Polski cmentarz wojenny na Gotlandii

Zainspirowana ciekawym artykułem p. Leszka Wątróbskiego pt. „Polskie cmentarze na świecie” (NGP 2016 nr 20) chciałabym dorzucić cegiełkę do tego tematu i wspomnieć o być może nie wszystkim znanym cmentarzu ofiar wojennych (między innymi polskich) w parafii Lärbro na Gotlandii.

Wyspy Gotland nie trzeba chyba nikomu opisywać: znana ze swego pięknego krajobrazu, którego jedną z głównych atrakcji stanowi przyrodnicze kuriozum, jakim są kilkunastometrowe skały wapienne w kształcie wielkich maczug (tzw. raukar), jak też z licznych atrakcyjnych wydarzeń kulturalno-politycznych, stanowi ona wdzięczny cel wycieczkowy, przyciągając co roku około miliona turystów.

Nie wszyscy jednak wiedzą o istnieniu na Gotlandii, a ściślej w miejscowości Lärbro, muzeum szpitala wojennego (Lärbro Krigssjukhus-Museum), które przypomina nam i przybliża historię szwedzkiej opieki leczniczej dla uchodźców i ofiar drugiej wojny światowej. W latach 1939-1942 wybudowano tam bowiem szpital wojskowy, który w chwili zakończenia budowy i oddania do użytku uchodził za największy i najbardziej nowocześnie wyposażony szpital w Szwecji. Dysponując liczbą około 500 łóżek szpitalnych, gotowy był na przyjęcie głównie pacjentów należących do szwedzkiej służby wojskowej, lądowej i morskiej.

Oprócz nich również ludność cywilna Gotlandii mogła tam liczyć na opiekę zdrowotną, ale nie tylko: w czasie trwania zamieszek wojennych wielu rannych i chorych uchodźców z krajów bałtyckich znalazło swój azyl i pomoc lekarską w wojennym szpitalu w Lärbro.  Większość z nich docierała na Gotlandię w otwartych łodziach, szalupach, pontonach, itp., po kilkudniowej nieraz podróży w ciężkich warunkach klimatycznych. Ludzie ci byli skrajnie wycieńczeni, często na granicy życia i śmierci. Pod koniec 1944 roku ów napływ uchodźców osiągnął apogeum: około 10.000 przybyszy, głównie z Łotwy i Estonii. Ale byli wśród nich również Litwini i Polacy, jak też i Niemcy, uciekający przed zbliżającą się Armią Czerwoną. Część z nich lokowano w naprędce przygotowywanych ośrodkach, zaś chorych i rannych odsyłano głównie do szpitala w Visby oraz do szpitala wojskowego w Lärbro.

Svante Hagström, autor cennego dokumentu źródłowego na ten temat, pt.: „Szpital wojenny w Lärbro” (Lärbro krigssjukhus), przytacza wypowiedzi ówczesnych pracowników szpitala i innych świadków tamtych wydarzeń. Przytłoczony tą nieoczekiwanie wielką ilością pacjentów personel szpitala wezwał do pomocy poborowych, stacjonujących w jednostkach wojskowych na Gotlandii. Jeden z nich, Sigurd Werkelin, pamięta ów niezapomniany dzień 20 września 1944, kiedy to zostali wezwani do szpitala w Lärbro: „Już następnego dnia zaczęliśmy pracę jako sanitariusze na oddziale chirurgicznym, a dzień potem otrzymałem swój chrzest bojowy. Wśród uchodźców był mały chłopiec, bardzo ruchliwy i pełen życia. Nikt z nas nie sądził, że był chory, toteż bardzo nas ‘lekarzy’ zaskoczyło, kiedy następnego ranka znaleźliśmy go w łóżku martwego. Było to dla mnie szokiem: chłopczyk, z którym poprzedniego dnia śmiałem się i żartowałem, leżał nieżywy i zimny. Matka podała, że upadł w łodzi i uderzył się w głowę. Malec zmarł na skutek wewnętrznego krwotoku.”[1] (SH, 64). Podobnych wspomnień i reminiscencji jest we wspomnianej pracy wiele.

