Co z tymi Polakami?

Jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych dziennikarzy polskich, budzącym zresztą skrajne emocje. Aż trzykrotnie zdobył tytuł Dziennikarza Roku, dziewięć razy wyróżniony telewizyjnymi Wiktorami, dwukrotnie laureat Telekamery. W 2015 roku Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich (opanowane przez zwolenników “dobrej zmiany”, przyznało mu antynagrodę „Hiena Roku”, podając jako uzasadnienie „wielokrotne łamanie zasady etyki dziennikarskiej”.

Tomasz Lis zdobył w swojej dziennikarskiej karierze niemal wszystko: podziw za profesjonalizm i trafność opinii, a także nienawiść oponentów nie mogących znieść, w jak bezkompromisowy sposób punktuje polityczną degrengoladę. Stał się więc Lis dla jednych wzorem profesjonalnego dziennikarstwa, dla drugich demonicznym wrogiem.

Niedawno ukazała się kolejna książka Tomasza Lisa. Tym razem to “Historia prywatna” – o jego dziennikarskiej drodze, o karierze zawodowej, o kondycji polskich mediów, o Polsce i o Polakach. Z pewnością spotka się z tak samo skrajnymi ocenami, jak i jego dziennikarstwo.

Książka interesująca z wielu względów. Po pierwsze – to w dużej mierze opis sytuacji polskich mediów po upadku komuny. Zarówno mediów publicznych jak i mediów prywatnych, które narzuciły nowe standardy. Po drugie – to także kawałek polskiej historii widzianej oczyma dziennikarza nowej generacji, mającego w swoim dorobku szereg zawodowych sukcesów, włącznie z budowaniem redakcji informacyjnych dla TVN-u, później Polsatu, a także tworzenia redakcji “Wprost” i obecnie “Newsweeka”, które dzięki niemu stawały się czołowymi pismami opiniotwórczymi w Polsce. Książka jest także smutną konstatacją, że Polacy często nie potrafią korzystać ze zdobytej wolności, a poczucie odpowiedzialności za państwo, mocno kuleje. Lis parokrotnie pyta: Co jest z tymi Polakami? Nawet do pierwszych wolnych wyborów poszło głosować zaledwie 65 procent społeczeństwa…

Książka Lisa uzmysławia jeszcze jedną polską specyfikę (zwłaszcza, gdy patrzy się na to z perspektywy szwedzkiej): to niebezpieczne zazębianie się dziennikarstwa z polityką. Daleki jestem od poglądu, że dziennikarz musi być apolityczny, by być obiektywnym. Owszem, ta zasada obiektywności i równowagi musi być zachowana w mediach publicznych (tak jest przynajmniej w Szwecji, chociaż i tutaj coraz częściej pozwala się na bardziej jednoznaczne oceny). W Polsce media publiczne to tylko fikcja, dzisiaj jest gorzej niż kiedykolwiek było w “wolnej” Polsce.

Przy tak wyrazistym dzienniarstwie, jakim charakteryzuje się Tomasz Lis, łatwo więc stać się samemu ofiarą politycznych sideł. O tym również jest sporo w “Historii prywatnej”.

Dziennikarstwo ma sens. Złe, pełne oportunizmu, koniunkturalizmu i zwykłego tchórzostwa antydziennikarstwo to wielki sojusznik autorytarnej władzy – pisze Lis. – Ale dziennikarstwo prawdziwe, wolne, jest demokracji potrzebne jak tlen. Bez wolnych mediów ona usycha, umiera. /…/ Dziennikarstwo to coś więcej niż praca. To pewien stosunek do rzeczywistości. Sposób patrzenia na nią. Także opowiadania o niej. Dziennikarstwo jest, i słusznie, zazdrosne. Domaga się wyłączności w tym sensie, że gdy się je uprawia, wymagane przez nie patrzenie na rzeczywistość, stosunek do niej i wszystko, co z tego wynika, musi mieć priorytet. /…/ Obywatelem się jest zawsze, dziennikarzem się bywa. Obywatel musi więc sobie odpowiedzieć na pytanie, jak najlepiej mierzyć się z rzeczywistością. I wyciągnąć z tej odpowiedzi wnioski. Jeśli trzeba – radykalne.

Mądre i słuszne słowa. Tylko… co jest z tymi Polakami? (tn)

Lämna ett svar