Życie w stadzie

Człowiek jest z natury egoistyczny, dba tylko o swoje interesy. Ale ponieważ taki sposób działania prowadzi do śmierci i zniszczenia, więc zawieramy umowę społeczną – wyrzekając się części swoich egoizmów, dostajemy jakie takie bezpieczeństwo. /…/ Bardzo znamienne jest jest to, że od lat z badań socjologicznych wynika, że dla Polaków najważniejsza jest rodzina. Nie praca, nie wiara, nie patriotyzm, tylko rodzina. To nie znaczy oczywiście, że ta rodzina jest dobra. Ale to prawie jedyna przestrzeń życia dla wielu ludzi, zwłaszcza starszych – pisał swego czasu filozof, profesor Zbigniew Mikołejko w tygodniku „Newsweek”.

Córka Krystyny mieszka dwa przystanki autobusem od niej, niedaleko Bagarmossen. Ma 74 lata, córka właśnie skończyła 40. W Szwecji mieszka już piętnaście lat. Przyjechała z Poznania do córki, by pomóc jej przy dzieciach. Pierwsze lata upłynęły na codziennych obowiązkach opieki nad wnukami, gdy dorosły, trzeba było sobie życie ułożyć samemu. Do Polski Krystyna już nie wróciła – mieszkanie wynajęła – zaś w Szwecji dorabiała pomagając starszym osobom. Z córką miała coraz rzadszy kontakt – jak tłumaczyła – młodzi byli zajęci swoim życiem i nie mieli dla niej czasu. Córki, ani wnuków nie widziała już od kilku miesięcy.

Henryk ma 38 lat, przyjechał do Szwecji 30 lat temu z rodzicami, gdy miał kilka lat. Matka pracowała jako pielęgniarka w szpitalu, ojciec Stefan, po trudnych przeżyciach w Polsce, miał kłopoty ze zdrowiem, więc cały czas pracował dorywczo. Gdy nagle kilka lat temu Stefanowi zmarła żona, długi czas nie potrafił tego zaakceptować i zorganizować sobie życia. Henryk ma już własne dorosłe dzieci. Jest jedynakiem. Dlatego dziś jest na każde zawołanie ojca. Widzi się z nim kilka razy w tygodniu, załatwia za niego sprawy urzędowe, chodzi z nim do lekarzy, sprząta mu mieszkanie. Żona Henryka uważa, że ojciec czasem wykorzystuje to zaangażowanie i przez to nie potrafi być samodzielny.

Podobnych historii o relacjach między dziećmi a rodzicami opowiedzieć można wiele. Większość z nas czuje tę współodpowiedzialność i zależność, jaką tworzą rodzinne więzy. Psychologowie mówią o tym, że człowiek jest zwierzęciem stadnym. A stado buduje się w celu zrealizowania konkretnego projektu. Jeśli czujemy zobowiązania wobec rodziny, to jest to bardzo zdrowy odruch uwarunkowany biologicznie. Człowiek jest bodaj jedynym gatunkiem, u którego rodzice na starość przechodzą pod opiekę dzieci. Taka relacja szczególnie często zachodzi między matkami a córkami. Te pierwsze żyją dłużej, te drugie są po prostu bardziej opiekuńcze.

Z drugiej strony ciężko jest wyczuć, kiedy pomoc oznacza rezygnację ze swojego życia, kiedy to co nazywamy naturalnym odruchem i więzami krwi, staje się nadopiekuńczością. A przecież, jak twierdzą inni psychologowie, nadopiekuńczość jest mocno uwarunkowana brakiem bliskiej relacji. Z jednej strony jest jej ogromna potrzeba, z drugiej jest nieuświadomionym lękiem przed odrzuceniem. Jeżeli więc nie doświadcza się bliskości w partnerskim związku, łatwo swoją niezaspokojoną potrzebę ulokować w dziecku. Nadopiekuńczość to także lęk o siebie, lęk przed samotnością.

Podobnie jak w historii Krystyny i Henryka, którzy znajdują się na dwóch biegunach zaangażowania w rodzinne historie. Krystyna uważa, że jej poświęcenie dla córki i całkowita zmiana życia podporządkowana jej potrzebom, dzisiaj spotyka się z niewdzięcznością i samotnością. Henryk swoją opiekuńczością nad ojcem powoduje nieporozumienia w swoim własnym już życiu.

Gdzie jest granica między odpowiedzialnością a rezygnowaniem z siebie? ”Polacy mają wdrukowaną odpowiedzialność za członków rodziny. Nie potrafimy się odciąć – mówi psycholog Olga Świderska. –Silne więzi rodzinne bardzo wpływają na nasze zadowolenie z życia. Największy problem polega na tym, by wyłapać, kiedy zaangażowanie zaczyna wpływać negatywnie na nasze własne życie”.

To co często naturalne jest w Polsce, w Szwecji raczej rzadkie. Szwecja uznawana jest bowiem za państwo opiekuńcze i w istocie funkcje opiekuńcze wypełnia aż przesadnie gorliwie, wyręczając swoich obywateli. To w Polakach budzi niesmak. Uważają, że Szwedzi to naród zimny i pozbawiony empatii. Ale ten system szwedzki funkcjonuje już od wielu lat i przyzwyczaił Szwedów do pewnego standardu usług socjalnych, który porównując z naszym polskim, śmiało można nazwać luksusowym. Domy opieki dla osób starszych to standard i Szwedzi traktują zamieszkanie w domach opieki, jako naturalny i bardzo wygodny etap życia. Polakom trudno to zrozumieć.

Ale co kraj, to obyczaj. O naszym zachowaniu decyduje nie tylko wychowanie, ale standard życia i miejsce pobytu. W Chinach na przykład – gdzie dotąd funkcjonowały dość ścisłe więzi rodzinne – coraz częściej mówi się o problemach związanych z opieką dzieci nad rodzicami. Po ujawnieniu przypadków, kiedy dorosłe dzieci porzucały potrzebujących rodziców uchwalono prawo, które nakazuje odwiedzać starzejących się ojca i matkę. Jeśli dziecko nie dotrzyma obowiązków, rodzice mogą je pozwać do sądu.

Granicę faktycznie nie jest łatwo wyznaczyć. Można to przecież rozpatrywać na wielu różnych płaszczyznach. Granicę troski o rodziców w czasie wyznacza śmierć. W zachowaniach trzeba polegać na swojej empatii: jeśli rodzice nie są w stanie umyć okien, albo przeżyć z emerytury od pierwszego do pierwszego, trzeba pomóc. Nawet w prawie jest to zapisane, sąd może wyznaczyć alimenty.

Każdy oczywiście musi zdecydować indywidualnie analizując potrzeby i sytuację. Chociaż nie obce jest twierdzenie, że niepokojącym sygnałem powinno być to, iż w imię pomocy rodzicom (lub odwrotnie) zaczynamy rezygnować z więzi z innymi ludźmi.

A jednak ciężko czasami zrozumieć, że córka mieszkająca zaledwie dwa przystanki autobusowe od swojej matki Krystyny, nie może znaleźć czasu by się z nią spotkać… (ngp)

Lämna ett svar