Szwedzi mile widziani. Ale na razie nic z tego

Pisałem ten tekst 10 lat temu, gdy wydawało się, że rozpoczęcie budowy pierwszej elektrowni atomowej w Polsce, to tylko kwestia czasu. Miała zacząć działać w 2020 roku. Od tego czasu nic się nie wydarzyło…

Sołtys gminy Żarnowiec, Stanisław Potrykus – Kaszub z dziada pradziada, nie widzi innej alteratywy – to właśnie najlepsze miejsce, by powstała tam pierwsza w Polsce elektrownia atomowa. Tym bardziej, że właśnie ta w 1982 roku zaczęto je budowę, a przerwano w 1990 rok. Wówczas była to jedna z pierwszych decyzji podjęta przez nowy rząd Tadeusza Mazowieckiego. – Najlepiej, by budowali ją Szwedzi – mówi Potrykus. Entuzjastycznie o planach budowy elektrowni atomowych mówi także Adam Sołtan, wcześniej dyrektor departamantu w Polskiej Agencji Atomistyki. ”Szwedzki inwestor? Czemu nie?” Tym bardziej, że związki Sołtana ze Szwecją są silne: jest także obywatelem szwedzkim i przez kilkanaście lat mieszkał w Sztokholmie.

Polska jest jedynym krajem z Grupy Wyszehradzkiej, który nie posiada elektrowni jądrowej. W V4 pracuje 14 bloków jądrowych, które wytwarzają 33% energii elektrycznej w Czechach, 50% na Węgrzech i 54% na Słowacji. Gdy polityka klimatyczna Unii Europejskiej wymaga redukcji udziału węgla w naszym miksie energetycznym, to energetyka jądrowa może nam dostarczyć stabilną energię, niezależną od pogody i bez emisji CO2.Technologie jądrowe są ciągle udoskonalane. W tym roku uruchomiono pierwsze na świecie reaktory jądrowe najnowszej generacji III/III+ z pasywnymi systemami bezpieczeństwa, które wykorzystują zjawiska fizyczne i w sytuacjach awaryjnych przez wiele dni nie wymagają zasilania zewnętrznego. Trwają prace nad zaawansowanymi reaktorami IV generacji. Świat wykonuje jądrowy skok do przodu.

Natomiast w Polsce nastąpiła luka pokoleniowa i stopniowo tracimy kompetencje jądrowe, które posiadaliśmy. Potrzeba wyjątkowej mobilizacji, aby je odbudować, jednocześnie odpowiadając na nowe wyzwania w zmieniającym się sektorze jądrowym. Potrzebujemy odpowiednio przygotowanych kadr. Prowadzone są programy wymiany międzynarodowej, umożliwiające zagraniczne staże i zdobywanie doświadczenia w krajach rozwijających energetykę jądrową. (Piłatowski: Polski atom może być dużym pracodawcą. Biznes/Alert)

Czy energia atomowa to rozwiązanie dla problemów energetycznych Europy? Energia atomowa ma zapewnić niezależność i – paradoksalnie – ma być ekologiczną alternatywą w pozyskiwaniu energii. Premier Donald Tusk zapowiedał, że do roku 2030 mogą w Polsce powstać nawet trzy elektrownie atomowe….

– Zapotrzebowanie na energię będzie w Polsce rosło – mówił Adam Sołtan. – Najprostszym sposobem, by tym wymaganiom sprostać, jest budowa elektrowni atomowych. Sołtan, fizyk, do przejścia na emeryturę, dyrektor departamentu w Państwowej Agencji Atomistyki w Warszawie. Jego ojciec, również Adam, był profesorem na Uniwersytecie Warszawskim i nazywany jest twórcą polskiej fizyki jądrowej. Młodszy Adam poszedł w jego ślady, studiował fizykę w Warszawie, w 1976 roku doktoryzował się z zakresu eksperymentalnej fizyki jądrowej na Wydziale Fizyki UW. W 1986 roku znalazł się w Szwecji. W latach 1986-94 był pracownikiem Manne Siegbahnlaboratoriet w Sztokholmie, później przez cztery lata pracował na Politechnice Sztokholmskiej. Jest jednym z niewielu Polaków, który zdecydował się po przemianach politycznych, na powrót do Polski. Oferta stanowiska dyrektora Departamentu Współpracy z Zagranicą i Integracji Europejskiej Państwowej Agencji Atomistyki była kusząca.

O energii atomowej mówił z entuzjazmem i dużą wiarą, że wreszcie…. Wreszcie w Polsce (jednym z niewielu państw europejskich, który nie ma elektrowni atomowej) rozpocznie się praca nad budową pierwszego reaktora.

Historia elektrowni atomowych jest już długa. Pierwsza elektrownia powstała w 1954 roku w Obnińsku (ZSRR), ale wówczas nie chodziło jeszcze o pozyskiwanie energii, a bardziej o produkcję materiału rozszczepialnego do produkcji bomby atomowej. Dzisiaj działa na całym świecie kilkaset elektrowni atomowych, w Europie prym wodzi Francja. W Polsce pierwsza elektrownia miała powstać w Żarnowcu, plany jej budowy zrodziły się w 1972 roku, ale dopiero w 1982 roku podjęto uchwałę o podjęciu budowy. Czasy były gorące politycznie, decyzje zapadały arbitralnie w Warszawie. Wówczas wszelkie protesty wobec budowy były niemożliwe. Katastrofa w Czernobylu nieco schłodziła tempo budowy, ale prace kontynuowano chociaż okoliczni mieszkańcy z przerażeniem myśleli, że sowiecka technologia, która zawiodła w Czernobylu, będzie wykorzystywana również na ich terenie. Gdy niemal całe zaplecze i główne budynki były gotowe, padł komunizm, a jedną z pierwszych decyzji rządu Tadeusza Mazowieckiego było wstrzymanie budowy elektrowni. Miejscowa ludność odetchnęła.

Stanisław Potrykus był sołtysem w Żarnowcu. Zresztą w Żarnowcu nie mieszka długo, bo pochodzi z okolic Pucka. Nie pamięta więc tamtych czasów i protestów, ale wie jedno: dzisiaj nikt nie ma zamiaru protestować, wręcz odwrotnie: wszyscy modlą się w miejscowym kościele, by rząd podjął decyzję budowy elektrowni właśnie na ich terenie. – To najlepsze i najprostsze rozwiązanie – tłumaczy Potrykus, gdy stoimy przy ogrodzeniu otaczającym ruiny budynków, w których miały być zainstalowane reaktory. – Przecież już zrobiono tutaj badania geodezyjne, jest cała infrastruktura, jest jezioro i elektrownia wodna szczytowo-pompowa, która dostarczy energii na placu budowy. Owszem, budynki, a raczej zdewastowane betonowe kikuty stoją, jest woda potrzebna do schładzania reaktorów, jest też prawie jednomyślność lokalnych polityków, którzy widzą w budowie na ich terenie elektrowni atomowej, wielką szansę. Na pracę dla ludzi, na nowe inwestycje, na rozwój.

Dzisiejsza technika w elektrowniach atomowych jest bardzo efektywna i pewna – tłumaczy Adam Sołtan. Ale z drugiej strony budowa elektrowni jest inwestycją drogą i wymaga czasu. Ocenia się, że samo planowanie i budowa jednej elektrowni może zająć około 15 lat. Czy zatem realne jest zrealizowanie rządowych planów budowy dwóch-trzech elektrowni w Polsce do roku 2030? – Mam nadzieję, że jest to realne, wierzę w to – przekonywał mnie w 2009 roku Sołtan.  

