ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: Konfitury

Czy można pokochać dobrą prozę literacką, napisaną przez człowieka skazanego na lata więzienia za wielokrotne bestialskie gwałty? Czy można zachwycać się wierszami, których autorem jest były, lub współczesny, bez różnicy, nazista? Czy w ogóle należy brać pod uwagę i oceniać dorobek artystyczny człowieka wplątanego w afery pedofilskie, czy inne podobne obrzydlistwa? Czy można sobie pozwolić na lubienie piosenek tworzonych przez narkomana, złodzieja, mordercę?

Podobne pytania stawiała sobie literatura przez całą druga połowę dwudziestego wieku. Zapewne wcześniej również, choć chyba rzadziej, ale ominęło to zdaje się produkcje filmowe. Dlaczego tak? Z wielu powodów, ale też, dlatego ponieważ film, choć stoi za nim reżyser, jest zdecydowanie pracą zespołową, książkę natomiast pisze jedna osoba. Odpowiada za nią autor, pisarz albo pisarka.

*

Wysiłek umysłowy i królestwo materii przenikają się nawzajem, uzupełniają, tasują. Niemożliwe żeby istniały oddzielnie, ale potrafią pokonać czas, co sprawdziłem na sobie parę lat temu. W głębi kuchennej szafki znalazłem słoiczek i ręką mojej mamy nakreślone słowa – Konfitury 1984. Od dawna niema już tego domu, tego życia, tego podwórka. Niema większości ludzi, którzy tam żyli i mieszkali, Jej niema, a konfitury z owoców, których dotykały ręce mojej mamy są. Z naleśnikami pychota!

Wspomnienie objawione pod postacią konfitur, pamięć przedmiotu, odzyskany/przekroczony czas?

*

Nie jestem twórcą w ścisłym znaczeniu tego słowa, że jednak coś tworzę. Jestem twórcą płodowym (gdzieś przeczytałem, spodobało mi się i wziąłem na własny użytek), naturszczykiem. Większość tego, co piszę, nie jest pracą sensu stricto intelektualną, raczej swoistego rodzaju echem, wysiłkiem podjętym przez duszę, fermentującym na różne sposoby ego.

Jestem człowiekiem pozbawionym agresywnej ambicji twórczej, ale pracowity to jestem. Nie mam specjalnie dobrych pomysłów, raczej przerabiam w głowie na słowa, co skądeś nadchodzi. Od wielu lat moje zainteresowania – kiedyś bliskie pasji, nie ulegają zmianom. Fascynuje mnie pamięć czasu, śmierć, oraz wszystko, co może dotyczyć lub mieć wspólnego z doświadczeniem egzystencjalnym, ze specjalnym uczuleniem na doświadczenie mistyczne.

Nie opowiadam o tym, co mnie naprawdę zachwyca, co boli, co napawa lękiem. No może trochę, i tylko dwóm osobom. Zaginam rogi książek. Kolekcjonuję sny. Pojedynkuję się z duchami i ciągle przegrywam. Usłyszałem kiedyś, jak ktoś o mnie powiedział, on jest nietrafiony. Spodobało mi się, choć nie wiem ani się domyślam, co „ów głos” miał na myśli.

*

Czy pytania z zakresu etyki i moralności należy roztrząsać tylko w sensie wartości: kryzys/ wzlot? Nie wiem, nie mam filozoficznego wykształcenia, ale myślę, że tak powinno się robić, i że jest to niezbędne tak dla higieny psychicznej pojedynczego człowieka, jak i jego kraju.

Chciałbym, aby w moim kraju przestrzegana była sprawiedliwość, wolność wypowiedzi i działania, i aby wierzono w rozum. Chciałbym, aby kierowano się zasadami innowacyjnej i konkurencyjnej ekonomii. Chciałbym, aby władze mojego kraju nie ulegały tendencjom nacjonalistycznym, brzydziły się wszelkimi objawami rasizmu, tępiły korupcję, i nie ulegały nepotyzmowi.

W końcu chciałbym – że też musiałem tego dożyć po czterdziestu trzech latach spędzonych poza Polską – nie gimnastykować się z wyjaśnieniami i tłumaczeniami, gdy w rozmowie z moimi szwedzkimi przyjaciółmi schodzi na dzisiejszą Polskę i oni mówią, że są zdziwieni, zaskoczeni, i czekają abym im wytłumaczył, co się właściwie dzieje.

Chciałbym umieć …kierować się emocjami i pragnieniami, snuć plany i tworzyć przyjaźnie, zawierać sojusze, kochać i cierpieć, posiadać wyraźną osobowość i cechy charakteru. Tak pisała w 1960 roku Jane Goodall, po spędzeniu wielu lat w naturalnych warunkach afrykańskiego buszu z gromadą szympansów.

Byłbym bardzo szczęśliwy i dumny z siebie, gdyby kiedyś ktoś o mnie tak powiedział. Choć pomyślał.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar