WYWIAD: Ja się nie uważam za wieszcza sztuki

NGP rozmawia z artystą malarzem Tomaszem Hołujem

Kiedy przyjechałeś do Szwecji?

Urodziłem się w Krakowie, tam też się wychowałem, mieszkałem w różnych miejscach w Polsce, przez pewien czas w USA, jako muzyk dużo podróżowałem po Europie z grupą Osjan, aż w końcu w 1984 roku wylądowałem w Szwecji.

Kariera muzyczna, ale studia plastyczne…

Rzeczywiście, rozpocząłem w Krakowie na Akademii Sztuk Pięknych studia plastyczne, które nie ukończyłem, bo związałem się od samego początku z grupą Osjan. To była fascynująca działalność, w moim przypadku trwała 12 lata. I nie była to tylko działalność muzyczna – byliśmy grupą artystyczną z pogranicza teatru, awangardy, happeningu. Zaczęliśmy grać w tej części Europy coś, co dużo później nazwano „muzyką świata”. To był intensywny czas i dlatego studia malarskie przestały mieć sens. Byłem na Akademii 3,5 roku, wcześniej w Liceum Plastycznym.

Po przyjeździe do Szwecji zrezygnowałeś z muzyki…

Wtedy było ciężko wyjechać z Polski, należałem do Trio Tomka Stańko, ale życie w Polsce stało się niemożliwe.

Pochodzisz ze znanej krakowskiej rodziny…

To ważny aspekt mojego życia. Moi rodzice byli komunistami, jednocześnie twórcami kultury i ludźmi niezwykle wrażliwymi. Moja postawa była dla nich wielkim bólem i cierpieniem, głównie z tego powodu, że brałem czynny udział w medytacjach szkoły zen, której byłem jednym z głównych organizatorów w Polsce. Ten rozdźwięk między mną, a rodzicami był kolosalny, trudno znaleźć większy, chociaż nie był z mojej strony konfliktowy.

Jak to było z komunizmem Twoich rodziców?

Mój ojciec stał się komunistą w Oświęcimiu, moja matka jeszcze przed wojną będąc córką bardzo bogatego fabrykanta. Czyli, jako wyraz buntu przeciwko przywilejom, jakie z tej racji miała. Mój ojciec, Tadeusz1, tworzył poezję od wczesnych lat studenckich w Krakowie, z tego czasu był bardzo dobrym znajomym Karola Wojtyły. Był również, jeszcze przed wojną, członkiem teatrzyku Cricot Kantora. To oznaczało, że wychowałem się w środowisku bardzo kulturotwórczym pomiędzy Kantorem, Szymborską, Sternem… Ojciec był literatem i poetą, pisał głównie pod wpływem swoich doświadczeń obozowych. Wpływ na jego twórczość miały także doświadczenia powojenne, bo mimo, iż był komunistą, to w okresie stalinowskim musiał się ukrywać. Z kolei moja matka, żarliwie wierząca w komunizm, która jednak otrzymała wykształcenie w przedwojennym Paryżu i miała wgląd w awangardową sztukę europejską, inspirowała mnie tą wiedzą, bo rozszerzała, te dość wąskie w tym czasie w Polsce, możliwości dydaktyczne. To było niezwykłe, bo otwierała przede mną zupełnie inny świat – nazwijmy to sztuki burżuazyjnej, z pewnością nie komunistycznej. To był to taki specyficzny krakowski świat.

Poglądy polityczne rodziców nie  miały jednak wpływu na twoją postawę?

Wręcz odwrotnie. Ich nieumiejętność życia na co dzień, ich nieumiejętność stworzenia harmonijnej rodziny, była tak dominująca, że wiedziałem, że nie chcę być kimś takim, jak oni. Ich program zmienienia świata na lepszy powinien się tak naprawdę rozpocząć od pracy nad ich własnymi charakterami. Ale to nigdy nie nastąpiło. Jeśli ktoś próbuje zmienić świat, to nie ma czasu zobaczyć siebie.