9 maja na Gotlandię dotarli uchodźcy niemieccy: w ciągu dwóch dni szpital przyjął 96 osób, większość z nich ciężko rannych. Wydarzenie to nie przeszło bez echa w społeczeństwie, co zrozumiałe w czasie, kiedy prasa szwedzka nieustannie donosiła o tym, jak Niemcy traktowali jeńców wojennych. Decyzja kierownictwa szpitala o przyjęciu i udzieleniu pomocy niemieckim rannym żołnierzom wzbudziła zatem wiele negatywnych reakcji, włącznie z oficjalnym protestem części personelu i pacjentów. Dyrektor szpitala, ordynator Dr Karl Lindén, nie pozostał im dłużny, odpowiadając pisemnie na te zarzuty: „Przy leczeniu chorych ludzi nie można brać pod uwagę ich odmiennych poglądów politycznych lub narodowych przekonań. Tutaj liczy się tylko prosta zasada Czerwonego Krzyża, aby pomóc choremu bez względu na jego osobę.” (SH, 74). Większość personelu podzielała jednak stanowisko ordynatora – jak wspomina sanitariusz Ragnar Berglund: „Nikt z nas nie zastanawiał się nad tym, czy byli to naziści czy inni, mniej pożądani osobnicy. Wszyscy zostali potraktowani jak ludzie, którym – na tyle, na ile to było możliwe – próbowano ratować życie” (SH, 70). Sześciu z niemieckich żołnierzy zmarło wskutek odniesionych ran i pochowano ich na cmentarzu w Lärbro. W 1966 roku zwłoki ich zostały ekshumowane i przeniesione na cmentarz w Trelleborgu.

Po zakończeniu wojny powzięto w czerwcu 1945 r. decyzję o zamknięciu szpitala w Lärbro, ale krótko po tym lekarze otrzymali wiadomość o spodziewanym transporcie chorych na gruźlicę więźniów z niemieckich obozów koncentracyjnych w Bergen-Belsen i w Auchswitz/Oświęcimiu. W związku z tym władze Zarządu Medycznego zwróciły się do Króla Szwecji z prośbą o pozwolenie udzielenia im w Lärbro pomocy i opieki lekarskiej. Zezwolenie takie uzyskano i 25 lipca 1945 roku do wschodniego portu Slite na Gotlandii zawinął statek Czerwonego Krzyża, „Prins Carl”, ze 151 pacjentami na pokładzie (w tym dwie osoby już martwe). Jak podaje sanitariusz Sigurd Werkelin, wracając pamięcią do tych lat: „Miałem wrażenie, że dni i noce, które potem nastąpiły, były jakimś koszmarnym snem. To nie były już nawet żywe trupy. To była ’brygada cieni’. Powybijane zęby, blask oczu ugaszony niedopałkami papierosów, zdeformowane ciała, wszyscy niesamowicie wychudzeni. Ci nieszczęśnicy przybyli aż z 17 krajów, chorzy nie tylko na ciele, ale też i na duszy” (SH, 76).

Po tych obu dużych transportach na Gotlandię dotarło jeszcze kilka mniejszych grup, w sumie pomoc lekarską i opiekę uzyskało w szpitalu w Lärbro około 500 byłych więźniów obozów koncentracyjnych. 45 z nich, wycieńczonych i wyniszczonych z powodu niedożywienia i – przede wszystkim – gruźlicy i innych chorób, nie udało się uratować. Pochowani na cmentarzu przy kościele w Lärbro spoczywają tam do dzisiaj. Zmarli ci pochodzili z Polski, Czechosłowacji, Jugosławii, Grecji i Włoch, jednak zdecydowana większość z nich to Polacy.

Kościół Lärbro kyrka, przy którym znajduje się cmentarz, różni się od innych kościołów na Gotlandii swoją niezwykłą ośmioboczną wieżą. Tuż obok stoi też wieża obronna: jako znak, że Gotlandia zawsze zmuszona była i jest myśleć o swojej obronie. Z kolei na przykościelnym cmentarzu od razu rzuca się w oczy rząd jednakowych czarnych drewnianych krzyży, każdy wyposażony w żółtą miedzianą tabliczkę, z nazwiskiem i datą urodzenia i zgonu: wszyscy to młodzi mężczyźni, głównie w wieku około 20 lat. Jest tych grobów aż 44, z czego 9 żydowskich, skupionych i umiejscowionych osobno, choć w bezpośredniej bliskości. Na pamiątkowej, zamontowanej na kamieniu tablicy, jest napis w języku polskim i szwedzkim:

PAMIĘCI POLAKÓW

WIĘŹNIÓW NIEMIECKICH OBOZÓW KONCENTRACYJNYCH

PRZYWIEZIONYCH W 1945 R. NA GOTLANDIĘ

DZIĘKI AKCJI SZWEDZKIEGO CZERWONEGO KRZYŻA

ZMARŁYCH W LATACH 1945-1946

W MIEJSCOWYM SZPITALU

Z CHORÓB I WYCIEŃCZENIA

RZĄD RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ

SPOŁECZNOŚĆ POLSKA W KRÓLESTWIE SZWECJI

LÄRBRO, 2005

Również groby zmarłych pochodzenia żydowskiego mają swoją tablicę:

PAMIĘCI NASZYCH MĘCZENNIKÓW

OKRESU LAT NAZIZMU

1939 -1945

SPOŁECZNOŚĆ ŻYDOWSKA

WZNIOSŁA TEN KAMIEŃ

W ROKU 1970

Docent Kerstin Hulter Åsberg, lekarka i badaczka zajmująca się m.in. historią medycyny, pisze w związku z rolą, jaką odegrał w czasie wojny szpital w Lärbro: „Historycy i inni badacze od dziesięcioleci dyskutują rolę Szwecji podczas II wojny światowej i to, jak Szwecja odnosiła się do różnych grup imigrantów. Wszyscy zdają się być zgodni co do tego, że w ciągu lat II wojny światowej nastąpił wyraźny zwrot od widocznego antysemityzmu i ksenofobii w latach 30-tych, do poczucia międzynarodowej odpowiedzialności, kiedy to liczba uchodźców i ewakuowanych doszła pod koniec wojny do 200.000 osób. Patrząc na to z krajowej perspektywy, Szwecji z pewnością zależało, aby pokazać światu, że nasza polityczna neutralność nie tylko oznaczała dystans wobec wojny, ale jednocześnie wpłynęła na hojną politykę wobec uchodźców.”[2]

Kiedy ubiegłego lata wędrowałam między grobami na cmentarzu w Lärbro, zaskoczona tak dużą ilością polskich nazwisk i pełna smutku na widok dat urodzenia tych młodych ludzi, trudno mi było nie dostrzec pewnej analogii między opisanym tu okresem, a dzisiejszą, jakże pod wieloma względami skomplikowaną sytuacją polityczną w Europie i na świecie.

Nie rozwijając jednak tego tematu zachęcam wszystkich do odwiedzenia tego miejsca – zarówno sam kościół, jak i cmentarz są naprawdę warte obejrzenia. A będąc tam pochylmy na moment głowę nad grobami naszych rodaków i tych wszystkich, których, choć przetrwali niemal cudem wojnę wraz z koszmarem obozów koncentracyjnych i choć otoczono ich w Lärbro fachową lekarską opieką, nie udało się uratować i pochowano z dala od ich rodzinnego kraju.

Anna Packalén Parkman

PS. Zainteresowanych dziejami wojennego szpitala w Lärbro odsyłam do wspomnianej w tekście pracy: Svante Hagström, Lärbro krigssjukhus (2010) oraz do artykułu Kerstin Hulter Åsberg: Krigssjukhuset på Gotland en tillflykt för krigets offer”, Läkartidningen (41/2014).

Dziękuję też przyjaciołom Berit i Christianowi Berne za pokazanie mi tego miejsca, które, mimo wielokrotnych krótkich pobytów na Gotlandii, najwyraźniej przeoczyłam.

[1] Zawarte w tekście cytaty są moim tłumaczeniem z języka szwedzkiego.

[2] Kerstin Hulter Åsberg, ”Krigssjukhuset på Gotland en tillflykt för krigets offer”, Läkartidningen, 41/2014

 

Lämna ett svar