Wariat przychodzi nocą. Szwedzki psychiatra w Gdańsku i Sopocie

Wpadła mi w ręce powieść sensacyjna rozgrywająca się w Gdańsku i Sopocie w roku 1920. Nie, nie jest to nowy polski kryminał retro, naśladujący Marka Krajewskiego i jego bohatera – radcę kryminalnego Eberharda Mocka, działającego w Breslau, czyli przedwojennym, niemieckim Wrocławiu. To szwedzka powieść z roku 1922, nosząca tytuł „Du dåre i denna natt…”.  Czyli dosłownie „Ty wariacie, tej nocy…”, ale myślę, że znacznie zgrabniejszy i wcale nie mniej adekwatny do treści byłby polski tytuł: „Wariat przychodzi nocą”. Autor podpisał się: Frank Heller, pod tym pseudonimem krył się niejaki Gunnar Serner.

„Wariat” to swego rodzaju hybryda gatunkowa, łącząca elementy powieści sensacyjnej oraz fantastyki politycznej, ale na szczęście nie przybranej w jakiś kosmiczny kostium, tylko w bardzo wiernie odmalowane realia pierwszych miesięcy istnienia Wolnego Miasta Gdańska. Takiego dziwnego miejsca, w niezwykłym czasie, gdzie zanim na dobre zapanowała brunatna władza, ścierały się interesy niemieckie, polskie, brytyjskie i sowieckie oraz – już tylko na polu ekonomicznym – żydowskie. A w kasynie w pobliskim Sopocie, który wtedy nazywał się Zoppot, międzynarodowe towarzystwo traciło wielkie fortuny w tempie jeszcze szybszym niż trawiła je inflacja.

Boom na szwedzkie oraz skandynawskie powieści kryminalne jaki przeżywamy już od dobrych kilkunastu lat zrodził też spory historyczne. Kto był pierwszy, kogo można nazwać ojcem lub matką szwedzkich kryminałów? Jeśli chodzi o współczesną literaturę, panuje właściwie zgodność, iż rodzicami są Maj Sjöwall i Per Wahlöö, którzy wymyślili komisarza Martina Becka oraz formułę powieści kryminalnej bardzo mocno osadzonej w kontekście obyczajowo-społecznym i pokazującej nie najpiękniejszą twarz Szwecji. Dlatego, kiedy kilka ich powieści wydano w latach 70. i 80. w Polsce, nasi czytelnicy podchodzi do nich nieufnie, uważając je wręcz za komunistyczną propagandę. Dziś, paradoksalnie, czyta się je lepiej, ale to już temat do innych rozważań.

Za pionierkę, czy trzymając się tej terminologii rodzinnej: babcię gatunku uważa się w Szwecji Marię Lang, która w latach 1949-1990 wydała przeszło czterdzieści powieści kryminalnych, do dziś chętnie czytanych i ekranizowanych, ale czy rzeczywiście nie było wcześniejszych prekursorów? Czy babcię Lang przyniósł w beciku bocian, czy też miała jakiś literackich rodziców?

Tematem tym badacze do niedawna zajmowali się niechętnie, jak w ogóle całą literaturą popularną, która wydawała się im niegodna poważniejszych studiów. Powieść kryminalna zyskała jednak w ostatnich latach taki status, że i jej korzenie stały się przedmiotem coraz bardziej dociekliwych analiz, a wnioski z nich stają się coraz ciekawsze. Paru autorów doczekało się nie tylko wydobycia z mroków zapomnienia, ale wręcz rehabilitacji.