Byłeś pokoleniem butntu?

Tak przynajmniej mnie w Krakowie traktowano. Tak zresztą też wyglądałem. Wyglądałem jak dziesięciu hippisów, zresztą w tym środowisku miałem przyjaciół, potem dla tego środowiska grałem koncerty, pisałem także i publikowałem w dodatku kulturalnym „Młoda Kultura” do „Studenta”, tam ukazała się spora porcja mojej twórczości zaraz obok beatników amerykańskich, co mi bardzo zaimponowało. Miałem więc łatkę kontestatora.

Czy to kontestatorstwo zaprowadziło cię do Szwecji?

Przyjechałem tutaj w dość ważnym dla mnie momencie. Odkryłem bowiem moje korzenie żydowskie, z czego sobie przez dziesiątki lat nie zdawałem sprawy. Jak to do mnie doszło, to trzeba się było spakować i wyjechać. Zresztą to był czas schyłkowego stanu wojennego i wszelkie formy aktywności były podduszone. Jako świeżo odkryty Żyd nie chciałem wyjechać ani do Niemiec, ani do Austrii. Stąd Szwecja, gdzie mieliśmy z żoną wielu znajomych, wielu z nich to świeżo zwolenieni z internowania działacze solidarnościowi. Zaprosił mnie Janusz Sławomirski, mój stary przyjaciel z czasów hippisowskich. Przyjechałem tutaj z prywatnym stypendium żydowskim z Frankfurtu nad Menem, to dość szczególna historia, z której zresztą nic nie wyszło, ponieważ fundator stypendium miesiąc po moim przyjeździe tutaj, zmarł.

To co mówisz przypomina nieco „Historie rodzinne” Agaty Tuszyńskiej…

Mam tę książkę, ale jej nie czytałem. Wciąż jeszcze emocjonalnie nie potrafię do tego się odnieść. Człowiek znajduje się w takim momencie życia, że wszystko to, co się wiedziało do tej pory, na przykład na temat holokaustu czy pogromów, czy kultury żydowskiej, nagle się okazuje, że to…. dotyczy również mnie. To nie tylko moja wiedza, ale również coś, co dotyczy mnie, mojej rodziny, będzie dotyczyło moich dzieci. Może trzeba się temu lepiej przyjrzeć, może bardziej analitycznie.

Czy ciągle jest to dla ciebie problem?

Problemem to w ogóle nie jest, ale jest to emocjonalne. Bo są to rzeczy nieprawdopodobnie trudne. Dotyczą prześladowań, nieporozumień, śmierci, całej masy zjawisk, które poruszają uczucia. Ja dość często biorę udział w dyskusjach na te tematy i z równym ożywieniem bronię pozycji polskich wobec Żydów, którzy atakują bez zrozumienia złożoności sytuacji Polskę, jak i angażuję się w tłumaczenie Polakom, jak wypierają ze swojej świadomości cały zestaw zjawisk, o których lepiej nie dyskutować.

Czy sprawa twojego pochodzenia była tematem tabu w twoim domu?

W ogóle o tym nie mówiono. Gdy miałem 35 lat odkryłem, że moja matka jest Żydówką, a dopiero w 2006 roku, jak moja mama zmarła, to w papierach ojca odkryłem, że jego matka też była Żydówką przechrzczoną na katolicyzm. Jak i to drugie do mnie doszło, to pamiętam, siadłem na schodach naszego domu i … złapałem się za głowę. Bo to jest zbyt wiele. Jak człowiek dowiaduje się w 60-tym roku życia, że również ojciec ma pochodzenie żydowskie, to trzeba zdefiniować od początku kim się jest. O tym się nie mówiło z tego powodu, że moi rodzice nie uważali się za Żydów. To bardzo ważna sprawa. Gdy spytałem matkę w siedemdziesiątym którymś roku: Słuchaj mamo, mówią że masz pochodzenie żydowskie, czy to prawda? To ona odpowiedziała: Synku, czy jak się mieszka 600 lat w Polsce, to można powiedzieć, że nie jest się jeszcze Polką? To bardzo zabawna odpowiedź, chociaż odpowiedź nie wprost. Cała rodzina mojej matki była spolonizowana, od pokoleń nikt tam nie nosił żydowskich nazwisk.

