Polscy alpiniści przeciw reżimowi

Jedno z moich najwcześniejszych górskich wspomnień: lato 1951, pierwsze wędrówki w Tatrach. Miałem 16 lat i pragnąłem zdobyć swój pierwszy dwutysięcznik. Stał się nim Kościelec (2158), jeden z niewielu ”dostępnych” szczytów w bocznej grani. Dla większości pozostałych, leżących w głownej grani Tatr na granicy ze Słowacją, wymagane było specjalne zezwolenie…

Mówi się, że wspinacze najczęściej wywodzą się z elity społeczeństwa: intelektualiści, naukowcy, artyści. To pewnie prawda, trudno jednak udowodnić, że ludzie ci stanowią w społeczeństwie warstwę najbardziej niespokojną, odpowiedzialną, nieprzekupną i nonkonformistyczną, szczególnie w warunkach trudnych wyborów, stworzonych przez totalitarne reżimy. Spośród kilku tysięcy aktywnych alpinistów w Polsce powojennej, większość przynosi usprawiedliwienie dla tych wątpliwości. Przed śmiercią Stalina byli oni zmuszeni ograniczyć swą działalność do gór polskich. Dopiero później możliwości się zwiększyly: Tatry Słowackie, Alpy, Andy, w końcu Himalaje… A zezwolenie na wyjazd było uzależnione nie tylko od umiejętności wspinacza, często także od określonej pryncypialności ideologicznej, bądź co najmniej braku skłonności do buntu. Władze mogły tu wywierać naciski i wykorzystywać sukcesy górskie dla własnych korzyści propagandowych. Tu nie różniło się postępowanie wspinaczy od przedstawicieli innych sportów wyczynowych. Od tej reguły istniały oczywiście wyjątki – choć niezbyt liczne, były one jednak na tyle reprezentatywne, że mogły stworzyć określony trend.

Latem 1957 mieszkałem kilka dni w Murowańcu na Hali Gąsienicowej. Jak zwykle prowadzono tam kursy wspinaczkowe. Jednym z uczestników był Karol Modzelewski, mój młodszy o rok kolega z wydzialu historii UW (sam byłem tuż po egzaminie magisterskim). Jako wspinaczkę ”dyplomową” zaliczył on V-kową drogę na płd. ścianie Zamarłej Turni. Jego późniejsza aktywność górska nie przekroczyła być może kilku sezonów i nigdy nie należał do czołówki. W połowie lat 1960. zasłynął jednak jako współautor ”Listu otwartego do partii”, który zapewnił obu autorom (drugim był Jacek Kuroń) kilkuletnią odsiadkę. Później zdążył z doktoratem i habilitacja zanim w trakcie powstawania Solidarności przyłączył się ponownie do opozycji, jako rzecznik i członek władz związku. Był internowany w Polsce stanu wojennego.

Liczne podróże zagraniczne dały polskim wspinaczom możliwość kontaktu z polskojęzyczną literaturą publikowaną na emigracji, w Polsce zakazaną i trudno dostępną. Niektóre z tych książek znalazły jednak drogę do kraju, przemyślnie ulokowane wśród lin, czekanów i reszty sprzętu alpinistycznego. Inne skonfiskowali staranni celnicy. Na gorącym uczynku przyłapano raz Macieja Kozłowskiego, wspinacza z dorobkiem modernistycznych dróg w Alpach i wejść wysokościowych, np. na Noshaq (7492). 1967 wspinał się w Chamonix, a rok później w Norwegii (Trolltindene) i po wizycie w Paryżu rozpoczął swą karkołomną, wahadłową wędrówkę z wiosennej Prahy przez góry do Polski, z numerami paryskiej ”Kultury” i wydawnictwami Instytutu Literackiego w ciężkim plecaku.

W działalności tej uczestniczyło jeszcze paru znanych alpinistów, którzy pozostali później na Zachodzie: Andrzej Mróz (kilka lat później zginął w Alpach) i Marek Głogoczowski (wszedł na Denali i Huascaran). Marek rozpoczął regularną współpracę z Kulturą pod własnym nazwiskiem, co czynił również Kozłowski pod pseudonimem, licząc się z powrotem do kraju. Zapracował on na oficjalny bojkot i wykluczenie z Klubu Wysokogórskiego. Współpracownicy Kozłowskiego w przemycie bibuły turystycznymi szlakami granicznymi, zwani potocznie ”taternikami”, nie byli aktywnymi wspinaczami. Kilku aresztowano po stronie słowackiej i przetransportowano do Polski, gdzie 1970 stanęli przed sądem, ferującym wyroki do 4,5 roku. Kozłowski wyszedł jednak po 2 latach w wyniku amnestii, poświęcił się dziennikarstwu.

Sukcesy na szczytach Andów i Himalajów trwały przez lata 1970., stanowiąc dla reżimu Gierka solidny atut propagandowy, wart zastrzyków walutowych dla wypraw w egzotyk. Jednym z uczestników wypraw na Gasherbrumy i K2 był Janusz Onyszkiewicz, żonaty z Angielką Alison Chadwick. Postanowili oni w pewnym momencie zostać na Zachodzie, ale wrócili do Polski. Onyszkiewicz wziął aktywny udział w ruchu Solidarności, zrazu jako rzecznik regionu Mazowsze, później całego związku po Karolu Modzelewskim. Dzięki znakomitemu opanowaniu angielskiego był on stale widoczny w wywiadach i reportażach w TV. On także był internowany. W tej samej grupie znaleźli się inni intelektualiści, w różnych okresach uprawiający taternictwo, jak Jan Strzelecki, znany socjolog, członek grupy Doświadczenie i Przyszłość oraz pisarz i dziennikarz Tomasz Łubieński.

Aleksander Kwiatkowski

pierwodruk: Bergsport (Uppsala), 2/1982

Dopisek z roku 2015: Zdaję sobie oczywiście sprawę, że powyższy tekst nie wyczerpuje tematu i od razu dodam trzy nazwiska nieuwzględnionych taterników bądź turystów górskich godnych wymienienia: Jerzy Milewski, Konstanty Miodowicz i Andrzej Gwiazda – wytrawny turysta.

Tekst w oryginale tj numer pisma wyslalem 1982 ówczesnemu red. Taternika (Józef Nyka), ale nie dotarł; czujna cenzura pocztowa zadziałała.

Lämna ett svar