Mord w Akademii

Jak ratować powoli zjadający własny ogon gatunek powieści kryminalnej? Niezły pomysł na odświeżenie tego genre´u ma szwedzki pisarz Martin Olczak. „Klasyczne” powieści kryminalne ciągle są modne. Aż za modne. Co roku, zarówno w Szwecji, jak i w Polsce, inne kraje zostawmy w spokoju, ale tam jest podobnie, ukazują się setki nowych wydań i tłumaczeń. Więc nawet najbardziej zapalony czytelnik nie jest w stanie nadążyć za wszystkimi nowościami.

Co gorsza, mimo mnożących się konkursów, nagród i festiwali kryminału, ilość wcale nie przechodzi w jakość. Sztampa czy zgoła nieporadność językowa, zużyte do cna stereotypowe postaci i znane do bólu typy zbrodni, klisze fabularne, niezabawne pastisze, niemal jawne plagiaty – to zjawiska powszechne na rynku tego gatunku literatury. W tej sytuacji naprawdę trudno znaleźć powieść, która sięgałaby poza taką normę.

Kiedy widzę, że autor nie wyszedł poza standardowy katalog wątków albo listę banalnych  psychologicznych portretów bohaterów, z jednej strony – przestępców, z drugiej – stróżów prawa, detektywów, dziennikarzy śledczych, czyli wszystkich zajmujących się ściganiem i rozwiązywaniem zagadek zbrodni, szybko rezygnuję z lektury. (Odchodzę od tej zasady głównie dla krewnych i przyjaciół, którzy chwycili za pióro, niestety kryminały piszą dziś już prawie wszyscy, więc nie wiem jak to będzie dalej…)

Proszę zatem sobie wyobrazić moją szczerą radość, kiedy wpadła mi w rękę książka Martina Olczaka „Akademimorden”. Dodam od razu: ani mojego krewnego, ani znajomego.

Przyznaję się do radości przy lekturze, mimo że w powieści tej trup ściele się gęsto, w dodatku są to trupy pierwszej jakości, czyli członkowie Szwedzkiej Akademii – tak, tej samej, która przyznaje literackie Nagrody Nobla! Najpierw w Berzelli Park w Sztokholmie zastrzelona zostaje osoba numer jeden w tym gronie, czyli stały sekretarz Akademii, niejaki Hubert Rudqvist. Autor wymieszał w tej postaci dwóch ostatnich prawdziwych sekretarzy: Horace´a Engdahla z  Peterem Englundem, najprawdopodobniej po to, by żaden z panów nie wytoczył mu procesu o uśmiercenie, choćby tylko literackie. Potem giną kolejni akademicy, płci obojga, nie pomaga im ochrona policji. Oczywiście zagadka ma charakter intelektualnej szarady, z takimi bohaterami jak August Strindberg, czy Sven Hedin, zapomniany dziś, ale niegdyś słynny na cały świat szwedzki podróżnik i odkrywca, skompromitowany później jako entuzjasta nazizmu.

Niekonwencjonalny jest też tandem rozwiązujący tajemnicę mordów: zawieszona w czynnościach służbowych policjantka, Claudia Rodriguez (pochodzenia chilijskiego) oraz jej były życiowy partner, introwertyczny Leo Dorfman, właściciel antykwariatu książkowego. W pewnym momencie to oni zaczynają być ścigani, i to zarówno przez policję, jak i zbrodniarza. Tu muszę przerwać, żeby nie zdradzić zbyt wiele.

Dla polskiego czytelnika mamy dodatkowy smaczek – kluczowym świadkiem w sprawie zabójstw w Akademii jest Polak z Wrocławia, aktualnie sztokholmski pijaczek i menel nazwiskiem – jak na literackie środowisko przystało – Kosinski. Autor kilkakrotnie popisuje się w książce swą nienaganną polszczyzną, co więcej, takie słowa jak płaszcz czy Przybyszewski wydrukowane są bezbłędnie, co wydawałoby się w szwedzkiej publikacji prawie niemożliwe…

Martin Olczak, urodzony w 1973 roku w Sztokholmie, był dotąd znany jako uzdolniony pisarz dla dzieci i scenarzysta. Kilkanaście jego książek rozeszło się w wielotysięcznych nakładach. Największym powodzeniem cieszyła się seria tomików o młodocianym supermanie – Megakillen. Debiut Martina w kategorii literatury dla dorosłych dobrze rokuje na przyszłość, lektura trzyma w napięciu, a zagadka ma błyskotliwe rozwiązanie, choć powieść jako całość nie jest całkiem wolna od wspomnianych stereotypów, zwłaszcza w budowaniu postaci. Mam też wrażenie, iż pisarz trochę przesadnie popisuje się swoją literacką i historyczną erudycją, zwłaszcza w kwestii poszukiwań genealogicznych, a dialogi bywają chwilami przegadane. Ale z pewnością lepsze takie drobne wady, niż umysłowa płycizna i warsztatowa nieporadność większości książek tego gatunku. Książka Olczaka jest tak sugestywna, iż czytelnikowi pozostaje na koniec prawdziwy niepokój: kto w przyszłym roku przyzna literackiego Nobla?

Piotr Cegielski

Martin Olczak, Akademimorden, Norstedts 2013, 367 s.
Foto: CC BY-SA 4.0
Recenzja publikowana była w Nowej Gazecie Polskiej w 2014 roku.

Lämna ett svar