ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: Hej, Hej!

Hipokryzja to, czy szczera wola, prawdziwy wysiłek czy nieprzemyślana indygnacja, ciepła empatia czy tylko patetyczny protest? Takie i podobne reakcje napotyka się, poruszając żywo dziś dyskutowany od Kiruny po Ystad, widoczny w każdym zakątku kraju, a wcześniej w zasadzie w Szwecji nieznany, problem ulicznego żebractwa.

Przykro powiedzieć – i mówię to z zażenowaniem – ale łatwiej sobie radzę z religijnym dogmatyzmem, paleniem samochodów, ksenofobią, topnieniem lodu w Arktyce, Trumpem, Brexitem, Le Pen, Kaczyńskim, i backhandem Willego, niż – że pozwolę sobie użyć tego słowa – terrorem, obecnym nieomal dosłownie na każdym rogu ulicy, stacji metra, sklepu, dworca kolejowego, w każdym najmniejszym nawet zakątku pięknego królestwa Szwecji, w postaci „hej-hej” rumuńskich żebraczek i żebraków.

Pomiędzy „moimi” sklepem ICA a kioskiem z gazetami siedzi tęga kobieta, a wokół niej wianek, widocznie niezbędnych, pudełeczek, torebek, koców, i na centralnym miejscu idea całego przedsięwzięcia – plastikowy kubek do kawy.

To okropne „hej-hej” staram się jakoś omijać i przyjmuję z niekłamaną ulgą, gdy mijając róg domu zerkam i widzę, że tron pusty. Inaczej odchylam głowę w drugą stronę, patrzę pod nogi, oglądam paznokcie, wpatruję się w niebo. Nic z tego, kobieta perfekcyjnie panuje nad swoim rewirem i żywemu nie przepuści. Zna mnie, zna wszystkich przechodzących tamtędy klientów sklepu ICA, i żenuje ludzi swoją obcesowością. Ale o tym nie wie i się w ogóle nie zastanawia. Stosuje pozdrowienie jako broń taktyczną i burzenie murów anonimowości. Jej ”hej-hej” brzmi jak trąby Jerycha!

To wszystko czyni mi niewygodę, której się wstydzę, i budzi jednocześnie absurdalne poczucie winy. Oto ja, pławiący się w dobrobycie szwedzki emeryt (hi,hi), nie zauważam biedy. Jej ”hej-hej” brzmi w moich uszach jak ”wstyd-wstyd”!

CZYTAJ TAKŻE: Andrzej B. Lewkowicz – Anatomia żebractwa

Zastanawiające, ale przed Katedrą w Gdańsku Oliwie siedzi od zawsze jeden, czasem dwóch żebraków, i ich widok nikogo nie denerwuje. Należą do krajobrazu, siedzieli już tam w głębokim Średniowieczu.

Wysypany na szwedzkie ulice, za przyczyną Unii Europejskiej, masowy desant biedy irytuje między innymi dlatego, że jest sztuczny, obcy i tym samym wysoce ambiwalentny.

Tu nie chodzi o mój brak wrażliwości na ludzką biedę, oziębłość serca i współczucia dla innego człowieka, tak proste to nie jest drogi Czytelniku. Wrzucić do kubka koronę, czy nie wrzucić? A jeśli to czynię, to współczuję bardziej żebraczce, czy sobie? A w ogóle, dlaczego czuję przykrość i niesmak wrzucając?

A jeżeli ktoś myśli, że kładąc koronę do kubka, dokłada się do poprawienia losu tych ludzi i czuje z tego powodu zadowolenie, to się myli, bowiem poprawia jedynie swoje „zachodnio-europejskie” samopoczucie.

Błąd leży gdzie indzie, dużo głębiej, i stary jest jak ludzkość.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar