„Miłość ci wszystko wybaczy, bo miłość, mój miły, to ja”

Trzeba mieć czysty umysł, czysty jak chłodny powiew poranka, by zaprzyjaźnić się z zapachami. Z choinkowym aromatem świerkowej gałęzi, ostrą wonią żywicy, zapachem świeżo skoszonej trawy, wiosennym paleniem liści, ziemi po deszczu, oddechem lasu po burzy, porannej kawy, świeżego pieczywa, pierwszego kęsa jabłka, zapachu niemowlęcia, niepokojącego zapachu kobiecych włosów. Zapachu przemijającego czasu, gdy nie masz już ochoty nic zmieniać i dokładasz tylko starań by nic nie unicestwiło miłości do życia, by nić wytrzymała jak najdłużej.

Miłość… Nie ma na ziemi ważniejszego sakramentu jak miłość. Sakramentu, który aby się narodził musi spełnić dwa warunki – zero wyrachowania, zero kalkulacji. W miłości nie ma chłodu. Przeciwnie do strachu, gdy ciało obsypuje dreszcz milionów lodowatych igiełek paraliżujących serce i wyłączających mózg. Strach z zimna się składa.

Na zegarach miłości nie ma wskazania – od do, miłość istnieje – od zawsze. Żyła już dawno, zanim wykształciło się pojęcie wiary, zanim przyszła nowa religia zza Morza Śródziemnego. Miłość to sakrament, którego nie sposób porzucić ani zdradzić.

A więc jest wszystkim? Ideałem bez wad? Trudno powiedzieć. Mówi się, że miłość potrafi wypełnić bez reszty. Zapewne tak, ale czy może stać się sensem życia, wypełnić je całkowicie?

Tu zdania są podzielone. Szczęśliwość (miłość) wydaje się nie być, w co wielu wierzy, stanem, w którym człowiek pragnąłby spędzić życie. Już w najstarszych księgach mędrcy stawiali sobie pytanie: Co znaczy szczęście? Szczęście może być zaczątkiem wszystkiego, może również punktem, od którego biorą początek obserwacje. Rajska narracja zdaje się nie wspomina ni słowem o szczęściu na Ziemi? Człowiek raczej zostaje strącony w prozę fizycznej egzystencji za nieposłuszeństwo boskim nakazom. To prowokuje ważne pytanie: Czyżbyśmy tu byli za karę?

Idźmy dalej. Zabijanie powinno przerażać, a nie przeraża. Przeciwnie, jest odruchem tkwiącym najgłębiej w naturze żywych organizmów i w ogóle warunkiem istnienia! Prawa natury panujące na tej planecie wymuszają zabijanie. To bezwzględna konieczność, z którą niema rozwodu. Musimy się pogodzić z tym, że jesteśmy stworzeniami fizycznymi, wmontowanymi w system, którego kamieniem węgielnym jest walka o przetrwanie i kropka. Sorry, taki mamy klimat!

Trudniej pogodzić się z tym, że zabijanie sprawia przyjemność. A sprawia i to nie tylko człowiekowi, ale i zwierzętom. Wilk nie zabijałby pięciu koźlaków, lis nie dusiłby dwudziestu kur z głodu. Starczyła by jedna ofiara.

W Tobie, we mnie, w każdym człowieku i zwierzęciu, tkwi utajony gdzieś w najgłębszym dnie kory mózgowej, instynkt żołnierza z wyboru, myśliwego z pasji, utajona i wypływająca pod presją chwili chęć zabijania! Myśliwy zabija zwierzęta, żołnierz zabija ludzi, przypadkowy człowiek zabija przypadkowego człowieka. Żołnierz z wyboru idzie się bić dla samej walki, dla zabijania. Nie wybiera, kogo chciałby zabić, zabija dla samego faktu zabijania. Myśliwy podobnie, ale owija wszystko w szlachetne słowa.

Wierzymy, że nasza sprawa jest słuszna, dlatego wolno nam uśmiercać bez różnicy, sąsiada, zwierzę, siebie. Zabijając pomagamy słusznej sprawie. Zabijamy, bo uwierzyliśmy, że istnieje po temu prawo, wszak najstarsze i najmądrzejsze księgi wypełnione są przykładami zabójstw i morderstw. Poddawani jesteśmy przez całe życie spektaklowi unicestwiania życia. Trzeba urżnąć kurczakowi główkę, żeby był rosołek dla dziecka!

To tam, w nie do określenia dalekiej przeszłości, w samym jądrze koncepcji powstania życia na Ziemi, znajduje się źródło ziemskiej władzy Nieboga, stamtąd wzięto kamień, przyduszający człowieka do ziemi.

A dusza? Co z duszą? Spokojnie, dusza ma się stosunkowo dobrze! Jest tu i zarazem w jakiejś innej przestrzeni. Ma niewielkie szanse zwycięstwa nad Niebogiem tu na ziemi (stąd Wielka Obietnica – Powrotu do Raju), ale jest!

Niesiemy w sobie wszyscy, ludzkość niesie, identyczne zarażenie i podobne przerażenie. Powstaliśmy w efekcie zarażenia i wiemy o sobie, pomimo dumnej nauki i zarozumiałych religii, o wiele mniej niż myślimy, że wiemy. Lub inaczej: Wiemy o sobie nieomal wszystko, w każdym razie tak nam się wydaje, ale nadal brak nam odpowiedzi na najważniejsze: dlaczego?

Wierzymy w chrześcijaństwo. Od z górą dwóch tysięcy lat dźwigamy krzyż, i sił brakuje a z nadzieją coraz wątlej! Czy nie widzisz Boże, co tu się dzieje? Twój Jezus przegrał na krzyżu! Minęło dwadzieścia wieków i gdzie On oraz Jego obietnice? Tylko nam gorzej i gorzej i nadchodzą straszne myśli – Że wszystko, co robimy z naszym życiem, to iluzja warta funta kłaków! Że ta planeta się kończy! Że słońce zgaśnie!

A Bóg słucha, uśmiecha się i czasem spoza zapachu porannej kawy dociera do nas szept: Wy macie zegary, ja mam czas, a Jezus sobie poradzi.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar