ALEKSANDER KWIATKOWSKI: Jak nie byłem asem wywiadu

Cnota to chroniczny brak okazji. To stare przysłowie, na ogół użyteczne w kontekstach romantyczno-erotycznych, daje się jednak zastosować wszędzie.

Od wielu lat zastanawiam się, czytając liczne relacje o stukaczach, TW (tajnych współpracownikach) i innych tego typu swołoczach: czemu nie ja? W końcu przeżyłem w tym ustroju ok. 20 lat, kilkakrotnie wyjeżdżałem za granicę, a nawet na emigracji nie byłem przed zakusami jego reprezentantów w pełni chroniony. A tu ciągle: brak propozycji. A przecież wygląda na to, że wszyscy byli umoczeni…

Moja przyszła żona, opuszczając Polskę blisko 4 lata po mnie (wtedy się jeszcze nie znaliśmy), była przy odbieraniu paszportu w Pałacu Mostowskich gruntownie przepytana o zapraszającego ją do Szwecji dalekiego krewnego (zupełna fikcja!), a wymawiając się skąpą wiedzą na ten temat, została zobligowana do dokładnej relacji po powrocie, który na szczęście nie nastąpił. Ja odbierałem w tymże pałacu paszport kilkakrotnie… i nic.

Natomiast otarli się o służby specjalne moi rodzice, w przeddzień swego wyjazdu z Polski, gdy odwiedzili ich dwaj smutni panowie i zaproponowali pozostawienie mieszkania do ich dyspozycji na czas nieobecności w kraju, oferując płacenie komornego i szantażując, w razie odmowy, odebraniem paszportów. Mój ojciec oparł się temu zdecydowanie, zaparł się w żywy kamień, powiedział smutniakom, że wróci i umrze w tym mieszkaniu (słowa nie dotrzymał) i paszport jednak zachował.

Także w Sztokholmie działanie PRL-owskiego konsulatu wobec mnie ograniczyło się do odmowy przedłużenia paszportu i później, gdy już miałem szwedzkie obywatelstwo, a jeszcze nie zwolniłem się z polskiego, do nieśmiałej zachęty, bym równocześnie wystąpił o paszport konsularny. Czego naturalnie nie uczyniłem.

Również w kontaktach z reżimowym Instytutem Polskim w latach 1970.i 1980. nie miały miejsca żadne zachęty do czegokolwiek.

A przecież mogło być tak pięknie…

Mój młodszy o dwa lata, ale kończący te same studia historyczne na UW pięć lat po mnie, as wywiadu Andrzej Czechowicz, podobnie jak ja wyjechał najpierw (rok przede mną) do Wielkiej Brytanii i nie mogąc się tam zatrzymać na dłużej, wyjechał do RFN (ja z tych samych powodów do Szwecji). Gdy on, nieco później w swej pracy w RWE, kopiował materialy dla wywiadu MSW, zajmując się także wycinkami prasowymi, ja na tym samym materiale szalałem w sztokholmskim SFI (Svenska Filminstitutet), pracowicie wyłuskując Polonica i wysyłając je (nielegalnie, a w każdym razie nieformalnie, bo na koszt zatrudniającej mnie firmy) do biblioteki POSK w Londynie, ku nieustającej wdzięczności dr. Marii Danilewicz. A nieco później kolaborowałem jednak z Polskim Instytutem, m.in. w celu uzyskania polskich gazet i czasopism, z których równie pracowicie i równie konspiracyjnie, wybierałem polonica filmowe, mikrofilmowane na dyskusyjną korzyść działu dokumentacji tegoż SFI, gdzie poza niżej podpisanym nie mogły być w zasadzie przydatne nikomu.

Aleksander Kwiatkowski

 

Lämna ett svar