PORTRETY: Uparty Góral z ”Wolnej Europy”

Dr praw MICHAŁ LISIŃSKI – człowiek, który swoim życiorysem mógł obdzielić wielu. W czasie wojny: trzy ucieczki z niewoli – z łagru sowieckiego, z niemieckiego oflagu i obozu koncentracyjnego. Więziony na terenie Niemiec, Austrii, Jugosławii i Norwegii. Pod koniec wojny szef polskiego wywiadu w okupowanej Danii. Po wojnie: przedstawiciel WiN-u na Skandynawię (1945 – 1950). Skandynawski korespondent RWE (1952 – 1982). Autor paru książek (dwie wydane drukiem w Szwecji), artykułów, rozpraw, nowel i wierszy. Współautor pierwszej wydanej po angielsku książki o łagrach Workuty. W Polsce niepodległej odznaczony przez Prezydenta Wałęsę Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Zmarł w Sztokholmie w 2000 roku.

W październiku 1972 roku, w dwóch kolejnych numerach tygodnika PERSPEKTYWY, drukowany był reportaż historyczny Stanisława Kamińskiego o przedzierających się przez Jugosławię polskich kurierach. Reportaż zaczynał się tak:

„Z początkiem października 1944 do Oddziału Informacyjno-Wywiadowczego Sztabu Naczelnego Wodza w Londynie wpłynął raport sporządzony przez człowieka, który jeszcze w 1941 r. został skreślony z listy żyjących. Człowiekiem tym był Michał Lisiński….”

A kończył się następująco:

„Nie znamy drogi, ani sposobu przedostania się Lisińskiego i Januty do Szwecji  jak również nie wiemy, czy jeszcze dzisiaj żyją.” 1)

W tym samym czasie, gdy autor zastanawiał się nad dalszymi losami bohaterów swojego reportażu, półki w księgarniach zalegała książka „kapitana” Czechowicza, w której autor poświęcił wiele nieżyczliwych słów długoletniemu, sztokholmskiemu korespondentowi Radia Wolna Europa… Michałowi Lisińskiemu.2) Niedługo później inny dezerter z RWE: Andrzej Smoliński, pokazywał w Telewizji Polskiej fotografie Michała Lisińskiego i moją mówiąc tak:

„Chodzi tutaj o Michała Lisińskiego, szefa polskiej placówki w Sztokholmie. Dość aktywny … jeśli chodzi o pozyskiwanie informatorów. Obecnie zresztą, współpracuje z Gąssowskim, to jest z człowiekiem, który niedawno przybył radiostacji…” 3)

Najzabawniejsze w tym wszystkim było to, że pismo PERSPEKTYWY, było (delikatnie mówiąc), „zbliżone” do tych samych kół w MSW, które organizowały spektakle z Czechowiczem i Smolińskim. Była duża pokusa, by na antenie Radia Wolnej Europy, wyśmiać te rozbieżności odnośnie Michała Lisińskiego. On sam zadecydował jednak, by tego nie robić, bo skrupiłoby się to na bogu ducha winnym autorze, skądinąd rzetelnego opracowania.

Urodził się 23 listopada 1914 roku w Czarnym Dunajcu i chociaż nie widział ziem ojczystych przez ponad pół wieku, to zawsze był, w jakimś sensie tam obecny. Swoją pierwszą książkę 4) poświęcił rodzinnemu miastu, które opuścił w 1939 r. Po ukończeniu sławnego nowotarskiego gimnazjum skończył prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Aplikanturę w Nowym Targu przerwała mu wojna. Jako oficer rezerwy brał udział w kampanii wrześniowej. Tak się złożyło, że jego oddział walczył w Polsce południowej, gdzie dochodziło do starć z ludnością ukraińską.

W swojej drugiej książce 5) Michał Lisiński opisał niebywałe (po obu stronach) okrucieństwo tych starć. W tamtych stronach sprawcą bratobójczych walk był polski oficer – ML podkreślił to w swoim opisie – nie spodobało się to polskim czytelnikom.

Gdzieś w okolicach Lwowa oddział, w którym walczył Lisiński dostał się do niewoli sowieckiej. Jeńców posłano do obozu w Kryłowie. Ale pan Michał długo tam nie zabawił. Uciekł po jednym dniu. Zauważył bowiem, że strażnicy nie legitymują wjeżdżających i wyjeżdżających z obozu (na rowerach) gońców. Ukradł (nie da się ukryć) oparty o ścianę komendantury rower. Zarzucił na polski mundur wiszącą na tym rowerze pelerynę czerwonoarmisty, polską czapkę-polówkę schował do kieszeni i wyjechał spokojnie z obozu.

Na tym „zdobycznym” rowerze powrócił na swoje Podhale. Tam jednak nie spodobały mu się zaprowadzone przez okupanta porządki i już w listopadzie 1939 zameldował się w polskiej armii we Francji. Przybył tam przez zielone granice: Słowacji, Węgier, Jugosławii i Włoch. Walczył we Francji w tych oddziałach polskich, które dostały się do niewoli niemieckiej. Niemcy więzili go w oflagach: najpierw w Bawarii, a potem w Austrii – skąd uciekł na Węgry. W Budapeszcie nawiązał kontakt z polskim przedstawicielstwem i dostał misję od Polskiego Sztabu Głównego dotarcia do Ambasady polskiej w Ankarze (w Turcji). Droga wiodła przez Jugosławię. Właśnie o tej wyprawie był cytowany na wstępie reportaż z PERSPEKTYW. W tym czasie Jugosławia zerwała układ z Niemcami i nastąpiła niemiecka inwazja. Nota bene w tym zerwaniu Jugosławii z Niemcami, niebagatelną rolę odegrała ówczesna brytyjska agentka, a polska hrabianka Krystyna Skarbkówna. Stanisław Mackiewicz uważał, że z punktu widzenia aliantów lepsza była proniemiecka „neutralna” Jugosławia niż okupowana. Więc pytał po wojnie Skarbkównę:

Po cóżeście pchali do wojny tę Jugosławię? Do klęski w ciągu pięciu dni. Przecież to wam nic nie dało.” „Ach, pan się na tym nie rozumie – odpowiedziała –  opóźniło to desant niemiecki na Kretę o kilka dni”.6)

Jak było, tak było, dla Michała Lisińskiego i jego kolegów skończyło się to fatalnie. Dokumenty, w które byli zaopatrzeni nie nadawały się w tej sytuacji do niczego. Zatrzymani przez Niemców zostali uznani za dywersantów sowieckich i skazani na śmierć. Lisińskiemu (jakby nie było prawnikowi) udało się wprawdzie obalić te absurdalne zarzuty, ale i tak wylądowali (jako partyzanci serbscy) w obozie koncentracyjnym pod Belgradem. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności Niemcy potrzebowali robotników do budowy umocnień w Norwegii i ewakuowali tam cały „serbski” obóz. Warunki w obozie się pogorszyły. Oprócz „normalnego” terroru SS, doszła jeszcze mordercza praca. Ale znowu szczęśliwie się złożyło i w kwietniu 1944 alianci uznali partyzantów Tity za kombatantów i automatycznie ten serbski koncentrak został przekształcony w obóz jeniecki. Miejsce SS-manów zajeli rezerwiści z Wehrmachtu. A  komendantem obozu został dobroduszny weteran z I-szej wojny. Dyscyplina się rozluźniła. Warunki bytowania poprawiły się znacznie. Lisiński odłożył sobie troche żywności i powędrował do Szwecji. Było to w początkach maja 1944. Szczegóły i trasę ucieczki Michała Lisińskiego do Szwecji opisał dokładnie w swojej pracy (wydanej po szwedzku i po polsku) badacz z uniwersytetu w Uppsali doc. Andrzej Nils Uggla 7).