Ale twoich wątpliwości to nie uspokoiło?

Zacząłem się przyglądać siostrze mojej matki, ich dzieciom, dowiedziałem się, że cała ta rodzina była w getcie warszawskim, że ojciec mojej matki, mój dziadek, zginął w 1941 roku w tajemniczych okolicznościach.

Czzli musiałeś zdefiniować sam siebie od początku?

Nie, ja nie mam tego problemu w sensie narodowym czy etnicznym. Tak przynajmniej mi się zdaje. Jak przyjeżdżam do Polski – jeżdżę parę razy do roku – to mam tam tylu znajomych i przyjaciół, że to zagadnienie nie ma miejsca. Natomiast niektórzy ludzie na ulicach reagują na mój wygląd! I reagują tak, jak na Żyda, obcego… I to jest dla mnie istotny sygnał…

Jak wtedy się czujesz?

Czy jest mi przykro?…. Coś ma miejsce, odczuwam jakieś zaburzenie, to nie jest nic przyjemnego. Myślę też, że gdyby nie kilkadziesiąt lat mojego zaangażowania w intensywne prace medytacyjne, czyli taką pracę z samym sobą, to była by to wielka przykrość. To było by tragedią, wywołać mój bunt, agresję. Ale tego we mnie nie ma.

A może zawsze tak na ciebie patrzyli, tylko nie zwracałeś na to uwagi, bo nie miałeś tej świadomości, którą masz teraz…?

Pewnie patrzyli zawsze, tylko ja byłem przekonany, że moi rodzice nie są Żydami. Więc jak ktoś mnie bił w szkole nazywając mnie Żydem, to ja odbierałem to jako nieporozumienie. Teraz, nie. Nie ma jakiegoś nieporozumienia. Te reakcje, z którymi się stykam, są bardzo konkretne z nazywaniem rzeczy po imieniu. Ale podkreślam – to nie jest dla mnie jakieś bardzo ważne i bolesne doświadczenie.

Aż strach zapytać – czy czujesz tak, jak jesteś w Polsce, czy w każdym innym miejscu podobnie?

Tutaj, w Szwecji, na ulicy nikt mi nie powiedział: Żydzie zdejm czapkę. Nikt mi też ani tu, ani w innych krajach, nie powiedział: Żydzi do Izraela. Z takimi reakcjami nigdzie się nie spotykałem poza Polską. Tak jest – nie wiem czy to przypadek – ale tak właśnie jest. Mój ojciec był w Oświęcimiu jako Polak, nie jako Żyd. Gestapo nie odkryło jego żydowskich korzeni, aresztowało go za działalność polską patriotyczną.

Wróćmy do 1984 roku. Trafiasz do Szwecji…

Ja jestem człowiekiem nieprawdopodobnej energii twórczej. Prawie natychmiast po przyjechaniu tutaj zorganizowałem sobie miejsce do malowania i robię to do dzisiaj. Niemal z marszu organizuję kilkanaście wystaw. Ale wszystko to okazuje się bez sensu. To doświadczenie, kóre mówi mi, że nic z tego nie będzie. Wystawy ci Hołuj nie pomogą, bo szwedzka kultura jest hermetyczna i niepotrzebuje obcych. Udaje mi się jednak nawiązać kontakt z handlarzami sztuki i coś zaczęło się dziać. Miałem okres ekonomicznie wspaniały, kupowali u mnie wszystko, co robiłem. Nie były to duże sumy, ale jakoś się uzbierało… Aż następuje całkowity krach w zachodnim świecie kultury, to przełom lat 80. i 90. Bankrutuje 60-80% wszystkich handlarzy sztuką, galerii. I ja razem z nimi ląduję w restauracji jako zmywacz.

