiero pod koniec książki, w rozdziale „Jak nie byłem Żydem, przeżyłem wojnę i uniknąłem Marca”. To kolejny paradoks, że pointa całego długiego losu autora zawiera się w pierwszych latach jego życia. Oczywiście nie zdradzę jej tutaj, natomiast z głębokim przekonaniem zachęcam do lektury tej – po prostu – mądrej książki.

Piotr Cegielski

Aleksander Kwiatkowski: Vademecum nieudacznika, czyli antymemuary. Wydawnictwo Polonica, Stockholm 2015

 

Lämna ett svar