– To rozwiązanie bardzo ambitne – wyjaśniał Zbigniew Kamieński, ówczesny dyrektor Departamentu Energii Jądrowej w Ministerstwie Gospodarki, z którym rozmawiamy w Warszawie. – Już uruchomiliśmy proces przygotowawczy, podjęto stosowne uchwały, powołano specjalnego pełnomocnika rządu ds. polskiej energetyki jądrowej. Została nim Hanna Trojanowska. Kamieński mówi o tym, jak diametralnie zmieniła się opinia publiczna w sprawie energii atomowej – dzisiaj większość społeczeństwa jest pozytywnie nastawiona do tych planów. – Chcę jednak podkreślić, że nasze podejście do tego żeby wprowadzić energię jądrową nie jest w żadnej kolizji z rozwojem energii odnawialnej – zapewniał dyrektor Kamieński. Dzisiaj te zapewnienia brzmią jak historia.

Jeśli nie podejmiemy zdecydowanych działań, by zapewnić niezależność energetyczną Polsce, wówczas możemy znaleźć się w trudnej sytuacji – wyjaśniał polskie stanowisko ąwczesny dyrektor Wojciech Ponikiewski z Departamentu Zagranicznej Polityki Ekonomicznej Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Wybór techniki jądrowej dla pozyskiwania energii wydawał się być podyktowany względami geopolitycznymi, chociaż przedstawiciele odpowiednich ministerstw w Polsce zaprzeczają. Ich zdaniem to przede wszystkim sprawa zdrowego rozsądku, podyktowana względami ekologicznymi. Polska uzależniona dzisiaj od energii pozyskiwanej z węgla musi ten stan rzeczy zmienić. Głównie pod naciskiem nowych norm ekologicznych: Polska musi ograniczyć emisję dwutlenku węgla. Budowa elektrowni atomowych w Polsce może więc uspokoić sytuację energetyczną, ale – jak mówi dyr. Kamieński – nawet w 2030 roku niemal 70% energii wytwarzanej w Polsce pochodzić będzie z elektrowni węglowych. Również dyr. Ponikiewski podkreśla, że nie chodzi o geopolitykę, a raczej o wypełnienie standardów unijnych.

Takie było wówczas oficjalne stanowisko. Zupełnie inaczej sprawy komentuje sołtys Potrykus. Nie ma bowiem wątpliwości, że przede wszystkim chodzi o uniezależnienie się od Rosji. I nie wyobraża sobie, by w ewentualnej elektrowni, która być może powstanie nad Jeziorem Żarnowieckim, ktoś chciał wykorzystać technologię rosyjską. W pamięci mieszkających tam ludzi zbyt mocne jest wspomnienie Czarnobylu, by wyrazić na to zgodę. – – Co innego, gdyby elektrownię zbudowali nam Szwedzi… – mówił sołtys.

Wówczas  jedynym śladem po Szwedach na terenie obszaru, na którym budowano kiedyś elektrownię – działa tam Strefa Ekonomiczna Żarnowiec – była duża, nowoczesna fabryka szwedzka produkująca kable. Szwedzkiego inwestora na terenie Żarnowca, bądź gdziekolwiek indziej, gdyby zapadła taka decyzja, widziałby także Adam Sołtan. I nie tylko ze względu na sentyment do Szwecji, ale ze względów czysto praktycznych. Zachodni inwestor to zarówno finanse i nowoczesna technologia, a dodatkowo Szwedzi są już obecni na polskim rynku energetycznym. – Politycy nie chcą mówić o tym w sposób otwarty – uważał Sołtan – i nie chcą powiedzeć głośno to, o czym mówią miliony Polaków: nie chcemy być uzależnieni do Rosji, od ich technologii.

Mimo entuzjazmu, z jakim wszyscy mówią o budowie elektrowni atomowych w Polsce, to jednak trudno oprzeć się sceptycyzmowi: na razie wszyscy widzą w nich wielką szansę dla rozwoju Polski, ale od niemal 10 lat nic w tej sprawie się nie wydarzyło.

Stanisław Sobolewski

 

 

 

 

Lämna ett svar