To prawie każdy kiedyś przez to przechodzi…

Tak, miałem jeszcze wtedy siły, bo to bardzo ciężka praca. Potem znowu odbudowuję te kontakty, znowu wszystko się rozpada. I tak bez przerwy.

Użyłeś sformułowania, że szwedzka kultura jest hermetyczna…

To się w jakimś stopniu teraz zmienia, ale w branży sztuk wizualnych: malarstwo, grafika, rzeźba, to jest w dalszym ciągu ostatni bastion szwedzkiego patriotyzmu. Ja się z tym zatknąłem w bardzo drastyczny sposób szereg razy. Ja wiem, że dla osób mojego pochodzenia – i nie mam tu na myśli pochodzenia żydowskiego – ale fakt, że nie jestem Szwedem, nie ma tutaj przestrzeni na zaistnienie. Ludzie nieurodzeni tutaj malują, rzeźbią, robią grafiki, mają szanse sprzedawać swoje prace. Jeśli to, co robią, podoba się przeciętnemu kupującemu, a Szwedzi kupują sztukę w wielkich ilościach, ale tylko do pewnej bariery cenowej. To malarstwo, grafika czy rzeźba nigdy nie zaistnieje na istotnych, ważnych wystawach, nigdy nie będziemy zaproszeni do reprezentowania Szwecji na zewnątrz, nawet jeśli tu mieszkamy i tworzymy kilkadziesiąt lat. Czyli nie jesteśmy uznawani za część kultury tego kraju. Oczywiście, nikt nas nie tępi i nikt nie prowadzi akcji przeciwko nam.

To boli?

Dla mnie najważniejszym elementem mojego życia jest życie rodzinne. Ja się nie uważam za wieszcza sztuki, za kogoś kto niesie sztandar niesłychanie ważnych przekazów kulturowych. Nie, codzienność życia rodzinnego ważniejsza jest dla mnie, niż jakakolwiek sztuka.

 

Tomasz Hołuj. Urodził się w 1947 roku w Krakowie. Artysta malarz, muzyk, poeta. Ukończył Liceum Plastyczne w Krakowie w 1967 r; później studia na wydziale malarstwa Akademii Sztuk Pięknych. Od 1971 zaangażowany w projekt muzyczny Osjana (improwizacje inspirowane jazzem i folkiem), występuje na niezliczonej ilości koncertów, festiwali, nagrywa płyty i nagrania radiowe; w latach 1983-84 występuje z trio Tomka Stanki. W Szwecji mieszka od 1984. Głównie zajmuje się malarstwem. Wystawy m.in.: Jazz Club Gallery, Kraków 1968; Piwnica pod Baranami, Kraków 1972; Gallery La Cave, Genewa 1973; Galeria Jaszczury, Kraków 1974; Galeria Desa B, Kraków 1974; Strassen Gal.; Berlin 1976 i 1979; APK Gal, Berlin 1980; Gallery off Sceen, Göteborg 1984; Art. Nouveau, Göteborg 1985; Centrum Żydowskie w Sztokholmie 1986; Atrium Art., Sztokholm 1986; Stockholm International Art. Fair 1987, 1989, 1998, 2003; Galeria Bell Arte, Abo 1987; Galeria Leu, Bawaria 1988; Galeria Format, USA 1988; Galeria Dunikowski, Kolonia 1990; Art. House, Kopenhaga 1991, 1992, 1994; Polski Instytut Kultury, Szzokholm 1995; Arno Konst, Sztokholm 1996, 1997, Galeria Mitteleuropa, Sztokholm 2007. Od 1972 jest zaangażowany w praktykę medytacji Zen Buddyjskiej, jest członkiem zarządu organizacji i jej prezesem. W Szwecji organizuje grupy studyjne i dyskusyjne. Jest autorem wierszy publikowanych m.in. w „Życiu Literackim” i „Młodej Kulturze” (dodatek do „Studenta”). W Polsce ukazuje się jego tomik poetycki. Mieszka w Sztokholmie.

