ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: Człowiek stworzeniem socjalnym jest

Pamiętam film „Samotność długodystansowca”, i o tym chciałem dzisiaj – o samotności.  Szwedzi, wśród których żyję, mają opinię, że są najbardziej samotnymi ludźmi na świecie. Coś w tym jest, ale właściwie nieprawda, są indywidualistami, to pewne, ale też ludźmi nieśmiałymi. Jedno połączone z drugim powoduje, że niełatwo im wyciągnąć rękę na powitanie. W każdym razie, kiedy nie są w stanie wskazującym.

Taki obraz Szweda nie jest prawdziwy. Nie są bardziej samotni niż inni Europejczycy, co potwierdzają badania European Social Survey. Fakt, że wyjątkowo dużo ludzi mieszka samotnie nie oznacza, że czują się samotnie, lub brak im przyjacielskich kontaktów. Być singlem nie jest jednoznaczne z samotnością. Jest to uogólnienie błędne i wychodzące poza jeden naród i socjalność. Samotność łączy się nierozerwalnie z indywidualizmem, z wyborem myślenia, działania, ważenia kontaktów i relacji, słowem poddawanie wszystkiego, co żyje i nie żyje własnej (surowej) ocenie i eliminacji.

Przeprowadzane ostatnio w Szwecji badania wskazują, że ca. półtora miliona obywateli żyje samotnie, co stanowi ca. 15 procent społeczeństwa. Nie znam cyfr dotyczących Polski, ale Szwedów jest 10 milionów, więc per analogiam zakładam, że w przypadku Polski mogłoby wchodzić w grę około sześciu milionach żyjących samotnie obywateli. Sześć milionów, poważna i godna uwagi grupa.

Samotność rozciągnięta w czasie niebezpieczna jest i to z wielu powodów, również zdrowotnych. Zapewne zaskoczy wielu, ale jako zagrożenie społeczne porównuje się ją z alkoholizmem i paleniem tytoniu (15-20 papierosów dziennie). Ryzyko wcześniejszej śmierci ludzi żyjących samotnie w porównaniu z uczestniczącymi w kręgu socjalnym, według szwedzkich badań leży na poziomie pięćdziesięciu procent!

Wynik godny zastanowienia, ale czy zaskakujący? Człowiek, jak daleko sięgnąć pamięcią jest stworzeniem socjalnym, życie stadnie miało silny i długofalowy wpływ na przeżycie jednostki. Owa skłonność odcisnęła na ewolucji tak znaczny ślad, że reakcja na samotność i fizyczny ból, zachodzą w tym samym miejscu mózgu.

W 2010 roku opublikowano rezultat długofalowych meta badań (trwały dziesięć lat), przeprowadzonych na 300.000 uczestników. Chodziło o odpowiedź na jedno pytanie – Co decyduje o psychicznych zmianach zachodzących w społeczeństwie? Okazało się, że najzwyklejsze międzyludzkie kontakty: Podanie ręki na przywitanie, wymiana paru zdań w bramie domu, dwa słowa z kasjerką w sklepie spożywczym, pogłaskanie psa sąsiada, słowo o pogodzie, partyjka kart z kolegami. Jeśli te proste czynności są twoim chlebem powszednim, wzmacniasz się immunologicznie i obniżasz ciśnienie krwi, innymi słowy ułatwiasz pracę hormonom powodującym twoje dobre samopoczucie.

Papierosy, nadwaga, siedzący tryb życia, to obszary budzące najwięcej trosk i pytań, gdy myślimy i rozmawiamy o zdrowym życiu, o samotności rozmawiać trudniej, bowiem należy do tematów wstydliwych, świadczących o jakiegoś rodzaju ułomności.

W styczniu zeszłego roku powstało w Wielkiej Brytanii nowe ministerstwo, z panią Tracey Crouch na czele, Ministerstwo Samotności. Pani ministra ma zajmować się dziewięcioma milionami samotnych Brytyjczyków, a jedynym celem ministerstwa jest wyciągnięcie ich z socjalnej izolacji. Przeprowadzone w London School of Economics badania wykazały, że samotny obywatel wysp brytyjskich kosztuje państwo w ciągu jednego dziesięciolecia 6.700 funtów szterlingów. Każdy zainwestowany w usuwanie następstw samotności funt, ma się zwrócić państwu trzykrotnie.

Samotność w dużym mieście to nie nowość. Wielu to potwierdzi i poda przykłady z bliskiego otoczenia, nierzadko siebie samego. Władze wielkich miast, na przykład Warszawy, absolutnie powinny coś z samotnością mieszkańców zrobić, i zapewne trochę robią. Ale traktując ich, ludzi samotnych, serio, co ważne z sercem, jednego powinny pilnować jak wolności, trzymać warszawiaków z daleka od jakiego-kolwiek polityka.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar