ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: I idą! I są młodzi!

Wiktora kiedyś zapytano, czy podjąłby się roli liczmana pierwszomajowego. Praca polegała na tym, iż miał stać na jednym z rogów placu i rejestrować wszystkich tamtędy na plac wchodzących. Wiktor ofertę przyjął i wraz z trzema innymi zatrudnionymi stanęli na czterech rogach placu. Zadanie wykonał dobrze, i po roku otrzymał identyczną propozycję, którą przyjął, i tak trwało całe lata, Wiktor stał 1 Maja na swoim rogu, i liczył uczestników uroczystości.

Jednak wraz z upływem czasu, zmieniała się, bliżej mówiąc ”malała”, ilość demonstrantów, i Wiktor próbując utrzymać posadę, wypracował własny system liczenia ludzi. Początkowo liczył jak leci – jedna głowa, jeden pstryk na liczniku. Następnego roku począł doliczać dzieci samodzielnie chodzące, ale już w kolejnym roku ujął w zestawieniu dzieci siedzące w wózkach, i to go na razie zadowoliło.

Piszę „na razie”, gdyż precyzyjny mózg Wiktora domagał się dalszych uściśleń. Na przykład kobiety ciężarne? W końcu ujął je w zestawieniu, ale nadal czuł niedosyt, ponieważ nie potrafił sobie poradzić ze zwierzętami, żywymi przecież, a czasem nawet bardzo żywymi i głośnymi istotami. Nie mówiąc już o kobietach, które przecież mogły być w ciąży niedługo. Dlaczego – pytał sam siebie, kobieta będąca w ciąży krótko, na przykład godzinę, miałaby być liczona pojedynczo, kiedy już nie pędzi życia solo? Uznał to za swoisty rodzaj dyskryminacji, i doliczał do kwoty końcowej demonstrantów piętnaście procent.

Osobny problem napotkał Wiktor zastanawiając się, jak zaszeregować ludzi obsługujących pochód pierwszomajowy? Przecież chłopak sprzedający hot-dogi nie był stąd! Czy ma doliczyć dętą orkiestrę strażacką, o której wiedział, że jest z innego miasta? Jak liczyć notabli pochodzących z centralnego rozdzielnika? Jak ująć drużynę futbolową Naprzód Lipiny, która po części oficjalnej miała rozegrać mecz piłkarski z miejscową Konkordią Knurów? W pochodzi owszem uczestniczyli, ale gdzie lipinom do knurowian?

Dzięki wyjątkowej ruchliwości umysłu, Wiktor poradził sobie ze wszystkimi wymienionymi wyżej i innymi problemami, za wyjątkiem jednego, z którym nie potrafił sobie poradzić: jak policzyć siebie? Knurowianinem nie był, ale się wżenił i to się powinno liczyć?

Na szczęście kolejny rok wyzwolił Wiktora z kłopotów, gdyż pierwszego maja na plac nie przyszedł nikt, za wyjątkiem dętej orkiestry strażackiej, ale oni grali za pieniądze, więc się w rozrachunku ideologicznym nie liczyli, a wszystko uległo zapomnieniu.

Ale nie dla Wiktora! Wiktor, choć człowiek w latach, doskonale pamiętał wspaniałe czasy, gdy Pierwszym Sekretarzem Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej był towarzysz Władysław Gomułka. Zapiewajło pochodu stał dwadzieścia metrów od trybuny głównej, na małej bocznej trybunce, otoczony mikrofonami i klakierami (pamiętacie to Warszawiacy?). Spiker wrzeszczał swoje, a za nim swoje chór partyjnych klakierów. A facet by prawdziwym artystą. Oto próbka jego wysokich kwalifikacji:

Idzie Ochota! Dziewczęta i chłopcy! Przyszłość socjalistycznej ojczyzny! Jak oni pięknie maszerują! Tuż za nimi Wola ani o łut gorsza. Idą spokojnie, godnie, a na głowach mają takie jakieś! Wspaniale wyglądają! Czekamy chwilę… Już widać z daleka jak cudownie błyszczą! Idą Siekierki!

Andrzej Szmilichowski

Foto: Pochód pierwszomajowy w Alejach Jerozolimskich w Warszawie. Wikipedia

 

 

Lämna ett svar