 

  1. Tadeusz Hołuj (1916 – 1985) – polski pisarz, publicysta i polityk. Uczęszczał do gimnazjum w Jaśle. Przed II wojną światową był współredaktorem „Naszego Wyrazu”. Studiował prawo i polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Z tego okresu pochodzą jego zbiory poezji: DziewczynoPłyniemy naprzód (1938), Płonące ścieżki (1938). Wiosną 1939 był spikerem audycji polskich w radiu niemieckim. W 1939 uczestniczył w kampanii wrześniowej. W czasie okupacji był członkiem Związku Walki Zbrojnej. W 1942 został aresztowany i osadzony w niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz. Był członkiem Komitetu Naczelnego Grupy Bojowej Oświęcim. Przebywał w różnych obozach koncentracyjnych do końca wojny. Po wojnie był działaczem politycznym i społecznym, członkiem Polskiej Partii Robotniczej i Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Zasiadał w plenum Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Krakowie. Był posłem na Sejm PRL VI i VII kadencji. Od 1957 do 1967 pełnił funkcję sekretarza generalnego Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego. Był współzałożycielem krakowskiego lewicowego klubu Kuźnica. Zasiadał w radzie naczelnej ZBoWiD oraz w zarządzie głównym Związku Literatów Polskich. Debiutował tomikami: DziewczynoPłyniemy naprzód (1938), Płonące ścieżki (1938). W 1942 napisał konspiracyjny Marsz triumfalny. Po wojnie tworzył powieści historyczne nawiązujące do początków ruchu rewolucyjno-socjalistycznego, demokratycznego, radykalnego, m.in.: Próba ognia (1946), Królestwo bez ziemi (tom 1–4, 1954–1956), Róża i płonący las (tom 1–2, 1971), Osoba (Wydawnictwo Śląsk, Katowice 1974). Doświadczeniom obozowym poświęcił m.in.: powieść Koniec naszego świata (1958), Drzewo rodzi owoc (1963), Raj (1972), dramat Dom pod Oświęcimiem (wydany i wystawiony w 1948), opowiadania Jutrzenka (1956) i To (1964). Wszystkie jego utwory objęte były w 1951 zapisem cenzury w Polsce, podlegały natychmiastowemu wycofaniu z bibliotek.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tomasz Hołuj. Artysta malarz, muizyk, poeta. Urodził się w 1947 roku w Krakowie. Mieszka w Sztokholmie.

 

Osjan – legenda „polskiej muzyki świata” – powstał na początku lat 70. Założycielami i pierwszymi członkami byli Jacek Ostaszewski (flety proste) oraz Marek Jackowski (gitara). Po odejściu w 1975 roku Marka Jackowskiego skład zespołu ulegał częstym zmianom. ”Klasyczny skład” uformował się na przełomie lat 70. i 80. W grze zespołu Osjan obecna jest niemalże cała światowa kultura muzyczna. W tej muzyce centralne miejsce zajmuje rytm – najbardziej pierwotny i obecny we wszystkich kulturach element muzyki, ale równie ważnym elementem jest tu cisza pomiędzy dźwiękami.

 

Tadeusz Hołuj. Pisarz, publicysta. Urodził się w 1916 roku w Krakowie, zmarł w 1985 roku w Krakowie. Po wojnie był działaczem politycznym i społecznym, członkiem PPR i PZPR. Był posłem na Sejm PRL VI i VII kadencji. Od 1965 pełnił funkcję sekretarza generalnego Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego. Był współzałożycielem krakowskiego lewicowego klubu Kuźnica.

 

 

En reaktion på ”WYWIAD: Ja się nie uważam za wieszcza sztuki

Lämna ett svar till Gregogorz Avbryt svar