Lisiński był pierwszym zbiegiem z obozu koncentracyjnego, który przybył do Królestwa Szwecji. Szwedzi nie byli  zachwyceni. A nawet odwrotnie. Nie pozwolili na żadne wywiady w prasie etc. W tym czasie Szwedzi już gościli pare setek polskich zbiegów z Norwegii, ale byli to: dezerterzy z Wehrmachtu, ochotnicy z „Organizacji Todta” i ludzie wywiezieni tam na roboty przymusowe. Michał Lisiński tak po latach opisał swoje pierwsze spotkanie z tymi ludźmi:

„Przed przybyciem do Sztokholmu, byłem krótko w obozie (dla uchodźców – LGG) w Flosbergu koło Gävle, gdzie przebywali Polacy przybyli przeważnie z Norwegii. W okresie mego tam pobytu, zabierali się oni (z okrzykami triumfu) do powieszenia dwóch zbiegów – oskarżali ich o współpracę z władzami niemieckimi w obozie pracy  w Norwegii, wiedli ich związanych na wzgórze, gdzie mieli już przygotowane szubienice. Z trudem udało mi się odwieść ich od tego zamiaru. Już w czasie mojego pobytu w Sztokholmie wybuch bunt w obozie w Öreryd; polskie poselstwo wysłało mnie tam, abym uspokoił  wzburzonych rodaków. Bowiem mieli oni zamiar maszerować na Norwegię, gdzie Niemcy mieli więzić ich kolegów. Chcieli zaopatrzyć się w Szwecji w broń. Było ich ponad trzystu i zrobili by niemałe zamieszanie w spokojnej Szwecji, gdyby ruszyli ku granicy. Gdy pokazałem im na mapie jak daleko do granicy, zrezygnowali z tego przedsięwzięcia.” 8)

Gdy po wojnie Lisiński spotkał przypadkowo jednego z siedzących razem z nim w obozie Serbów – spytał go, jaki był dalszy los tego dobrotliwego komendanta.

– „Gdy Niemcy skapitulowali powiesiliśmy komendanta”. -„Dlaczego? Przecież to był przyzwoity człowiek” – zdziwił się Lisiński.  -„Ale to przecież był Niemiec” – wyjaśnił Serb.

Szwecja była krajem neutralnym i świetnie zaopatrzonym w prasę niemiecką. Więc Lisińskiego skierowano do „kontrolowania” tej prasy dla potrzeb aliantów. Po wojnie sam Churchill osobiście podziękował polskiemu poselstwu w Szwecji – „Za tę – jak się wyraził – bardzo pożyteczną pracę dla wspólnego zwycięstwa”. (Niedługo póżniej, okazało się, że to zwycięstwo takie wspólne nie było). Ale jeszcze w czasie wojny miano Lisińskiego przerzucić do Kraju. Nim zorganizowano przerzut. Niemcy rozbili w Danii polską sieć wywiadowczą i zastrzelili porucznika Masłochę, szefa polskiego wywiadu na Danię. Więc na miejsce Masłochy wysłano do Kopenhagi Lisińskiego. Tam zastał go koniec wojny i odmowa Anglików dalszej pomocy polskim agendom. Na własną rękę z grupką swoich ludzi, znów przez zieloną granicę, przedostał się do Szwecji. Tym razem już na stałe.

