Jan Olszewski: człowiek prawy, niefartowny premier

W wieku lat 88 zmarł mecenas Jan Olszewski, człowiek prawy. Były, niefartowny premier. W czasach PRL odważny obrońca w sprawach politycznych. Bronił między innymi rewizjonistów Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego – autorów osławionego „Listu do Partii”, był też oskarżycielem posiłkowym z ramienia rodziny księdza Popiełuszki, w procesie Jego zabójców. Miał wielkie zasługi dla ruchu „Solidarności” i co za tym idzie późniejszych przemian. Zasiadał przy jednym ze stolików „Okrągłego Stołu”. Przyczynił się do ponownego zalegalizowania „Solidarności” i opracował jej statut.

Gdy w 1991 odbyły się pierwsze po wojnie, w pełni demokratyczne wybory, to do sejmu dostały się 23 czy 24 partie. Pamiętam, gdy ówczesny attaché prasowy ambasady RP Włodek Sokołowski zawiadomił panią ambasador Barbarę Tuge-Erecińską o wyniku wyborów, to ona uznała to za pomyłkę i kazała sprawdzić ponownie fax. Podobnie zareagowała ówczesna premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher, która w taki absurd też nie mogła uwierzyć. Po prostu… w Polsce zapomniano wprowadzić próg wyborczy. Miało to donośne skutki. Trudno było sklecić rząd z tej mozaiki. Większość miała prawica wszelkiej maści. Jedyną osobą, na którą mogła się zgodzić większość, był człowiek prawy i zasłużony czyli Jan Olszewski.

Stefan Trzciński

Na naszym podwórku w Sztokholmie bardzo za nim optował Stefan Trzciński, który znał go z Polski z Powstania i później, ze związków poakowskich. Obaj ci Akowcy byli w komitecie, który doprowadził do utworzenia kwatery Akowskiej na warszawskich Powązkach i ekshumacji tam poległych w Powstaniu Akowców. Ówczesne władze nie odważyły się temu sprzeciwić. Później – tak Trzciński, jak i Olszewski – przyłączyli się do propagandy wyborczej Stanisława Mikołajczyka i współpracowali z ówczesną prasą peeselowską. Obaj mieli szczęście, że po ucieczce Mikołajczyka nie ponieśli konsekwencji. Olszewski poszedł na uniwersytet warszawski, gdzie ukończył prawo, a Stefan Trzciński przeniósł się na Ziemie Zachodnie, gdzie ze swoją żoną Eugenią założyli wydawnictwo beletrystyczne. Jan Olszewski odegrał ważną rolę w pierwszym buncie studenckim, tym z 1955/1957, gdy to bardzo upartyjniony, marksistowski tygodnik studencki „Po Prostu”, zaczął szukać prawdy i „polskiej drogi do socjalizmu”. W tym to tygodniku ukazał się przełomowy artykuł Olszewskiego „Na spotkanie ludziom z AK”. Artykuł ten dał pretekst władzom, wówczas się reformującym, do wyciągnięcia ręki do Akowców. Odwilż w Polsce nie trwała długo.  Ale dużo spraw się dało załatwić w tym czasie. Zwolniono i częściowo zrehabilitowano więźniów politycznych. Porozumiano się z Kościołem. Zmieniono politykę rolną, rozwiązano kołchozy, ograniczono cenzurę… i się skończyło. W 1957 „Po Prostu” wpierw zawieszono, a później zlikwidowano. W tym okresie był taki dowcip. Co z polską droga do socjalizmu? Nic Po Prostu nie wychodzi. Nim to się stało udało się wydać antologię najważniejszych artykułów z „Po Prostu” z lat 1955/1956. Autorami tej antologii byli Jan Olszewski i Jerzy Urban. Ówcześni przyjaciele i autorzy najważniejszych wtedy artykułów w tym periodyku.

Stefan Trzciński i Jan Olszewski spotkali się po latach w strukturach doradczych „Solidarności”. Olszewski wykorzystywał swoją wiedzę prawniczą między innymi w redagowaniu statutu organizacji. Natomiast Trzciński mający dobrą znajomość języka niemieckiego i francuskiego, został zastępcą rzecznika „Solidarności” Janusza Onyszkiewicza. W tym charakterze przyjechał do Szwecji i został tam po 13 grudnia 1981 roku.

Ale wracają do tego trudno dającego się sklecić rządu premiera Olszewskiego, za którym optował u nas Trzciński. Na bardzo chwiejnych postawach rząd ten powstał. Ta wspomniana mozaika dawała pole do popisu różnym oszołomom i dewiantom politycznym, którzy dostali się do Sejmu i raczej wiedzieli, że po raz pierwszy i ostatni. Nie, na pewno to nie premier Olszewski ponosi winę za aferę teczkową. Człowiek nieodpowiedzialny, poseł Janusz Korwin-Mike, z własnej, lub nie, inspiracji, ni to z gruszki czy pietruszki poprosił o głos w Sejmie i zażądał by minister spraw wewnętrznych opublikował listę posłów, senatorów, ministrów i wojewodów, którzy byli współpracownikami służb specjalnych dawnego systemu. Uchwała przeszła jednomyślnie. Nikt nie śmiał się sprzeciwić. Znajdujący się na sali byli współpracownicy SB byli pewni, że ich akta zostały zniszczone. I to oni najbardziej optowali za tą ustawą. Częściowo się zawiedli. W okresie przełomu zniszczono akta tych, którzy byli sumiennymi agentami. A z zemsty pozostawiono akta tych, co się migali. Antoni Macierewicz, który pełnił w rządzie Olszewskiego funkcję ministra spraw wewnętrznych, ochoczo wziął się do pracy i z pomocą niedouczonych młodych wilczków narobił bałaganu, którego skutki odczuwamy do dziś.

Poprzedzony parodniową żałobą odbył się uroczysty pogrzeb. Na Powązkach w Warszawie. W mowach pogrzebowych i mediach prorządowych z Olszewskiego zrobiono patrona PiS-u, mimo że On miał duże zastrzeżenia do braci K. i w ich działalność się nie angażował. W laurkach, po Jego śmierci, pomijano Jego sympatie socjalistyczne, przyjaźń z Janem Józefem Lipskim i przynależność do masonerii. Ale poza nieudanym epizodem z Jego Rządem był postacią wybitnie pozytywną – i jako odważny obrońca w czasach PRL-u i jako doradca opozycji. Cześć Jego pamięci.

LGG

Lämna ett svar