ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: Nobody’s perfect

Wśród mieszkańców Östergötland przeprowadzono swego czasu badania sondażowe na temat: Kim chciałbyś być?, podając do wyboru długą listę zawodów: spiker telewizyjny, lekarz, fryzjer, wokalista, programista, inżynier, polityk, aktor… I proszę sobie wyobrazić… że zwyciężył literat!

Dziwni ludzie ci Szwedzi. Doprawdy, bardzo dziwni. Albo są kompletnymi szaleńcami i wtedy łatwo ich polubić, pokochać nawet, albo odkryli coś, czego nie udało się jeszcze reszcie Skandynawów, w ogóle całemu światu.

Hemingway powiedział kiedyś – przypuszczalnie ze szczyptą emfazy ale niekoniecznie – był przecież z niego megaloman klasy światowej: Nie jest możliwe być jednocześnie pisarzem i gentlemanem. Niegłupio powiedziane i coś w tym jest, pisarstwo leży na styku  rzeczy i imaginacji. Literaci twierdzą – jednego co tak uważa znam od urodzenia – że pisarstwo to spowite mgłami mitów, wypełnione metaforami schizofrenicznych złudzeń, brutalnie samotne zajęcie.

Jak wynika z obserwacji, jedno co można powiedzieć nie popełniając większego błędu, że wielu pisarzy zanosi po nocach ciche wołania i śle gorące modły o epicką powieść, na którą jeszcze nie znaleźli pomysłu – nie zaczęli pisać i nigdy nie zaczną. Jak również, że spowicie w bayronowską opończę i wysiadywanie po wegeteriańskich restauracjach, spijając litrami niskiej klasy wina, jeszcze nie czyni pisarza. Ale nie bądźmy już tacy surowi – daje w zamian sporo przyjemnych złudzeń.

Oryginalne życie każdego człowieka, owo prawdziwe i pełne delikatnych niuansów życie, a szczególnie człowieka składającego słowa, dzieje się do wewnątrz. Bo tylko tam można odnaleźć to, co warte zachodu i wysiłku – twórczą inspirację. Kopalnię, którą trzeba stale pogłębiać, bo inaczej zarośnie szlamem. A rodzi ją (inspirację) cierpliwa, zdyscyplinowana i codzienna praca. Niezmiernie rzadko dzieje się na odwrót i wtedy zdaża znacznie częściej Edisonom niż Proustom.

Literatura to przypuszczalnie jedyny pewny klucz do odświeżacza powietrza, którym na codzień oddychają zniechęcenie, samotność, rozgoryczenie, doznany zawód, w ogóle wszystko co rozdziera duszę.

Ma ona (literatura) również swój rewers, drugą stronę rzeczywistości słowa, który nazywa się czytanie. I tu, jak i w twórczości, najlepiej nie przesadzić. Spokojnie z tą literaturą, drodzy! Jest z nią bowiem trochę tak, jak z trenowaniem aerobiku, czy czegoś podobnego. Idziesz pierwszy raz, wypalasz z entuzjazmem i do spodu wszystkie swoje energie, czym ryzykujesz, że nie pójdziesz tam nigdy więcej.

Nie można bezkarnie pisać tysiąc stron dziennie, niemożliwe bez przerwy i całą dobę czytać. Nie pisze się bowiem ani czyta, dla samej czynności pisania czy czytania. Jest z tym jak z przysłowiowym ciasteczkiem – nie można zjeść i nadal mieć.

Literatura, pisana czy czytana – bez różnicy – buduje powoli i nieznacznie, ale stale, konstrukcję duszy, oraz pozostawia na niej swój niezatarty ślad o różnych barwach i odcieniach, mistyczny czy tylko intelektualny, w każdym razie niepowtarzalny odcisk palca. To, co pomaga odróżnić miernotę od dzieła, szkiełko od brylantu, wzloty ducha od podskoków kurczaka.

Kocham słowo, ten narkotyk rosnący na łąkach wszystkich światów i nieświatów. Maleńką, lecz jakże drogocenną część całości. Kocham, bo daje mi bez liku światów i kwiatów, cudownych bezkresnych inspiracji. Co ja tu wypisuję! Przecież inspiracja jest wyłącznie bezkresna!

W każdym razie gdy nadchodzi, jest się przekonanym, że dostało się ją za darmo, że tylko brać, wybierać, korzystać. Oczywiście, mylimy się i naturalnie o tym wiemy, ale co tam. Że koszty zaczynają się już chwilę później? Dobrze, dobrze! Pomyślę o tym chwilę później!

Kocham pisanie również dlatego, że nigdy nie jestem sam, wokół aż pieni się od przeróżnych scen i postaci. Pisarz potrzebny jest, jedyny w swoim rodzaju i niezbędny, to pewne. Potrzebny identycznie jak każdy inny, niezbędny i jedyny w swoim rodzaju, człowiek i jego zawód. Może tylko troszkę bardziej wrażliwy jest, troszkę słabszy i bardziej chwiejny, nieco podatniejszy na wpływy, nieco lepiej wyczuwający zmiany aury i przez to chwiejny w nastrojach?

Cóż, ludzka sprawy i słabości, nie ma się czego wstydzić. Nobody’s perfect!

Andrzej Szmilichowski

 

Lämna ett svar