Od 1 września 1945 do lutego 1946 redagował Lisiński „Wiadomości Polskie”, zasłużone polskie pismo w Szwecji, założone w 1940 przez znanego na emigracji pisarza, Michała Pawlikowskiego. Później pracował w Interim Treasury Committee for Polish Questions (takiej alianckiej organizacji pomagającej porzuconym sojusznikom). Gdy powstał Komitet Wolnej Europy*) Lisiński znalazł tam zatrudnienie. A gdy ów komitet powołał rozgłośnię radiową to Lisiński, jak gdyby automatycznie, został korespondentem skandynawskim Sekcji Polskiej Radia Wolna Europa i pełni tę funkcję, aż do emerytury. Niezależnie od pracy zawodowej, Lisiński współtworzył na terenie Szwecji polskie organizacje niepodległościowe, takie jak: Polski Związek byłych Więźniów Politycznych i Rada Uchodźstwa Polskiego w Szwecji. Był także, a może nawet przede wszystkim, przedstawicielem WiN-u (Wolność i Niezawisłość) na Szwecję. Przez „kanał szwedzki” szła wtedy wiekszość informacji z Polski, a także korzystali z tego kanału polscy uciekinierzy, m.in. Stefan Korboński z żoną.

„Kanał szwedzki” szedł za dobrze podobnie jak i inne agendy WiN-u na emigracji. Lisiński na wszelki wypadek ograniczył działalność, a potem całkowicie zamknął ów kanał. Miał intuicję. Okazało się niebawem, że kolejne dyrekcje (komendy) WiN-u, były infiltrowane przez UB, a przez „zakonspirowane” kanały przenikali agenci UB na Zachód, gdzie udając niepodległościowców, infiltrowali emigrację i zachodnie służby wywiadowcze.

Praca w „Wolnej Europie” to inny rozdział. Pierwsze lata to: przegląd spraw polskich w prasie skandynawskiej, ważniejsze wydarzenia z życia tutejszej emigracji niepodległościowej, uzyskiwanie szczątkowych informacji od marynarzy zawijającej do Szwecji polskiej floty handlowej i od czasu do czasu sensacje dnia. Gdy np. jakiś pilot wojskowy uprowadził swój samolot do Szwecji lub na Borholm (były w tym czasie 3 takie wypadki) lub, gdy przybyli do Szwecji kutrami, a nawet i kajakami (na Borholm) inni uchodźcy. Sztokholmskie Biuro Informacyjne RWE spełniało wyjątkowo ważną rolę ze względu na swoje umiejscowienie. Praktycznie biorąc Polska pojałtańska była otoczona ze wszystkich stron przez tereny zależne od Sowietów i tylko granica (przez morze) ze Szwecją była granicą z „Zachodem”. Mimo stosunkowo dużej odległości w Sztokholmie był całkiem znośny odbiór rozgłośni lokalnych z Polski (fale radiowe po morzu idą dalej i nie są zakłócane przez urządzenia przemysłowe). A w PRL-u była reglamentacja informacji, o tym co i tak wszyscy wiedzieli na wybrzeżu, mówiła rozgłośnia  Gdańska, ale  Warszawa I-sza (słyszana dobrze i poza granicami) już tego nie mówiła. Podobnie było z prasą i dlatego prasy lokalnej nie wolno było prenumerowac za granicą, a prasa ta była przywożona przez polskie statki. Naturalnym odbiorcą tej prasy w Sztokholmie było Biuro RWE.

Przemiany Październikowe (1956) rozluźniły trochę stosunki w Polsce i umożliwiły wyjazdy turystyczne na Zachód. Do Sztokholmu zaczął przybijać polski statek wycieczkowy „Mazowsze”. Z każdego rejsu przynajmniej połowa pasażerów schodziła na ląd i odmawiała powrotu do PRL. Z pokładu „Mazowsza” zeszły tak znane postacie jak: Czesław Słania nadworny (później) grawer JKM Króla Szwecji i JXM Księcia Monaco, schodzli też muzycy (w tym laureaci konkursów chopinowskich) i malarze, którzy później zrobili światową karierę.

Jesienia 1958 zeszła, także z pokładu „Mazowsza”, pani Irena Świt-Ihnatowicz, która w Polsce prowadziła dom Czesława Bombińskiego – ówczesnego ministra budownictwa przemysłowego. Z panią Ireną, Lisiński nagrał cykl audycji: „Jak żyje nowa klasa w Polsce”. Tytuł niedwuznacznie nawiązywał do znanej pracy Milowana Dżilasa.

Były dyrektor Rozgłośni Polskiej RWE Jan Nowak (Jeziorański) był zachwycony tym cyklem i tak po latach o tym pisał:

„ Nasz korespondent w Sztokholmie, Michał Lisiński, nagrał z Ihnatowicz jedenaście audycji, które okazały się prawie tak sensacyjne, jak cykl Józefa Światły. Koronny świadek, opisywał królewskie przywileje i niebywały luksus, w jaki opływali właściciele Polski Ludowej.” I dalej: „Cykl: JAK ŻYJE NOWA KLASA  wywołał sensację w Polsce i wściekłość wśród elity” 9).

Pewnie tak i było. Audycje i wydana w Londynie na ich podstawie broszura 10) cieszyły się dużą popularnością. Podobnie jak rozpowszechniane później w Polsce nielegalne broszury Mijala, w których przystępnym językiem opisywano ile w szafie ma ubrań „ta opasła świnia Cyrankiewicz”. Ludzie lubią zaglądać innym do garderoby. Michał Lisiński nie był z tego cyklu specjalnie dumny. Podejrzewał że pani Ihnatowicz trochę podkoloryzowała, a i trochę zmyśliła. Upewnił się w swoich podejrzeniach później, gdy musiał zrezygnować z dalszej z tą panią współpracy, ponieważ podawała ona wyczytane w polskiej prasie lokalnej informacje, jako uzyskane (i to nie za darmo) od turystów z Polski. Gdy w połowie lat sześćdziesiątych Rozgłośnia Polska RWE zafundowała sobie dodatek „Na Antenie”, w prestiżowych „Wiadomościach” londyńskich Lisiński, jak i inni współpracownicy RWE, miał świadomość, że przynajmniej część jego pracy nie przemija z dniem nadania audycji, czy korespondencji. W tym dodatku Lisiński zamieszczał reportaże i eseje m.in. o polskich „pamiątkach” w Szwecji, tzn. łupach z okresu Potopu. Lisiński w wolnych chwilach pisywał też do „Kultury” paryskiej. W 1967 roku umieścił w „Kulturze” rozdział ze swojej, nigdy niedokończonej, poetyckiej powieści pt.”Grota11). Pisał też artykuły polityczne: w prasie szwedzkiej zamieszczał rozprawy na temat systemu ekonomicznego w Europie Wschodniej, a w „Kulturze” omawiał zmiany prawa w Polsce, zarówno karnego jak i cywilnego. Tłumaczył także na szwedzki poezję polską od Kochanowskiego do Wierzyńskiego. W czasie stanu wojennego przetłumaczył i wydrukował w biuletynie szwedzkich związków zawodowych, parę opowiadań Marka Nowakowskiego z cyklu „Raport o stanie wojennym”. Oprócz dwu książek, które wspomnieliśmy na początku, był współtwórcą  pierwszej opublikowanej w języku angielskim relacji z powojennych łagrów sowieckich. Wydane wcześniej relacje Czapskiego, Herlinga-Grudzińskiego i innych, opisywały życie w łagrach podczas wojny. Po wojnie propaganda lewicowa na zachodzie twierdziła, że łagry zostały zlikwidowane, a co najwyżej istnieją w ZSRR tylko reedukacyjne obozy pracy dla kryminalistów. Wydana w Nowym Jorku i Londynie „Workuta”, zadaje kłam tej tezie 12). Głównym autorem książki był Edward Buca z wileńskiego AK, który 10 lat spędził w łagrach Workuty. Zwolniony w czasie ”chruszczowskiej odwilży” został, po październiku 1956 r. odesłany do Polski wraz z innymi repatriantami. Po pewnym czasie jakiś zaprzyjaźniony szyper przewiózł go nielegalnie do Szwecji, gdzie trafił do Lisińskiego. Nie pamiętam już powodów, dla których Wolna Europa nie mogła nadać rozgłosu całej tej sprawie. W grę wchodziła pewnie polityka détente, która właśnie obowiązywała na linii Moskwa – Waszyngton. W każdym razie Lisiński i jego ówczesny szef w sztokholmskim Biurze RWE, Kanadyjczyk Kennedy Wells, zajęli się troskliwie Bucą. I tak powstała ta książka. Oficjalnym autorem był Buca, a Lisiński i Wells byli podani jako tłumacze, z tym, że Wells polskiego nie znał. Lisiński nagrywał opowieści Edwarda Bucy na taśmy, potem spisywał i redagował tekst, następnie tłumaczył to na angielski, a Kennedy Wells nadawał ostateczny kształt dziełu. Wszystko to trwało bardzo długo. Później wystąpiły następne trudności. Wydawca zażądał wielkich skrótow, na które nie chciał zgodzić się autor. W sumie książka wyszła niedługo przed „Archipelagiem Gułag” Sołżenicyna i naturalnie pozostała w głębokim cieniu tego dzieła. Tych prawie dziesięciu lat opóźnienia bardzo Lisiński żałował.

Po przejściu na emeryturę, Pan Michał zaczął pisać nałogowo. Opisywał w krótkich, dowcipnych opowiadaniach epizody ze swoich bogatych przeżyć wojennych, a także opisywał sprawy związane z jego rodzinnym Podhalem.

Do 1956 miał duże problemy z utrzymywaniem kontaktu z przyjaciółmi i z rodziną w Kraju. Później odwiedzała go w Szwecji siostra. Odwiedzali też przyjaciele. Na podstawie ich opowieści powstała powieść „Kamieniec” opisująca powojenne stosunki na Podhalu. Była to powieść realistyczna z tym, że funkcję komendanta powiatowego UB pełnił w niej autentyczny diabeł. Podobnie w swej drugiej wydanej książce p.t.: „Czarownica” Lisiński uciekł w metafizykę by osłabić obraz okrucieństw polskich i ukraińskich z czasów bratobójczych walk. Napisał także sagę o tatrzańskich rozbójnikach i przemytnikach z XVIII, XIX i XX wieku. Tę ostatnią książkę napisał po polsku i wspólnie ze swoją szwedzką żoną, po szwedzku. Niestety nie znalazł wydawcy dla żadnej z wersji.

Trudno żyć kilkadziesiąt lat na emigracji i nie angażować się w życie polityczne tejże. W 1946 Lisiński był współorganizatorem Polskiego Związku byłych Więźniów Politycznych w Szwecji (pokłosie wojny i tzw. Akcji Bernadotté) oraz Rady Uchodźstwa Polskiego – organizacji, która kiedyś skupiała wszystkie polskie organizacje w Szwecji stojące na stanowisku niepodległościowym. Praca zawodowa w RWE odcięła go jednak od tej działalności, nie chciał dawać pretekstu propagandzie reżymowej, która głosiła, że polskim życiem na emigracji rządzą właśnie takie obce ośrodki, jak RWE. Podobnie w okresie „wycieczek” do Szwecji polskich opozycjonistów (w latach 70-tych i 80-tych) Lisiński na spotkania publiczne: z Kuroniem, Onyszkiewiczem, Lipskim czy Michnikiem przychodził incognito.

