Pani Róża

Moja aktywność, determinacja i góralska upartość zaprowadziły mnie na właściwą drogę. Malarstwo artystyczne to moja wielka pasja, radość życia i wymowa mojej duszy. Przepiękna historia pisana ręką Boga – mówi Halina Bartoszek. W Szwecji mieszka od czterech lat.

To pewnie zasługa tego niezwykłego miejsca – pięknej natury, krajobrazów i związanych z tym miejscem tradycji. Gdy była dzieckiem każdą wolną chwilę spędzała na malowaniu i rysowaniu. ”Jak to na wsi – mówi Halina. – Tu nie ma wielu możliwości rozwoju, trzeba zadbać o siebie samego”. Dodatkowe zajęcia, kursy – wszystko daleko było od domu, a rodzice Haliny nie mieli czasu by z nią jeździć. A przecież w Zakopanem, wydawało się wtedy, że to daleko, można przecież było chodzić na zajęcia malowania na szkle, gry na skrzypcach.

Józef Tischner napisał kiedyś:

Sztuka odsłania głębszy sens życia ludzkiego i nadaje życiu wartość. (…) Twórczość artystyczna wywodzi się z wolności i natchnienia. Wolności nie należy utożsamiać ze swawolą. Swawola jest tam, gdzie wszystko wolno, bo nie ma żadnych wartości. Wolność jest tam, gdzie są człowiekowi zadane pewne wartości, pomiędzy którymi trzeba wybrać – jedne odsunąć, inne uznać i urzeczywistnić. Natchnienie jest jak światło, które ukazuje to, co należy wybrać. (…) Gdyby nie rolnicy, artyści nie mieliby chleba. Gdyby nie artyści, życie rolników byłoby życiem przyziemnych robotów. Pełny rozwój człowieczeństwa wymaga współpracy jednych i drugich.

Ale pewnie w Białym Dunajcu, gdzie Halina mieszkała do piętnastego roku życia, mało kto Tischnera czytał. Przy jednej z głównych ulic tej niewielkiej osady leżącej przy ”Zakopiance”, noszącej imię Jana Pawła, znajdziemy parę sklepików, parę góralskich karczm, a pośrodku kościół pw Matki Bożej Królowej Aniołów. Dla młodej, urodziwej góralki, świat piękny, ale bez przyszłości.

”To było takie powołanie bardziej artystyczne. Ja, że lubiałam rysować, to wybrałam szkołę budowlaną w Zakopanem. Chciałam być technikiem budowlanym – tam było dużo zajęć z rysunku. Tak se myślałam. Niestety, jakoś mi to nie pasowało, a tego rysunku było mało” – opowiada Halina. Życiowy pragmatyzm – pewnie bardziej rodziny niż młodej Haliny – nie mógł się w jej przypadku sprawdzić. Z artystycznego rzemiosła ciężko się utrzymać – mówili rodzice, budowlanka i konkretny zawód – to sposób na zapewnienie sobie przyszłości.

Ale co pejzaż, co zachodzące za Tatrami słońce, to aż ręka rwie się do pędzla lub ołówka….

Później rodzina Haliny przeprowadziła się do Bańskiej Niżnej. Nieco bliżej Nowego Targu. Tu znowu główna ulica to Papieska. Na jednym krańcu niewielki sklepik, dalej pokoje do wynajęcia Śtyry Gwiozdki, a na końcu piekarnia, na fasadzie której z dumą umieszczono napis Market. Daleko, na horyzoncie piękne Wielkie Tatry – tu blisko codzienność. Dla młodej dziewczyny z artystyczną duszą, z nadziejami, z poczuciem otaczającego ją piękna, świat zbyt mały. Ale, jak mówi mądra maksyma, to właśnie nadzieja w sza­rej codzien­ności ko­lorów przydaje…

Ta przygoda ze sztuką wróciła dopiero po latach. Tę pasję wzmociły także przekre życiowe doświadczenia. Bo jak mówią na Podhalu: ”jak Bóg dá głowe, dá i kapelusz na nie”. Codzienne życie, monotonność, rodzicielskie obowiązki, ciężka praca – negatywnie wpłynęły na jej zdrowie. ”Jak byłam w cierpieniu, to dopiero wtedy te wszystkie moje plany i zamierzenia zaczęły do mnie powracać – mówi Halina. – Wtedy powiedziałam sobie: Panie Boże, ja się marnuję, muszę coś robić, co przyniesie mi radość życia. I Pan Bóg mi powiedział wtedy: dam ci talent, będziesz pięknie malować, a ludzie będą się dziwić, skąd to się bierze. Ale z tym talentem będziesz sama. To wtedy ja się pytam pana Boga:  Ale Panie Boże, jak to sama? Przecież ja mam rodzinę, męża? Pan Bóg wiedział jednak więcej ode mnie…

Tischner napisał kiedyś: Jeśli nie przeszedłeś przez próbę smutku, nie zdobędziesz doświadczenia radości z tego, co wynikło z bólu. Zdumiewające, jak bardzo to pasuje do Haliny. W 2008 roku założyła własną galerię, którą prowadziła pięć lat. W 2012 roku zdobyła wyróżnienie w Konkursie Twórczości Plastycznej za obraz “Aleja jaworowa”. Maluje farbami olejnymi i akrylowymi, przede wszystkim kwiaty, pejzaże, meble, suknie ślubne, buty, chustki. Jej ulubionym tematem są róże – stąd artystyczny pseudonim Halina Rosa. Maluje także pejzaże tatrzańskie i krokusy. Ktoś na Facebooku pod reprodukcją jej obrazu przedstawiającego kwiaty napisał: Jak Twoja dusza! Jej twórczość stała się także inspiracją dla poety Adama Kwiatka, specjalnie dla niej napisał wiersz p.t “Malowana chusta”.

”Nic w życiu nie dzieje się bez powodu – mówi Halina. – I nikt i nic nie pojawia się na twojej drodze życia bez powodu. Rozkochałam się w sztuce. Zaufałam głosowi serca i dziś za nim wciąż podążam”. W liście, który wysłała mi przed spotkaniem napisała:

Moja pasja, aktywność, góralska upartość, zaprowadziły mnie bezwiednie na tę właściwą drogę, do Szwecji, chociaż nic nie widziałam o szwedzkim systemie. Przyjechawszy do Sztokholmu spotkałam kilka fantastycznych osób, które mi pomogły. Zaczęłam pracować, a jednocześnie szukać informacji, jak wdrożyć moją pasję  w Sztokholmie, aby robić to co kocham. Szwecja dała mi możliwość rozwoju, niebawem rozpocznę studia na kierunku Textil designer.

Góralskość Róży jest niemal modelowa. I fascynująca. Nie tylko w jej podejściu do życia, czy też tej mistycznej i religijnej inspiracji. Również modelowy jest jej góralski dialekt. Jak tłumaczą górale, kie się zejdom do kupki spółgłoski „k” i „t”, w gwarze zawse to „k” się pomiynio na „f”. Doftory, heftary, fto fce, nieftorzy… Wanda Czubernatowa, poetka góralska z Raby Wyżnej, tak tłumaczy ten fenomen: – Kiedy góral mówi czy pisze po góralsku, to robi to tak, jak pamięta z rodzinnej chałupy i jak chce. Żaden słownik nie może tu być wyrocznią. Nie ma żelaznych zasad gwary góralskiej, a w każdej jednej wiosce na Podhalu, ale też na Spiszu i Orawie, mówi się trochę inaczej, a pisze jeszcze inaczej. Na przykład słowo ”pieniądze” wielu pisze po góralsku ”Dutki”, a ja piszę ”dudki”, bo po mojemu nikt nie powie jeden dutek tylko jeden dudek.

Czasami muszę uważnie się wsłuchiwać w opowieści Haliny, by zrozumieć co mówi. Ona ze śmiechem opowiada, że jak się ”do kupy górale spotkają i zacnom godać po swojemu, to czasami jeden drugiego nie rozumie”.

To jest tak: Bóg nie każdemu daję tę szansę. Ale on wie komu ją dać, komu nie dać. Też trzeba szukać. Bo kto puka, temu otworzą. Mnie dał szansę. Zawsze się zastanawiałam, czy ja będę kiedyś miała szansę opowiedzieć, o tym, także o tym co przeżyłam, o tych moich snach, o spełnieniu się ich. O tych moich rozmowach, które z Bogiem przeprowadziłam…

Świat Haliny Bartoszek ma dzisiaj kolor różowy. Spełniają się marzenia z dzieciństwa. W listopadzie 2018 roku International Buissnes Club przyznał jej tytuł Ambasadorki Kobiet Biznesu. ”Jo po prostu ufam głosowi serca” – mówi Halina.

Ktoś kiedyś napisał:

Jakby świata nie było, to by było skoda. A jesce więkso byłaby skoda, kieby na tym świecie nie był gór ani góroli.

Tadeusz Nowakowski

Lämna ett svar