Tak też jest z autorem „Wariata”. Gunnar Serner alias Frank Heller, urodzony w 1886 roku w Lösens w Blekinge, to postać bardzo barwna i zgoła mało „szwedzka”. Zresztą większość życia spędził zagranicą. Po ukończeniu studiów literaturoznawczych na Uniwersytecie w Lund, jako 26 latek był zmuszony uciec z kraju po wykryciu przez pracownika banku w Malmö sfałszowanych przez niego weksli. Serner wsiadł na pierwszy statek do Kopenhagi, skąd przez Hamburg dostał się do Londynu. Prowadził potem awanturniczy tryb życia, a jego najczęstszym adresem było Monte Carlo, gdzie jednak w miejscowym kasynie tracił wszystko, co zdołał zarobić. Szukając jakiegoś stałego dochodu zaczął pisać opowiadania, były one na tyle udane, iż w 1914 r. sztokholmskie wydawnictwo Bonniers zaproponowało mu stały kontrakt. Pod pseudonimem Frank Heller rozpoczął cykl powieści o superinteligentnym przestępcy Filipie Collinie. Mimo, iż pokrewieństwo Collina ze słynnym Arsenem Lupinem, bohaterem prozy Maurice’a Leblanca, było aż nadto oczywiste, książki Hellera zyskały w Szwecji dużą popularność. W sumie napisał przeszło 50 powieści, nie tylko o Collinie. Kilka z nich w okresie międzywojennym wydano także w Polsce. Były to m.in. takie tytuły jak Collin kontra Napoleon (1924), Lavertisse wygrywa główny los (1929), Pan Collin jest zrujnowany (1930), Przygody Filipa Collina (1930), Wakacje Karola Bertila (1930), Klejnot Maharadży (1931), Wódź mnie na pokuszenie (1931). Serner zmarł w 1947 r. w Malmö, będąc akurat przejazdem w Szwecji. Na stałe mieszkał w Mentonie na francuskiej Riwierze, miał też rezydencję na Bornholmie.

Latem 1922 roku autor zawitał do Gdańska, skąd dojeżdżał do kasyna w Sopocie i to, co tam zobaczył i usłyszał, zrobiło na nim tak mocne wrażenie, iż szybko przekuł w powieść. Poza tym musiał jakoś odbić sobie to, co przegrał w ruletkę i Black Jacka. Książka ukazała się jeszcze w grudniu tego samego roku.

Głównym bohaterem swej opowieści Heller uczynił szwedzkiego psychiatrę Gerdta Lymana, który przyjeżdża do Gdańska, by odwiedzić światową sławę w swoim fachu, profesora Oscara Freudenthala. Zanim jednak uda mu się dotrzeć do mistrza, przeżyje liczne i niezwykłe przygody. Autor cofa akcję do roku 1920, kiedy Gdańsk jest pogrążony w chaosie powojennego kryzysu, zbankrutowany wskutek reparacji jakie Niemcy musiały zapłacić na mocy pokoju wersalskiego, wystawiony na działania różnych aferzystów i przemytników, rozgrywki prawdziwych i fałszywych dyplomatów oraz dywersyjne akcje agentów bolszewickich. Pewnej nocy w tym tyglu pojawia się tytułowy „Wariat” i to on staje się motorem oraz katalizatorem dalszych wydarzeń.

Powieść Hellera nie jest wolna od mielizn fabularnych, szerokich jak plaża w Sopocie i naiwności narracyjnych, niczym z powiastek dla dorastających panienek, ma jednak spore walory poznawcze, jakiś nostalgiczny klimat i ciągle aktualne przesłanie (niestety nie mogę tu zdradzić jakie), co sprawia, iż nadal warta jest lektury. Trzeba tylko przyjąć z przymrużeniem oka zawarty w niej element fantastyki oraz pogodzić sie z pewną nutą antysemityzmu, chyba dość typową dla epoki.

„Wariat” ukazał się po polsku w roku 1930 jako „Ekspres syberyjski”. Taki tytuł ma pewne uzasadnienie w fabule, choć przede wszystkim wskazuje, że polski przekład dokonany został na podstawie wydania niemieckiego, które nazywa się właśnie „Der sibirische Express”. Dlatego, jak zawsze w takich przypadkach, lepiej sięgnąć  po oryginał, który jest dostępny w wielu szwedzkich bibliotekach, zwłaszcza wznowienie z 1949 roku, wydane w ramach cyklu „Frank Hellers bästa”.

Piotr Cegielski

Tekst publikowany był w Nowej Gazecie Polskiej w 2016 roku.

Lämna ett svar