Pod koniec lat 60-tych, Lisiński nawiązał do swoich ideałów młodzieńczych i przyczynił się do reaktywowania w Szwecji PPS-u. I nawet przez dwie kadencje pełnił funkcję prezesa, a po śmierci czołowego polskiego socjaldemokraty w Szwecji Łukasza Winiarskiego przejął po nim redagowanie pisma „Biuletyn Socjalisty”. Pismo to wychodziło w Sztokholmie w latach 1969 – 1987 z tym, że pierwsze sześć numerów z pomocą socjaldemokratów szwedzkich wydane było bardzo bogato. Lisiński na UJ należał do tej samej młodzieżówki PSS, w której wcześniej debiutowała Wanda Wasilewska, a żeby było śmieszniej, patronat nad tą organizacją sprawował Adam Ciołkosz. Po wojnie były w Londynie dwa PPS-y, jeden Ciołkosza, a drugi, bardziej lewicowy, Zaremby i Wąsika. Szwedzki PPS opowiedział się właśnie za tym drugim. Poza PPS-em należał Lisiński jeszcze do NiD-u t.j. w pełnej nazwie „Polskiego Ruchu Wolnościowego NIEPODLEGŁOŚĆ i DEMOKRACJA” założonego w Londynie przez Romualda Piłsudskiego.

Jak większość Polaków zatrudnionych w RWE, Lisiński pracował dla Polski przez duze P i gdy bywały konflikty dyrektora Nowaka z Amerykanami, bądź co bądź, właścicielami tego „interesu”, to mimo, że pracujący w Biurach Terenowych RWE Polacy nie podlegali polskiej dyrekcji w Monachium, a tylko swoim szefom w terenie, to Lisiński zawsze popierał linię polską. Po odejściu z rozgłośni Jana Nowaka-Jeziorańskiego, żegnano go hucznie w „polskim Londynie”. Wzbudziło to sprzeciw pewnej części pracowników RWE, którzy podpisali list protestacyjny przeciw „zagarnianiu przez Nowaka dorobku całego zespołu”. Mimo, że Lisiński nie zawsze z posunięciami Nowaka się zgadzał, to był oburzony na autorów i sygnatariuszy listu, którego naturalnie sam nie podpisał. Poniewaz trzymał się w cieniu; był mile zaskoczony, gdy prezydent Wałęsa przyznał mu w listopadzie 1991 Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. Do końca życia był związany ze szwedzką sekcją Amnesty International, co kłóciło się z jego pracą w RWE, szczególnie podczas wojny wietnamskiej. Ale bywają i takie przypadki.

Ludomir Garczyński-Gąssowski

  1. PERSPEKTYWY – 20-10-1972 i 27-10-1972
  2. Andrzej Czechowicz SIEDEM TRUDNYCH LAT –  MON, Warszawa 1972
  3. Transkrypt wywiadu z Andrzejem Smolińskim w telewizji warszawskiej nadanego dnia 9-03-1975 Archiwum RWE – Monachium 1975
  4. M. Lisiński KAMIENIEC – ARKA, Sztokholm 1987
  5. M. Lisiński CZAROWNICA – ARKA, Sztokholm 1990
  6. Stanisław Cat-Mackiewicz – KTO MNIE WOŁAŁ CZEGO CHCIAŁ… – IW PAX, Warszawa 19727
  7. Nils Andrzej Uggla – POLACY W SZWECJI W LATACH II WOJNY ŚWIATOWEJ Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk 1997, I NORDLIG HAMN – POLACKER I SVERIGE UNDER ANDRA VÄRLDSKRIGET – Uppsala Universitet, Uppsala 1997.
  8. POLACY W SZWECJI PO II WOJNIE ŚWIATOWEJ – Materiały sympozjum – Kongres Polaków w Szwecji – Sztokholm 1992.
  9. Jan Nowak-Jeziorański – POLSKA Z ODDALI (tom II) – ODNOWA, Londyn 1988.
  10. Irena Świt-Ihnatowicz JAK ŻYJE NOWA KLASA W POLSCE – GRYF, Londyn 1959.
  11. KULTURA, czerwiec 1967.
  12. Edward Buca VORKUTA (opracowanie i przekład na angielski Michał Lisiński i Kennedy Wells) CONSTABLE, NewYork – London 1976.

Lämna ett svar